Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z moimi ostatnimi domkami, które powstały na specjalne życzenie dla Agnieszki z bloga Aga-craft TU na wymiankę z nią:)
Miało być pastelowo i z ozdobami, więc jest na bogato. A co;)
W trakcie pracy nad domkami po głowie chodziła mi myśl - a może pójść w stronę "Alicji w Krainie Czarów"? I poszłam:))) To nieustające źródło moich inspiracji.
Pierwszy domek niebieski z jasnoniebieskim dachem. Nie mogło zabraknąć zegara i komina, by móc napalić w zabytkowym kaflowym piecu. Pani Stanisława, która zamieszkuje tę kamienicę ma już swoje lata ale zawsze z rozrzewnieniem wspomina jak mąż (jeszcze wówczas NIE mąż) kradł jej buziaka pod jemiołą, która wisiała na święta przy piecu. Mąż też powiesił tę złotą kłódkę ale bardziej dla dekoracji niż w obawie przed złodziejami. To spokojna dzielnica i ludzie tu są bardzo życzliwi.
W błękitnej kamienicy obok mieszka szalona Panna Alicja! Wszyscy ją uwielbiają:) Ma białego królika i częstuje sąsiadów wyśmienitą herbatą w maleńkich porcelanowych filiżankach. Zawsze też nosi błękitne suknie i białe fartuszki - i wiecie co? Ona naprawdę wygląda jak Alicja z Krainy Czarów!!!
Jest taka zabawna. Uwielbia grać w karty i piecze najlepsze ciasteczka w okolicy. Pani Stanisława i pan Kazimierz przychodzą do niej na brydża:)) W tajemnicy Wam powiem, że biały królik jest czwartym przy stole! Zabójczo wygląda w tym swoim cylindrze i turkusowej aksamitnej kamizelce.
A maleńki różowy domek należy do młodego małżeństwa z czwórką dzieci. Dwie ciąże bliźniacze to jak trafienie szóstki w totka - mawia pan Kordian tata tej szalonej gromadki:) Tato jest inżynierem a mama opiekuje się dziećmi i maluje najpiękniejsze ilustracje do bajek. Ostatnio pani Dorotka znów dostała nagrodę za swoją prace! Jej "Szalony Kapelusznik" był najlepszy.
To tyle na dziś:)) Miłego dnia Wam życzę! U nas CUDOWNIE cieplutko:))) Jak nie w UK;)
sobota, 24 sierpnia 2019
poniedziałek, 19 sierpnia 2019
Lista marzeń...
Witajcie:)
Zapewne większość ludzi, jak nie wszyscy, ma marzenia:) Jedni spisują je w specjalnych notesach, inni - idąc z duchem czasu - umieszczają je w odpowiedniej aplikacji a jeszcze inni - tak jak ja - mają je po prostu z tyłu głowy. Czasem o niektórych z nich mówi się głośno a czasem - pozostawia je tylko dla siebie.
Jedne są oczywiste - zdrowie, szczęście i pokój na świecie - te nie dziwią nikogo, bo większość marzy tak samo. Są jednak jeszcze inne - te które gdy o nich powiesz głośno, to zalega cisza...
I takim było mój wyjazd do Auschwitz-Birkenau...
O obozach koncentracyjnych dowiedziałam się w szkole podstawowej na lekcji historii. Przeczytałam dużo książek dokumentalnych na ten temat ale głównie jedna z nich zapadła mi w pamięć. Takie małe czarno-białe wydanie... Właściwie jest tam wszystko co ocalało z dokumentów, zdjęć i przedmiotów...
Do Oświęcimia wybraliśmy się z MęŻem bardzo wcześnie rano. Z naszej Bydgoszczy podróż w jedną stronę autem zajęła nam pięć i pół godziny!
Było bardzo gorąco. Tłum ludzi. Poszczególne grupy wpuszczane są na teren danego obozu zagłady co piętnaście minut. Przy kasie można wybrać w jakim języku edukator ma przedstawić nam historię tego miejsca.
Co roku przybywa tu około dwa miliony osób...
I właśnie przez tę masę odwiedzających to miejsce ludzi, nie do końca można wczuć się w klimat... Pośpiech dość spory i zbiory eksponatów też ciut ubogie... Zastanawia - gdzie to się wszystko podziało?! Gdzie ten ogrom dokumentów?! Część zniszczono przed końcem istnienia obozu. A reszta? Są sale, gdzie nie ma absolutnie nic tylko kilka reprodukcji zdjęć z selekcji na rampie...
Hałdy okularów (a właściwie tego, co z nich zostało) i walizek...
Każdy, kto jechał w to miejsce bydlęcym wagonem miał nadzieję, że zacznie tu nowe życie. Kazano im przecież spakować to co najcenniejsze i dokumenty...
Stosy misek, kubeczków i dzbanków... Podstawowy zestaw, który więźniowie zabrali ze sobą...
Morze butów, które mocno przemawia do wyobraźni...
Kilka reprodukcji zdjęć dzieci z obozowej kartoteki i maleńkie ubrania...
Pasiaki. Codzienny strój więźniów. Niezależnie od pogody. Łachmany, które okrywały zmaltretowane, wychudzone ciała ofiar chorych umysłów...
Szczotki, szczoteczki i pędzle, które miały służyć w nowej rzeczywistości... Zostały odebrane wraz z innymi rzeczami na rampie, która była synonimem początku końca...
Murowane bloki w Auschwitz.
Druga część obozu - Birkenau.
Tu przeważają drewniane baraki. Cegieł (z wyburzenia siedmiu okolicznych wiosek) starczyło tylko na kilka budynków.
***
Byłam i zobaczyłam.
Byliście też?
Miłego dnia dla Was...
Zapewne większość ludzi, jak nie wszyscy, ma marzenia:) Jedni spisują je w specjalnych notesach, inni - idąc z duchem czasu - umieszczają je w odpowiedniej aplikacji a jeszcze inni - tak jak ja - mają je po prostu z tyłu głowy. Czasem o niektórych z nich mówi się głośno a czasem - pozostawia je tylko dla siebie.
Jedne są oczywiste - zdrowie, szczęście i pokój na świecie - te nie dziwią nikogo, bo większość marzy tak samo. Są jednak jeszcze inne - te które gdy o nich powiesz głośno, to zalega cisza...
I takim było mój wyjazd do Auschwitz-Birkenau...
O obozach koncentracyjnych dowiedziałam się w szkole podstawowej na lekcji historii. Przeczytałam dużo książek dokumentalnych na ten temat ale głównie jedna z nich zapadła mi w pamięć. Takie małe czarno-białe wydanie... Właściwie jest tam wszystko co ocalało z dokumentów, zdjęć i przedmiotów...
Do Oświęcimia wybraliśmy się z MęŻem bardzo wcześnie rano. Z naszej Bydgoszczy podróż w jedną stronę autem zajęła nam pięć i pół godziny!
Było bardzo gorąco. Tłum ludzi. Poszczególne grupy wpuszczane są na teren danego obozu zagłady co piętnaście minut. Przy kasie można wybrać w jakim języku edukator ma przedstawić nam historię tego miejsca.
Co roku przybywa tu około dwa miliony osób...
I właśnie przez tę masę odwiedzających to miejsce ludzi, nie do końca można wczuć się w klimat... Pośpiech dość spory i zbiory eksponatów też ciut ubogie... Zastanawia - gdzie to się wszystko podziało?! Gdzie ten ogrom dokumentów?! Część zniszczono przed końcem istnienia obozu. A reszta? Są sale, gdzie nie ma absolutnie nic tylko kilka reprodukcji zdjęć z selekcji na rampie...
Hałdy okularów (a właściwie tego, co z nich zostało) i walizek...
Każdy, kto jechał w to miejsce bydlęcym wagonem miał nadzieję, że zacznie tu nowe życie. Kazano im przecież spakować to co najcenniejsze i dokumenty...
Stosy misek, kubeczków i dzbanków... Podstawowy zestaw, który więźniowie zabrali ze sobą...
Morze butów, które mocno przemawia do wyobraźni...
Kilka reprodukcji zdjęć dzieci z obozowej kartoteki i maleńkie ubrania...
Pasiaki. Codzienny strój więźniów. Niezależnie od pogody. Łachmany, które okrywały zmaltretowane, wychudzone ciała ofiar chorych umysłów...
Szczotki, szczoteczki i pędzle, które miały służyć w nowej rzeczywistości... Zostały odebrane wraz z innymi rzeczami na rampie, która była synonimem początku końca...
Murowane bloki w Auschwitz.
Druga część obozu - Birkenau.
Tu przeważają drewniane baraki. Cegieł (z wyburzenia siedmiu okolicznych wiosek) starczyło tylko na kilka budynków.
***
Byłam i zobaczyłam.
Byliście też?
Miłego dnia dla Was...
piątek, 9 sierpnia 2019
Dużo dobra:)
Witajcie:)
W ostatnim czasie dostałam OGROM wspaniałych prezentów od blogowych niesamowitych dziewczyn. By nikogo nie wyróżniać, bo każdy prezent jest śliczny pokażę w kolejności otrzymania:) Zdjęcia niestety - choć się starałam - nie oddają tak do końca uroku tych perełek.
Pierwszy prezent otrzymałam od Justynki z bloga Wielkie małe pasje TU - mistrzyni skarpetkowych laleczek (ale nie tylko!!! To wielce uzdolniona dziewczyna w wielu dziedzinach:)
Paczuszka pełna ręcznie robionych skarbów była podziękowaniem za zabawę "podaj dalej"! A do tego miałam możliwość zamówienia własnej laleczki!!! Oczywiście wybrałam folkową:) Uwielbiam takie klimaty - tym bardziej gdy ziemia ojczysta jest ciut dalej niż ta, po której stąpam...
W rezultacie dostałam dwie PRZECUDOWNE skarpetkowe laleczki!
W ostatnim czasie dostałam OGROM wspaniałych prezentów od blogowych niesamowitych dziewczyn. By nikogo nie wyróżniać, bo każdy prezent jest śliczny pokażę w kolejności otrzymania:) Zdjęcia niestety - choć się starałam - nie oddają tak do końca uroku tych perełek.
Pierwszy prezent otrzymałam od Justynki z bloga Wielkie małe pasje TU - mistrzyni skarpetkowych laleczek (ale nie tylko!!! To wielce uzdolniona dziewczyna w wielu dziedzinach:)
Paczuszka pełna ręcznie robionych skarbów była podziękowaniem za zabawę "podaj dalej"! A do tego miałam możliwość zamówienia własnej laleczki!!! Oczywiście wybrałam folkową:) Uwielbiam takie klimaty - tym bardziej gdy ziemia ojczysta jest ciut dalej niż ta, po której stąpam...
W rezultacie dostałam dwie PRZECUDOWNE skarpetkowe laleczki!
Wszystko wspaniale opakowane - każdy detal ma znaczenie. Aż się cieplutko na sercu robi:)
Mniejsza laleczka - TRUSKAWECZKA - jest po prostu przesłodka. Cała do schrupania:)) Każdy drobiazg, kwiatuszek, niteczka, koralik - jest dobrany tak by tworzyć piękną całość. Cudo!!!
Laleczka w stroju ŁOWICKIM jest spełnieniem moich marzeń!!! Tu jest wszystko tak idealnie odtworzone, że aż zapiera dech! Korale, serdaczek obszyty różami, biała kryza, warkocze, warstwowa spódnica, bluzka we wzory!
Dostałam także list z ciepłymi słowami i prześliczną chustę dla mojej córci. Martusia jest nią oczarowana. Oczy jej rozbłysły jak się dowiedziała, że to dla niej. Dopytywała się od kogo i powiedziała: "ta pani jest bardzo miła". Jest:)))
DZIĘKUJEMY BARDZO Justynko:)))
Kolejne prezenty otrzymałam od wspaniałej Agi z bloga "Aga-craft" TU. Agnieszka jest mistrzynią karteczek, exploding boxów i obrazków:)
To była nasza obrazkowo-domkowa wymianka. Kolorki i urok tych małych skarbów niezmiennie mnie zachwyca. One są tak pięknie pokolorowane copikami a do tego delikatnie obsypane brokatem, że wyglądają jak z bajki!
Tu mniejsze obrazki, z których będę mogła stworzyć karteczki:))) Para młoda, komunijny chłopczyk, komunijna dziewczynka i moja marchewkowa panienka:)))
Słodka dziewczynka z kolbami kukurydzy. Trochę zamyślona, trochę rozmarzona:) Piękna!
Tu też mogłam wybrać wśród wielu wzorów i padło na ten:)) A jak widzicie dostałam dużo więcej! Marchewkowa dziewczyna skradła moje serce:)
A na koniec obrazek tańczącego rodzeństwa:))) Cudny!
Wszystko w takim formacie bym mogła oprawić w rami i powiesić w pokoju Maluchów:))
DZIĘKUJĘ BARDZO!
Ostatni prezent dostałam od utalentowanej Dusi z bloga "Syndrom kury domowej" TU. Dusia szyje, szydełkuje i jest posiadaczką magicznego ogrodu, w który wkłada mnóstwo serca.
Oniemiałam gdy kurier pojawił się z paczką, bo była to totalna niespodzianka:))) A do tego jak CUDOWNA!!! Szydełkowe lampeczki w moich kolorkach!!! Uwielbiam bardzo:))))
Dostałam je za rozwiązaną zagadkę i jak się wyraziła Dusia "za całokształt":)))
Misternie wykonane kuleczki połączone kabelkiem tworzą prześliczną dekorację która cieszy oko i gdy jest włączona i sama w sobie:)))
DZIĘKUJĘ BARDZO!
***
DZIEWCZYNY - sprawiłyście, że mój urlop w PL był jeszcze wspanialszy! Anstahe - Danusiu - rozmowy z Tobą też zaliczam do tych wspaniałości, które sprawiły,że był to dobry czas:)))
DZIĘKUJĘ serdecznie!
To tyle na dziś. Tak, wiem - chwalę się, ale jak tu się nie pochwalić jak tu człowiek tyle dobra otrzymał!!!! Doceniam też nie tylko same rzeczy, ale również czas i serce jakie dziewczyny włożyły w te piękne skarby!
Miłego dnia moi mili. Uściski:)))
niedziela, 28 lipca 2019
Jeszcze szkolnie:)
Witajcie:)
Dziś dalszy ciąg "szkolnych prezentów". Przypominam, że my wakacje zaczęliśmy dopiero w czwartek, więc temat niemalże świeży;))
Ogólnie chciałam już w tym roku odpuścić ręcznie robione prezenty. Nic nie wskazywało więc na to, że powstaną;) Ale jednak dzień przed planowanym obdarowaniem nauczycieli okazało się, że kusi mnie by je zrobić.
Tak oto panie nauczycielki otrzymały takie małe prezenciki:)
Dawno temu kupiłam takie mini tablice na dziale z dekoracjami ślubnymi. Od razu wiedziałam, że mają potencjał! Ale swoje musiały odczekać, co u mnie jest już standardem;)))
Pierwotnym ich przeznaczeniem jest raczej "bycie wizytówką" na stole. Ja wymyśliłam, że będą formą podziękowania.
Wiadomo tablica = szkoła:) A szkoła to nauczyciele i uczniowie oraz ich wzajemne interakcje;)
Powstało pięć różnych tabliczek.
Z dwoma motylami, sizalem, kwiatkami i guziczkiem.
Z szydełkowymi kwiatuszkami, które wykonała moja kochana Mamcia:)
Z ptaszorkiem i mini bukiecikiem.
Z piórkiem i pasującym do niego guziczkiem:)
Z zielonym motylem i kwiatuszkami.
Wymyśliłam wszystko sama, tak że ten - dumna z siebie jestem, bo mi się podobają:) W prostocie siła;)
Pozdrawiam serdecznie i miłego dnia:)
Dziś dalszy ciąg "szkolnych prezentów". Przypominam, że my wakacje zaczęliśmy dopiero w czwartek, więc temat niemalże świeży;))
Ogólnie chciałam już w tym roku odpuścić ręcznie robione prezenty. Nic nie wskazywało więc na to, że powstaną;) Ale jednak dzień przed planowanym obdarowaniem nauczycieli okazało się, że kusi mnie by je zrobić.
Tak oto panie nauczycielki otrzymały takie małe prezenciki:)
Dawno temu kupiłam takie mini tablice na dziale z dekoracjami ślubnymi. Od razu wiedziałam, że mają potencjał! Ale swoje musiały odczekać, co u mnie jest już standardem;)))
Pierwotnym ich przeznaczeniem jest raczej "bycie wizytówką" na stole. Ja wymyśliłam, że będą formą podziękowania.
Wiadomo tablica = szkoła:) A szkoła to nauczyciele i uczniowie oraz ich wzajemne interakcje;)
Powstało pięć różnych tabliczek.
Z dwoma motylami, sizalem, kwiatkami i guziczkiem.
Z szydełkowymi kwiatuszkami, które wykonała moja kochana Mamcia:)
Z ptaszorkiem i mini bukiecikiem.
Z piórkiem i pasującym do niego guziczkiem:)
Z zielonym motylem i kwiatuszkami.
Wymyśliłam wszystko sama, tak że ten - dumna z siebie jestem, bo mi się podobają:) W prostocie siła;)
Pozdrawiam serdecznie i miłego dnia:)
sobota, 20 lipca 2019
Luxemburg w trzy dni:)
Witajcie:)
Pierwszy raz od osiemnastu lat wybrałam się na "babski wypad" :) Padło na Luksemburg! Na Booking.com znalazłyśmy świetne mieszkanko i ruszyłyśmy. Specjalne podziękowania dla J.K.M oraz J bez których ten wyjazd pozostałby nadal w sferze niespełnionych marzeń!!!
Samolotem z Londynu to tylko godzinka;))) Ten mało oblegany kierunek okazał się strzałem w dziesiątkę na weekendowy wypad.
Panie i Panowie - przedstawiam Wam stolicę Luksemburga - Luksemburg:)))
Nie będę Wam przytaczała informacji z internetu, każdy może je "wygooglować";)) Tylko nadmienię, że Stare Miasto znajduje się na liście UNESCO.
Widoki przepiękne - zobaczcie sami:)
Obeszłyśmy wszyściusieńko dookoła:) Koleżanka bardzo chciała byśmy zwiedzały na miejskich rowerach ale przekonałam ją że przecież wszędzie blisko:) Nawigacja za każdym razem pokazywała "walking distance" czyli " na pieszo" ;)) Tak że ten, moje na wierzchu;)))
Urzekły mnie budki telefoniczne w kształcie kredek:) Nie mogłam sobie odmówić fotki.
A tak śmiałkowie mogą zobaczyć Luksemburg z lotu ptaka. (Dziękuję nie skorzystam;))) Takim szklanym cudem wjeżdża się na samą górę i delektuje krajobrazem. Boidupki jak ja omijają takie atrakcje szerokim łukiem;)
Kawusię piłyśmy w artystycznej kawiarni, która przypominała mi klimatem te z mojej Bydgoszczy:)
Półki na gazetki z płyt winylowych!
Wszędzie blisko:)
Dla uwielbiających spacery miejscówka idealna:)
Luksemburczycy mają swoją katedrę Notre Dame. Piękne witraże, niezwykły dźwięk organów oraz klamki robią wrażenie.
Muzyczna fontanna upamiętniająca Hämmelsmarsch - starą tradycję luksemburską. Korowód prowadzony przez muzyków wędrujących wraz z owcami, którzy zapraszali mieszkańców miast i wsi na lokalny targ.
A ostatniego dnia udało nam się troszkę zwiedzić muzeum:))) Pisząc troszkę mam na myśli, że ekspozycji i eksponatów jest ogrom i chyba trzeba by było im poświęcić cały dzień.
Część z obrazami.
Oto te, które podobały mi się najbardziej.
I ten niesamowity! Nie było podane, w którym roku powstał, ale autor zmarł w 1975 roku. Mocno proroczy! Przyjrzyjcie się detalom.
Część z misternie wykonanymi zegarami i meblami z drewna.
Oraz ze znaleziskami archeologicznymi.
"Chcemy pozostać sobą" - taki oto napis w języku luksemburskim widnieje na jednym z balkonów.
A w stolicy głównie króluje francuski, ale dogadacie się też bez problemu po angielsku:)
Prawdą jest też, że jest tam drogo:) Ale podobno paliwo jest tanie;)))
Bardzo dużo ekskluzywnych sklepów z cenami przyprawiającymi o zawrót głowy.
Między innymi Gucci, Louis Vitton, Louboutin, Michael Kors - i inni zapraszają;)
A tu - niech użyję mocno popularnego słowa - creepy wystawa. W rzeczy samej - przyprawiająca o lekkie ciarki na ciele;)))
Byłam, zobaczyłam, wróciłam:) Podobało się:)
To tyle na dziś. Miłego:)
Pierwszy raz od osiemnastu lat wybrałam się na "babski wypad" :) Padło na Luksemburg! Na Booking.com znalazłyśmy świetne mieszkanko i ruszyłyśmy. Specjalne podziękowania dla J.K.M oraz J bez których ten wyjazd pozostałby nadal w sferze niespełnionych marzeń!!!
Samolotem z Londynu to tylko godzinka;))) Ten mało oblegany kierunek okazał się strzałem w dziesiątkę na weekendowy wypad.
Panie i Panowie - przedstawiam Wam stolicę Luksemburga - Luksemburg:)))
Nie będę Wam przytaczała informacji z internetu, każdy może je "wygooglować";)) Tylko nadmienię, że Stare Miasto znajduje się na liście UNESCO.
Widoki przepiękne - zobaczcie sami:)
Obeszłyśmy wszyściusieńko dookoła:) Koleżanka bardzo chciała byśmy zwiedzały na miejskich rowerach ale przekonałam ją że przecież wszędzie blisko:) Nawigacja za każdym razem pokazywała "walking distance" czyli " na pieszo" ;)) Tak że ten, moje na wierzchu;)))
Urzekły mnie budki telefoniczne w kształcie kredek:) Nie mogłam sobie odmówić fotki.
A tak śmiałkowie mogą zobaczyć Luksemburg z lotu ptaka. (Dziękuję nie skorzystam;))) Takim szklanym cudem wjeżdża się na samą górę i delektuje krajobrazem. Boidupki jak ja omijają takie atrakcje szerokim łukiem;)
Kawusię piłyśmy w artystycznej kawiarni, która przypominała mi klimatem te z mojej Bydgoszczy:)
Półki na gazetki z płyt winylowych!
Wszędzie blisko:)
Dla uwielbiających spacery miejscówka idealna:)
Luksemburczycy mają swoją katedrę Notre Dame. Piękne witraże, niezwykły dźwięk organów oraz klamki robią wrażenie.
Muzyczna fontanna upamiętniająca Hämmelsmarsch - starą tradycję luksemburską. Korowód prowadzony przez muzyków wędrujących wraz z owcami, którzy zapraszali mieszkańców miast i wsi na lokalny targ.
A ostatniego dnia udało nam się troszkę zwiedzić muzeum:))) Pisząc troszkę mam na myśli, że ekspozycji i eksponatów jest ogrom i chyba trzeba by było im poświęcić cały dzień.
Część z obrazami.
Oto te, które podobały mi się najbardziej.
I ten niesamowity! Nie było podane, w którym roku powstał, ale autor zmarł w 1975 roku. Mocno proroczy! Przyjrzyjcie się detalom.
Część z misternie wykonanymi zegarami i meblami z drewna.
Oraz ze znaleziskami archeologicznymi.
"Chcemy pozostać sobą" - taki oto napis w języku luksemburskim widnieje na jednym z balkonów.
A w stolicy głównie króluje francuski, ale dogadacie się też bez problemu po angielsku:)
Prawdą jest też, że jest tam drogo:) Ale podobno paliwo jest tanie;)))
Bardzo dużo ekskluzywnych sklepów z cenami przyprawiającymi o zawrót głowy.
Między innymi Gucci, Louis Vitton, Louboutin, Michael Kors - i inni zapraszają;)
A tu - niech użyję mocno popularnego słowa - creepy wystawa. W rzeczy samej - przyprawiająca o lekkie ciarki na ciele;)))
Byłam, zobaczyłam, wróciłam:) Podobało się:)
To tyle na dziś. Miłego:)
czwartek, 11 lipca 2019
Pirograf w akcji:)
Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z drobiazgiem, który zrobiłam na zakończenie roku szkolnego dla jednego z nauczycieli moich dzieci.
Tak, tak - my jeszcze do 24 lipca pobieżamy do szkoły. A później wakacje!
W związku z tym, że tym razem to PAN a nie pani, to w grę nie mogły wchodzić żadne pudełeczka czy aniołki jakie robiłam w latach poprzednich;)
Pomyślałam więc o podkładce z plastra drewna - pod kubek czy szklankę:)
Drewno wiadomo - moja miłość:) A nowością są wypalane literki! Tak wiem - napis krzywy, ale taki był zamiar by przypominało to ciut napisy wyryte na ławkach czy drzewach. Myślę, że wyszło dość męsko:)
Do tego pan dostanie karteczkę (kupną tym razem:) i mam nadzieję, że będzie miał miłą pamiątkę.
Pirograf - czyli wypalarkę do drewna dostałam już jakiś czas temu od MęŻa na urodziny. Nabrała mocy urzędowej i jej w końcu użyłam;) Też całkiem dobra zabawa. Tylko uwaga - nagrzewa się momentalnie i jest mega gorąca!!!
Myślę sobie, że to nie był nasz ostatni kontakt;)))
To tyle na dziś:)))
Ps. Niech Wam będzie dobrze. Gdziekolwiek Jesteście i cokolwiek robicie:) Pa!
Dziś przychodzę do Was z drobiazgiem, który zrobiłam na zakończenie roku szkolnego dla jednego z nauczycieli moich dzieci.
Tak, tak - my jeszcze do 24 lipca pobieżamy do szkoły. A później wakacje!
W związku z tym, że tym razem to PAN a nie pani, to w grę nie mogły wchodzić żadne pudełeczka czy aniołki jakie robiłam w latach poprzednich;)
Pomyślałam więc o podkładce z plastra drewna - pod kubek czy szklankę:)
Drewno wiadomo - moja miłość:) A nowością są wypalane literki! Tak wiem - napis krzywy, ale taki był zamiar by przypominało to ciut napisy wyryte na ławkach czy drzewach. Myślę, że wyszło dość męsko:)
Do tego pan dostanie karteczkę (kupną tym razem:) i mam nadzieję, że będzie miał miłą pamiątkę.
Pirograf - czyli wypalarkę do drewna dostałam już jakiś czas temu od MęŻa na urodziny. Nabrała mocy urzędowej i jej w końcu użyłam;) Też całkiem dobra zabawa. Tylko uwaga - nagrzewa się momentalnie i jest mega gorąca!!!
Myślę sobie, że to nie był nasz ostatni kontakt;)))
To tyle na dziś:)))
Ps. Niech Wam będzie dobrze. Gdziekolwiek Jesteście i cokolwiek robicie:) Pa!
czwartek, 20 czerwca 2019
Takie tam duperele;)
Witajcie:)
Postanowiła dziś uraczyć Cię mój Drogi Czytelniku kilkoma ciekawostkami z mojego życia;) Nie dziękuj, dostajesz to w gratisie z upałami - hi,hi:)
Mimo, że są prawdziwe, to serwuję je oczywiście z przymrużeniem oka, więc PIN - u do konta się nie spodziewaj;)
Postanowiła dziś uraczyć Cię mój Drogi Czytelniku kilkoma ciekawostkami z mojego życia;) Nie dziękuj, dostajesz to w gratisie z upałami - hi,hi:)
Mimo, że są prawdziwe, to serwuję je oczywiście z przymrużeniem oka, więc PIN - u do konta się nie spodziewaj;)
- Nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktów z nowymi ludźmi:) Jednocześnie - jestem ostatnią osobą, która wkręci się do kogoś nowego na kawę lub od razu zaprosi Cię do domu. Jestem otwarta ale mocno wyznaczam swoje granice:)
- Uwielbiam chodzić do dentysty:))) A że odziedziczyłam w pakiecie słabe zęby, więc ilość godzin, które zaliczyłam u "zębologa" przybliża się pewnie do setki;)))
- Kocham polskie góry. Wygrywają jak dla mnie swoim pięknem z morzem czy oceanem. "Za dzieciaka" bywałam tam niemalże raz w roku:)
- Nie lubię lukrecji ani anyżu. Choć ten drugi jestem jeszcze skłonna zaakceptować w postaci małego żółtego cukiereczka;)))
- Nie lubię owoców morza ale uwielbiam sushi:))))
- Ptasie mleczko? Oczywiście, ale tylko Wedla ŚMIETANKOWE!
- Aplikacja, bez której chyba już nie umiem funkcjonować? WhatsApp:)))
- Nie oglądam w ogóle telewizji a co za tym idzie - nie śledzę żadnego serialu:))
- Nie mam facebooka ani konta na instagramie i dobrze mi z tym;)
- Ostatnio obejrzany film, który mnie zachwycił? "Green book" oparty na prawdziwych wydarzeniach. Klimat "Nietykalnych". Jak komuś się podobało, to serdecznie polecam:))))
I to tyle na dziś:))) Paaaa:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































