Witajcie:)
Miałam nieodpartą potrzebę posiadania domkowej broszki:)
Cóż, pomyślisz zapewne mój Drogi Czytelniku, że nie jest to produkt pierwszej potrzeby. I nie jest nawet zapewne potrzeby drugiej. I zgodzę się z Tobą całkowicie! Ale jak ziarenko zostanie zasiane, to już nie ma zmiłuj:)
Powstała więc broszka. Z filcu, skrawków materiałów i niteczek. To taki mini obrazek haft/aplikacja. W środku dla usztywnienia wszyłam tekturkę a z tyłu umieściłam zapięcie by broszka była pełną gębą.
Wciągnęło mnie to bardzo i stwierdziłam w duchu, że idąc za ciosem zrobię jeszcze breloczek do kluczy. Tak oto i powstał on:)
Było mi mało. Chciałam broszkę, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Powstał do kompletu breloczek. Mało! Cóż można chcieć jeszcze w tym klimacie? Padło na magnes. Mimo, że sama posiadam lodówkę w zabudowie i nie mogę tam mieć magnesów, to jednak stwierdziłam, że go udziergam. A co tam? Kto mi zabroni:)
Bawiłam się wyśmienicie słuchając przy tym niezwykle mrocznego audiobooka na YT. Nagranie trwało prawie dwanaście godzin! Dokładnie tyle trwało zrobienie tych trzech rzeczy:)
To tyle na dziś:) Wszystkiego dobrego w ten podobno najbardziej depresyjny poniedziałek w roku. Paaa:)


































