środa, 23 marca 2016

Muzealnie:)

Witajcie:)
Za dzieciaka uwielbiałam chodzić do wszelakiej maści muzeów. Wakacje nie wakacje, rodzice ku mej wielkiej uciesze zabierali nas do takowych przybytków bardzo chętnie. Nie wiem co mnie tam najbardziej przyciągało - chęć poznania historii, dawnych dziejów... a może te śmieszne filcowe papciochy, które zakładało się na normalne obuwie:)) Pamiętacie?

Z wiekiem muzealny zapał nieco okrzepł i sporadycznie wpadało się do takich miejsc.
Teraz sentyment powrócił i zaczęliśmy na nowo zwiedzać:) Nadrabiam minione lata;)

W sobotę byliśmy w Northampton w Muzeum Obuwia.

W kilku pomieszczeniach znajdują się tam stare maszyny, zdjęcia i eksponaty - aż 12 tysięcy butów z całego świata (od czasów starożytnych do współczesności). Można obejrzeć też liczne akcesoria obuwnicze - katalogi, obcasy, narzędzia do ich naprawy itp.





Zwróćcie uwagę na te czerwone szpilki - one mają kółka!


Takie wystawy bardzo lubię, gdzie figury woskowe do złudzenia przypominają ludzi i są jak żywcem wyrwani z minionej epoki.


Kształt niektórych butów wprawiał w osłupienie - jak można to było nosić?!?!?



Zielony na mega obcasie zaprojektowany przez Vivienne Westwood - brytyjską projektantkę mody.



***
W niedzielę wybraliśmy się do Leicester do Muzeum New Walk. Tam już była inna bajka:)
Muzeum to ma ponad 160 letnią tradycję! Zmienił się budynek i same ekspozycje, ale dużo eksponatów jest z tamtych czasów.


Oryginalny szkielet Plezjozaura.


Martusi podobały się dinozaury:) Mi też, niesamowite wrażenie.





Dużo stanowisk dla dzieci, które mogły same obejrzeć eksponaty przez mikroskop czy szkło powiększające. Fajna sprawa:)


Minerały wydobyte na terenie hrabstwa Leicestershire.


A to już wystawa związana z Egiptem. Jedną z oryginalnych mumii zakupiono (nie pamiętam kiedy, ale dawno;) za jedyne 45 funtów! Cóż za interesy:)

***
A Wy jak -  lubicie muzea tak jak my czy omijacie je szerokim łukiem?

Ściskam mocno. Miłego dnia, pa:)


piątek, 18 marca 2016

Czekam na Wielkanoc:)

Witajcie:)
Dekoracje wiosenno-wielkanocne już od dawna goszczą w naszym domu. Głównie w salonie:)

Zrobiłam wianek na drzwi do schowka pod schodami.


Na półeczce znalazły się prezenty. Po lewej stronie cztery kurze malowane woskiem jajka i jedno duże ażurkowe różowo-miętowe od Dusi TU i  duże ażurowe od Anette 196 TU. Dziękuję Wam jeszcze raz!!! Oczu nie mogę oderwać od tych skarbów. Są przepiękne!!!



Tu tegoroczny (jedyny świąteczny) zakup z TK MAXX - po prostu nie mogłam bez nich wrócić do domu:) Tu widzicie tylko trzy a w zestawie jest ich pięć! Słodkie:)



I wianek, który zrobiłam z podziękowaniem dla M.


U spowiedzi też już byłam, więc przygotowania do Wielkanocy idą w dobrym kierunku:)

Ściskam i miłego dnia, pa:)

sobota, 12 marca 2016

Insekty i inne takie... czyli angielski Dzień Matki:)

Witajcie:)
W niedzielę 6 marca w UK obchodzony jest Dzień Matki. Postanowiliśmy spędzić go w nieco inny sposób - wybraliśmy się do ZOO z robalami:)

ZOO samo w sobie nie powala, bo jest malutkie i mocno zatrzymane w czasie, ale już możliwość "pomacania" jego mieszkańców zdecydowanie tak:)

Maluchy były zachwycone, że mogą dotknąć te wszystkie stworzonka. Zero lęku - bo dzieci tego typu lęku nie znają. Dopiero z czasem, jak człowiek dojrzewa zapalają mu się lampki kontrolne.

***

Tarantula jest - o dziwo - bardzo miła w dotyku:) Bliski kontakt mieliśmy z tą nieco mniejszą wersją, bo dorosły osobnik akurat zaczął jeść późny lunch i nikt nie odważyłby się mu w tym przeszkodzić;)




Patyczaki spacerowały po nas w najlepsze. Obawialiśmy się tylko, czy Mamelek nie przytuli go zbyt mocno;) Na szczęście "eksponat" wyszedł z tego spotkania bez szwanku:)


To był taki spory Filip z "Pszczółki Mai". Albo Filipowa;)


Modliszka.


A to zdecydowanie najbardziej obrzydliwy osobnik - brrr... Ciało w dotyku jak stary sznur od biurowego telefonu, ale ciało to nic!!! Te nogi!!! No nie chciałabym tego napotkać na swej drodze poza ZOO:)))


Na koniec spotkanie z jedynym zwierzakiem - lisem japońskim. Wytrenowany jak pies:) Aportował aż miło.



***
Pochwalę się jeszcze wygranym candy u Edyty z bloga Hafty Edyty TU. Miałam dostać jeden fartuszek a dostałam dwa i do tego jeszcze jajko zawieszkę!!! Dziękuję z całego serca!!! Wszystko śliczne i starannie wykonane.


Różowy fartuszek trafił na parapet a jajo na ścianę - wszystko to w moim królestwie czyli kuchni:)


***
To tyle na dziś. Pa:)

sobota, 5 marca 2016

Skrzydła motyla i wycieczka w czasie:)

Witajcie:)
Zacznę od tego, że Martusia miała w szkole coś w stylu "tygodnia z książką". Mieli kiermasz książek, przedstawienie przygotowane przez panie nauczycielki i inne atrakcje. Na zakończenie tygodnia mieli przyjść w przebraniu jakieś postaci z książki.
Pierwsza wersja była taka, że ubiorę jej jeden z gotowych strojów, które mamy w domu. Ot, prosto i bez problemu.
Dzień "przed" mnie naszło i spytałam córci czy przebierze się "za dziewczynkę" (gotowy strój, który miała na ostatnim balu) czy zechce się przebrać za motylka. Zechciała:))


W pamięci miałam to, jak moja kochana Mamcia - gdy ja byłam w drugiej klasie szkoły podstawowej - została postawiona przed faktem, że na drugi dzień mam przyjść przebrana za wiosnę. Oczywiście przypomniało mi się wieczorem:)) Zarwała kilka godzin, by wyczarować dla mnie fantastyczny wianek/koronę z tektury i kwiatków z bibuły.
Skoro Mamcia mogła dla mnie, to i ja mogę zrobić coś dla swojej córki:)

Skrzydła robiłam cztery godziny:)) Zużyłam m. in. tonę wkładów do pistoletu (tj. klej na gorąco i nabyłam przy tym dwa całkiem pokaźne bąble od oparzenia na palcach), mnóstwo filcu, jedną bluzkę, kilka kartek z kolorowego bloku technicznego oraz tekturę.
Rano usłyszałam od męża, że fajnie wyszło a Martusia powiedziała - "dziękuję Ci kochana mamusiu, że zrobiłaś mi piękne skrzydła"... po czym przy przebieraniu stwierdziła ze łzami w oczach, że woli się przebrać "za dziewczynkę". Para poszła uszami... Pytam dlaczego?!? "Bo jak będę na dworzu, to wiatr mnie porwie, bo mam skrzydełka".

Rozwiałam dziecięce obawy i poszłyśmy do szkoły w stroju motylka:)
I co? Martusia dostała nagrodę i dyplom za najlepszy strój!!! Żaden inny rodzic sam nie zrobił przebrania dla swojego dziecka. Stroje były piękne, ale gotowe, ze sklepu. Cóż, wcale się nie dziwię - większość pracuje na cały etat i nie ma głowy do tego, żeby jeszcze wymyślać stroje.

Co mogę dodać? Warto było:) Martusi radość i podziękowanie - bezcenne:)

***
W ostatnią sobotę wybraliśmy się do Coventry do Muzeum Transportu. REWELACJA!!! Mnie od zawsze kręciły zabytkowe samochody, więc z przyjemnością się tam wybrałam:)
Zresztą w muzealnej kolekcji znajdują się nie tylko "leciwe" auta, motocykle i rowery, ale te nowsze także:) Jest np. model odrzutowego pojazdu, którym został pobity rekord prędkości na lądzie, Aston Martin Bonda czy inne mega szybkie maszyny.

Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Dużym plusem są kąciki i specjalne atrakcje dla dzieci. Muzeum jest przeogromne i warto zarezerwować na niego znacznie więcej niż standardową godzinkę. To solidna dawka motoryzacyjnej historii i dobrze spędzony czas:))
A do tego... WSTĘP JEST CAŁKOWICIE BEZPŁATNY:))) Gorąco polecam!





***
A na koniec...

Maluchy oglądają bajkę. Marcel oczywiście po chwili stoi przed telewizorem zasłaniając siostrze widoczność.
- Mamel! Odejdź!!!
Po chwili.
- Już odejciełem.

***
Oglądam coś w telefonie i zdjęłam na chwilę okulary. Bystra córcia zauważa różnicę i pyta:
- Mamo, dlaczego nie masz okularów?
- Bo zdjęłam na chwilkę.
-  Aha. Żeby ci nie było za gorąco?

***
To tyle na dziś, miłego dnia:) pa

środa, 24 lutego 2016

Dobry dzień...

Witajcie:)
Niech to będzie dobry dzień!



Dobry dzień


A teraz kiedy kładę się spać,
myślę o dniu który mija.
Dopiero się zaczął i minęła chwila
a już swoją nitkę zwija.
Widziałam dzisiaj radość i smutek,
widziałam niezwykłe cuda,
A jutro czeka tyle niespodzianek,
jeśli obudzić się uda.


(fragment piosenki "Dobry dzień"
tekst i kompozycja Robert Friedrich
"Arka Noego")






czwartek, 18 lutego 2016

W co się bawić podczas choroby?

Witajcie:)
Tak właśnie, feriowo-chorobowo. Czy to nie wspaniale, że miałam tydzień urlopu, dzieci tydzień wolnego i wszyscy jesteśmy chorzy?!?!? No, ale nie poddajemy się tak łatwo!!! Między jedną falą temperatury i lekarstwem na jej zbicie zawsze można, w miarę sił i chęci się pobawić:)

***
Uwaga, zaczynamy. Ostrzegam, będzie duuużo zdjęć:) Są robione w różnych porach dnia, stąd ich jakość, ale przeżyjecie;)

Kupiłam, za śmieszne pieniądze, zestaw do budowy mini miasta.


W zestawie były nalepki, tekturki do budowy dachów, markizy z pianki i instrukcja. Zabawa przednia:)
Tylko jedna uwaga - kto przy zdrowych zmysłach daje tylko jedne FIOLETOWE drzwi?!?!? O mało nie skończyło się mega zadymą. Zabawę uratował zestaw fioletowych okien;)


Do tego dołożyliśmy kolej i samochody i powstało PRAWDZIWE miasto:)

***
Marta zrobiła sobie "sanki" znaczy się łyżwy:)


***
W tak zwanym międzyczasie obejrzeliśmy nasze kryształy, które sami wyhodowaliśmy z zestawu, który Martusia dostała na urodzinki od Renki TU. Dziękujemy:)

***
Marta wycina, klei i maluje nieustannie:) Choroba w niczym jej nie przeszkadza.
Tu samolot.


Zestaw laleczek - te ich miny są z angielskiej piosenki dla dzieci.



***
Znalazłam MEGA stronę z pomysłami do zabawy i nauki dla dzieci TU. Niestety blog już nie jest aktualizowany, ale nadal jest kopalnią nietuzinkowych projektów!!!

Kwiaty to pomysł właśnie z URWISKOWA.
Wazonik to już nasza radosna twórczość - plastikowa butelka po mydle w płynie i motylki z dziurkacza:)


Samochód - po niewielkiej modyfikacji, ale też stamtąd:) W oryginale - koła były na gumkach, my zastąpiliśmy słomkami:)


I ostatni pomysł z tej stronki, to własnoręcznie zrobiona gra KOLEKCJONER. Też lekko po tuningu;) Narysowałam trasę, Martusia pokolorowała każde pole.
My kolekcjonujemy zakrętki (w oryginale obrazki z samochodami). Wygrywa ten, kto zbierze jak najwięcej zakrętek. Teraz już codziennie w nią gramy:)


Ciekawym patentem jest też kostka w plastikowym słoiczku:) Marcel miał wielką frajdę, przy każdym jej użyciu:)) Nie trzeba jej gonić po całym dywanie!


***
Zabawa w literki i nazwy. Marcel podawał Martusi każdą kartę, mówił co na niej jest a Marta patrząc na nią zapisywała wszystko poprawnie.


***
I zabawa najświeższa - wykorzystujemy wielgachny karton - tu kajak:)


Oraz zajęcia w podgrupach;)
***
- Śniadanie na stole - nawołuję rano Maluchy.
Cisza.
- Zapraszam do stołu - wołam niestrudzona.
Cisza.
- Dalej, jemy śniadanko.
- Nie mogę, boli mnie brzuch - oznajmia Martusia.
- Nie mogę, boli mnie kaszelek - wtóruje Mamelek.

***
Uff, tyle na dziś:) W poniedziałek powrót do pracy, szkoły i przedszkola.
Miłego dnia:) Pa:)