Witajcie:)
Dziś pokażę Wam czym ostatnio była zaprzątnięta moja głowa:))) Bo Święta, Świętami ale najpierw moja córcia ma urodzinki:))) I właśnie dziś je wyprawialiśmy. Pierwszy raz pokusiliśmy się o urodziny w bawialni i uważam, że to był dobry pomysł. Przede wszystkim dlatego, że nie musiałam się martwić, gdzie się wszyscy pomieścimy!
Musiałam tylko zająć się ciastem:)
Tu deserki na bazie ciasta marchewkowego (jedne z kremówką drugie z serkiem philadelphia)
Tradycyjny serniczek:)
Oraz tort, który zażyczyła sobie Martusia - "Tort OREO". Pierwszy raz robiłam ciasto w rozmiarze XXL :))) Powstał z czterech biszkoptów.
***
Od teraz głowa wolna. Czas zacząć myśleć o piernikach;)
***
To tyle na dziś. Wyszedł mi mocno słodki post:)))
Miłego dnia, pa:)
Ps. Z żalem zawiadamiam, że odszedł z Mamelkowa jeden obserwator - chyba nie udźwignął ciężkiej prawdy o szewcach w UK :))) dla nie wtajemniczonych - patrz post poprzedni lub kliknij TU :)
sobota, 19 grudnia 2015
wtorek, 15 grudnia 2015
Dziewczyny lubią brąz:)
Witajcie,
bez pierników, choinek, świątecznych DIY, ale nie mniej bardzo ciepło:)))
Specjalnie dla Was, przedświątecznie:
Historia czarnej ciżemki:)
W zeszłym roku w PL kupiłam krótkie skórzane kozaki, co by były na jakiś czas:) Nie w sensie, że krótkie, tylko w sensie, że skórzane.
Ja, jak to ja - mam dość zamaszysty chód, więc i zelówki/obcasy zjadę zawsze pierwszorzędnie. Niestety nie zdążyłam ich wymienić podczas ostatniego urlopu w PL, bo głowa była totalnie zaprzątnięta czymś innym...
No, a że w UK zawód taki jak szewc, też jest praktykowany to udałam się w miejsce, w którym ów jegomość przyjmuje. Objuczona siatami, niczym wielbłąd i wózkiem z Mamelkiem, z trudem dostałam się do środka przez dość wąskie drzwi. Lokal taki z tradycjami (no może nie z dziada pradziada, ale z ojca na syna na pewno:). Podałam panu obydwa buty, spytałam o cenę i ile będzie trwała naprawa. Usłyszałam, że godzinę i 8 funtów. Otrzymałam tyciusi paragonik z numerkiem i udałam się na dalsze zakupy. Po godzinie byłam już szczęśliwą posiadaczką nowych zelówek:))
Szczęśliwa byłam tylko do następnego dnia, bo okazało się, że coś się jeden obcas zapada:( A że akurat miałam te buty na nogach, to musiałam działać szybko. W głowie szykowałam przemowę, jak tu się panu przypomnieć (bo przecież nie sądzisz Drogi Czytelniku, że nadal byłam w posiadaniu tego tyciusiego paragoniku:) a kolejny raz to ja już płacić nie chciałam! Miałam na szczęście tę samą zieloniuchną jak soczysta trawa kurtkę (a uwierzcie, rzuca się w oczy wśród morza czarnych, burych i ewentualnie czerwonych) i chciałam wspomnieć o Mamelku. Z takim nastawieniem udałam się lekuchno chwiejnym (ze względu na problemy obcasowe) krokiem do wyżej wymienionego punktu usług szewskich i dorabiania wszelkiej maści kluczy.
Znów z trudem próbowałam sforsować drzwi, ale tym razem pospieszył mi z pomocą pan szewc... Niestety INNY PAN SZEWC. W kieszeń więc mogłam wsadzić swoją przemowę, w której miałam się przypomnieć. Moja mina mówiła jednak wszystko.
Zaczęłam przebąkiwać, że byłam tu ostatnio, ale był tu ktoś inny. Okazało się, że ktoś inny, to był syn pana, z którym mi przyszło obecnie porozmawiać, więc kłopotów miało nie być:)
Z gracją podniosłam nogę z ciżemką by zaprezentować panu wadliwy obcas. Pan lekko wzburzony, zaczął zapewniać mnie, że nie mam się martwić o koszty naprawy, bo on to załatwi. Sprostowałam, że martwię to ja się głównie tym, że nie mam innych butów na zmianę a muszę iść zrobić zakupy:) Pan prosił bym na chwilę usiadła, kapnął jakimś klejem i dodał kolejną zszywkę. Powiedział, że powinno być ok, ale gdyby nie, to mam je ZA DARMO przynieść kolejny raz. Podziękowałam. Spytał skąd jestem - dorzucił więc polskie "jak się masz" ? Pożegnaliśmy się w błogiej atmosferze.
Niestety sielanka nie trwała zbyt długo, bo but znów szlag trafił. Zapakowałam tego nieboraka w siatkę i udałam się w dobrze znanym kierunku:)) Starszy pan przywitał mnie z szarmanckim uśmiechem, spytał czy wybieram się na zakupy, bo on wówczas zająłby się tym butem. Przytaknęłam i podążyłam do sklepu.
Nie przeczuwając niczego złego po udanych zakupach poszłam odebrać swojego fanta:)) I tu nastąpiło zdziwienie. Dlaczego spytasz Drogi Czytelniku? Oto fotka wyjaśniająca dla Ciebie:))
Mnie, przyznam szczerze, przytkało po całości. Zdołałam tylko wydukać "dlaczego?" A pan tłumaczył, że musiał wymienić cały obcas a że był on brązowy, to on - w związku z tym, że nie posiadał na stanie takiego, użył brązowego spray`u:))) I przecież mogę to sobie zapastować a jak chcę, to on mi może w drugim bucie też tak zrobić:))
I dla porównania - szewska fantazja kontra zwyczajna wymiana zelówki;)
***
To tyle na dziś:)) Nie odrywam Was już od codziennych obowiązków i przedświątecznej krzątaniny:))
Miłego dnia! Pa:)
Ps. strzeżcie się szewców z fantazją:))
bez pierników, choinek, świątecznych DIY, ale nie mniej bardzo ciepło:)))
Specjalnie dla Was, przedświątecznie:
Historia czarnej ciżemki:)
W zeszłym roku w PL kupiłam krótkie skórzane kozaki, co by były na jakiś czas:) Nie w sensie, że krótkie, tylko w sensie, że skórzane.
Ja, jak to ja - mam dość zamaszysty chód, więc i zelówki/obcasy zjadę zawsze pierwszorzędnie. Niestety nie zdążyłam ich wymienić podczas ostatniego urlopu w PL, bo głowa była totalnie zaprzątnięta czymś innym...
No, a że w UK zawód taki jak szewc, też jest praktykowany to udałam się w miejsce, w którym ów jegomość przyjmuje. Objuczona siatami, niczym wielbłąd i wózkiem z Mamelkiem, z trudem dostałam się do środka przez dość wąskie drzwi. Lokal taki z tradycjami (no może nie z dziada pradziada, ale z ojca na syna na pewno:). Podałam panu obydwa buty, spytałam o cenę i ile będzie trwała naprawa. Usłyszałam, że godzinę i 8 funtów. Otrzymałam tyciusi paragonik z numerkiem i udałam się na dalsze zakupy. Po godzinie byłam już szczęśliwą posiadaczką nowych zelówek:))
Szczęśliwa byłam tylko do następnego dnia, bo okazało się, że coś się jeden obcas zapada:( A że akurat miałam te buty na nogach, to musiałam działać szybko. W głowie szykowałam przemowę, jak tu się panu przypomnieć (bo przecież nie sądzisz Drogi Czytelniku, że nadal byłam w posiadaniu tego tyciusiego paragoniku:) a kolejny raz to ja już płacić nie chciałam! Miałam na szczęście tę samą zieloniuchną jak soczysta trawa kurtkę (a uwierzcie, rzuca się w oczy wśród morza czarnych, burych i ewentualnie czerwonych) i chciałam wspomnieć o Mamelku. Z takim nastawieniem udałam się lekuchno chwiejnym (ze względu na problemy obcasowe) krokiem do wyżej wymienionego punktu usług szewskich i dorabiania wszelkiej maści kluczy.
Znów z trudem próbowałam sforsować drzwi, ale tym razem pospieszył mi z pomocą pan szewc... Niestety INNY PAN SZEWC. W kieszeń więc mogłam wsadzić swoją przemowę, w której miałam się przypomnieć. Moja mina mówiła jednak wszystko.
Zaczęłam przebąkiwać, że byłam tu ostatnio, ale był tu ktoś inny. Okazało się, że ktoś inny, to był syn pana, z którym mi przyszło obecnie porozmawiać, więc kłopotów miało nie być:)
Z gracją podniosłam nogę z ciżemką by zaprezentować panu wadliwy obcas. Pan lekko wzburzony, zaczął zapewniać mnie, że nie mam się martwić o koszty naprawy, bo on to załatwi. Sprostowałam, że martwię to ja się głównie tym, że nie mam innych butów na zmianę a muszę iść zrobić zakupy:) Pan prosił bym na chwilę usiadła, kapnął jakimś klejem i dodał kolejną zszywkę. Powiedział, że powinno być ok, ale gdyby nie, to mam je ZA DARMO przynieść kolejny raz. Podziękowałam. Spytał skąd jestem - dorzucił więc polskie "jak się masz" ? Pożegnaliśmy się w błogiej atmosferze.
Niestety sielanka nie trwała zbyt długo, bo but znów szlag trafił. Zapakowałam tego nieboraka w siatkę i udałam się w dobrze znanym kierunku:)) Starszy pan przywitał mnie z szarmanckim uśmiechem, spytał czy wybieram się na zakupy, bo on wówczas zająłby się tym butem. Przytaknęłam i podążyłam do sklepu.
Nie przeczuwając niczego złego po udanych zakupach poszłam odebrać swojego fanta:)) I tu nastąpiło zdziwienie. Dlaczego spytasz Drogi Czytelniku? Oto fotka wyjaśniająca dla Ciebie:))
Mnie, przyznam szczerze, przytkało po całości. Zdołałam tylko wydukać "dlaczego?" A pan tłumaczył, że musiał wymienić cały obcas a że był on brązowy, to on - w związku z tym, że nie posiadał na stanie takiego, użył brązowego spray`u:))) I przecież mogę to sobie zapastować a jak chcę, to on mi może w drugim bucie też tak zrobić:))
I dla porównania - szewska fantazja kontra zwyczajna wymiana zelówki;)
***
To tyle na dziś:)) Nie odrywam Was już od codziennych obowiązków i przedświątecznej krzątaniny:))
Miłego dnia! Pa:)
Ps. strzeżcie się szewców z fantazją:))
sobota, 5 grudnia 2015
Niecodzienna prośba i niecodzienne pożegnanie:)
Witajcie:)
Martusia napisała list do świętego Mikołaja a w nim prośba o...
mentosy:))) Czyż to nie urocze, że moja córcia ma takie niewygórowane marzenia! Jutro zobaczymy czy Mikołaj przeczytał list.
***
Co najczęściej robi Mamelek wieczorem, gdy gaśnie światło i jest pora na sen:
***
Wszystkiego dobrego. Pa:)
Martusia napisała list do świętego Mikołaja a w nim prośba o...
mentosy:))) Czyż to nie urocze, że moja córcia ma takie niewygórowane marzenia! Jutro zobaczymy czy Mikołaj przeczytał list.
***
Co najczęściej robi Mamelek wieczorem, gdy gaśnie światło i jest pora na sen:
- układa wieże z klocków,
- czyta książki,
- przychodzi do łóżka Mamy i śpiewa jej piosenki.
***
- Mamo, jest WIELKI PROBLEM - mówi Mamelek.
- Jaki problem? - pytam, bo na pierwszy rzut oka wszystko zdaje się być po staremu.
- Nie lubię bajki - stwierdza synek i podaje mi pilota bym zmieniła kanał.
***
A na koniec krótka historia z mojej pracy.
J. zdecydował się na powrót do PL. By go pożegnać - kupiono m.in. kartkę, na której reszta miała się wpisać "na pamiątkę". Pisano "powodzenia", "udanego powrotu do PL", "trzymaj się" i tego typu rzeczy. Najbardziej rozbawił mnie wpis - "DZIĘKI BOGU" - A.
To się nazywa "nie owijanie w bawełnę" :)
***
Wszystkiego dobrego. Pa:)
wtorek, 1 grudnia 2015
Grudniowo:)
Witajcie:))
Dziś pierwszy dzień grudnia, zawiesiłam kalendarz adwentowy i pokusiłam się o pierwszą nieśmiałą, bardzo delikatną dekorację. Bardzo podobają mi się wieńce zawieszane pod żyrandolem. Mój jest niewielki i obawiam się, że wiele by nie udźwignął, więc powstało takie coś:))
Obręcz, to drut ze starego abażura opleciony ręcznikami kuchennymi i białą organzą. Całość zawiesiłam na szaro-białych sznureczkach. Moja dekoracja to głównie ręcznie robione ozdoby od Dusi TU (jeszcze raz DZIĘKUJĘ:))) jedną z nich lekko przerobiłam dodając białą gwiazdkę, bo Aniołek od Ninusi miał przygodę, ale za to mam pomysł, żeby i on był gwiazdą na Święta:))
Dodałam trzy maleńkie czerwone filcowe płatki śniegu, oraz fragmenty czerwonej gałązki, której część wykorzystałam do ostatniego wianka. I tyle:))
Na kominku te same ramki, ale z innym "wkładem":) Dodałam też filcowe płatki śniegu, te same, które są pod żyrandolem.
A na półce rameczki z trzema karteczkami, które razem tworzą pewną całość.
Z resztą dekoracji jeszcze poczekam.
***
Dziś dostałam mailem fantastyczną wiadomość!!! Serdecznie pozdrawiam A. dzięki niej będę miała wspaniały dzień:)))
***
ps. i w końcu wyrwałam pomidory, przygotowania do chłodów rozpoczęte:))
Miłego dnia:)) Pa!
Dziś pierwszy dzień grudnia, zawiesiłam kalendarz adwentowy i pokusiłam się o pierwszą nieśmiałą, bardzo delikatną dekorację. Bardzo podobają mi się wieńce zawieszane pod żyrandolem. Mój jest niewielki i obawiam się, że wiele by nie udźwignął, więc powstało takie coś:))
Obręcz, to drut ze starego abażura opleciony ręcznikami kuchennymi i białą organzą. Całość zawiesiłam na szaro-białych sznureczkach. Moja dekoracja to głównie ręcznie robione ozdoby od Dusi TU (jeszcze raz DZIĘKUJĘ:))) jedną z nich lekko przerobiłam dodając białą gwiazdkę, bo Aniołek od Ninusi miał przygodę, ale za to mam pomysł, żeby i on był gwiazdą na Święta:))
Dodałam trzy maleńkie czerwone filcowe płatki śniegu, oraz fragmenty czerwonej gałązki, której część wykorzystałam do ostatniego wianka. I tyle:))
Na kominku te same ramki, ale z innym "wkładem":) Dodałam też filcowe płatki śniegu, te same, które są pod żyrandolem.
A na półce rameczki z trzema karteczkami, które razem tworzą pewną całość.
Z resztą dekoracji jeszcze poczekam.
***
Dziś dostałam mailem fantastyczną wiadomość!!! Serdecznie pozdrawiam A. dzięki niej będę miała wspaniały dzień:)))
***
ps. i w końcu wyrwałam pomidory, przygotowania do chłodów rozpoczęte:))
Miłego dnia:)) Pa!
sobota, 28 listopada 2015
O nózi, oknie i niespodziance:)
Witajcie:)
Mam dziś dla Was fotkę, która powstała podczas ostatnich "remontowych rewolucji":) Kierownikiem wszystkich prac remontowo-budowlanych był wuja M. Oprócz batalii głównej z murowaną szopką, wuja zajął się też innymi sprawami. M.in. zamontował nam składaną drabinę na strych. Później okazało się, że dotychczasowy "właz" niestety nie pasuje a świeżo zakupiony okazał się do bani. Wuja dzielnie zabrał się do roboty i sam udziergał idealny. Przy pracach na strychu potrzebował pomocy, której ochoczo udzielił mu mój MąŻ. Niestety nóżka się mu omsknęła i...
wpadł ową nózią do pokoju Maluchów:))) Na szczęście obyło się bez uszczerbku na zdrowiu li i jedynie z podniesionym ciśnieniem. Wuja wszystko ładnie załatał ku ogólnemu niezadowoleniu Maluchów, którym ów widok bardzo przypadł do gustu:))
***
Po złapaniu oddechu po całym tym remontowo-gościnnym zamieszaniu doszłam do siebie i zabrałam się za czyszczenie kuchni. Na okna już nie mogłam patrzeć, bo były przysypane ceglasto-drewnianym pyłem. Złapałam więc za płyn do szyb i wyszłam do ogrodu by je umyć. Musiałam przymknąć patio, bo stały tam wszelakiej maści narzędzia budowlane z piłami elektrycznymi na czele a Marcelek czyhał tuż obok. Zajęło mi to raptem chwilkę i szczęśliwa wracam do domu. A dokładniej - PRÓBUJĘ wrócić, bo okazało się, że mój synuś mnie ZAMKNĄŁ. I nie myśl Drogi Czytelniku, że tylko na "patent", o nie! On przekręcił nawet kluczyk!!! I o ile patent umiał odkręcić, tak już z kluczem sobie nie poradził. Godzina była 11.30 o 13.30 powinnam wyjeżdżać do pracy. Myślę, co tu robić? Na górze śpi po nocce MąŻ, ale ma w uszach zatyczki i raczej mnie nie usłyszy... Po chwili przypominam sobie, że na szczęście PIERWSZY RAZ nie zamknęłam drzwi do szopki, podczas robienia prania:))) A robię to, uwierzcie, zawsze odruchowo. I cudem udało mi się nie włamać do własnego domu:)))
***
Dzisiaj spotkałam znajomych, którzy mieszkają w naszym poprzednim domu. Powiedzieli, że mają dla mnie jakiś list z PL z jakieś instytucji. Zachodziłam w głowę, cóż to może być? Znajomy nosił mi ten list przez prawie 2 tygodnie do pracy, ale jakoś się mijaliśmy. Odebrałam korespondencję i... wzruszyłam się niesamowicie!!!
Pisałam Wam o nietypowym candy TU. Jedno dotyczyło mieszkańców Niegowa. Wyobraźcie sobie, że ten "list z instytucji" to był prezent z Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci w Niegowie!!! Dostałam ciepły list i kalendarz na 2016 rok z uśmiechniętymi buziami Niegowian:))) Łzy same napłynęły do oczu!!!
fragment listu...
Moi Drodzy - ja już swoją nagrodę otrzymałam!!!! Dziękuję Wam Niegowianie z całego serca. Paczuszka dla Was już powolutku się szykuje. Ja przytulam do serca trzech braci - Zbyszka, Tadeusza i Staszka z Rodzinki nr VI.
***
Ściskam Was mocno życząc miłego dnia, pa:)
Mam dziś dla Was fotkę, która powstała podczas ostatnich "remontowych rewolucji":) Kierownikiem wszystkich prac remontowo-budowlanych był wuja M. Oprócz batalii głównej z murowaną szopką, wuja zajął się też innymi sprawami. M.in. zamontował nam składaną drabinę na strych. Później okazało się, że dotychczasowy "właz" niestety nie pasuje a świeżo zakupiony okazał się do bani. Wuja dzielnie zabrał się do roboty i sam udziergał idealny. Przy pracach na strychu potrzebował pomocy, której ochoczo udzielił mu mój MąŻ. Niestety nóżka się mu omsknęła i...
wpadł ową nózią do pokoju Maluchów:))) Na szczęście obyło się bez uszczerbku na zdrowiu li i jedynie z podniesionym ciśnieniem. Wuja wszystko ładnie załatał ku ogólnemu niezadowoleniu Maluchów, którym ów widok bardzo przypadł do gustu:))
***
Po złapaniu oddechu po całym tym remontowo-gościnnym zamieszaniu doszłam do siebie i zabrałam się za czyszczenie kuchni. Na okna już nie mogłam patrzeć, bo były przysypane ceglasto-drewnianym pyłem. Złapałam więc za płyn do szyb i wyszłam do ogrodu by je umyć. Musiałam przymknąć patio, bo stały tam wszelakiej maści narzędzia budowlane z piłami elektrycznymi na czele a Marcelek czyhał tuż obok. Zajęło mi to raptem chwilkę i szczęśliwa wracam do domu. A dokładniej - PRÓBUJĘ wrócić, bo okazało się, że mój synuś mnie ZAMKNĄŁ. I nie myśl Drogi Czytelniku, że tylko na "patent", o nie! On przekręcił nawet kluczyk!!! I o ile patent umiał odkręcić, tak już z kluczem sobie nie poradził. Godzina była 11.30 o 13.30 powinnam wyjeżdżać do pracy. Myślę, co tu robić? Na górze śpi po nocce MąŻ, ale ma w uszach zatyczki i raczej mnie nie usłyszy... Po chwili przypominam sobie, że na szczęście PIERWSZY RAZ nie zamknęłam drzwi do szopki, podczas robienia prania:))) A robię to, uwierzcie, zawsze odruchowo. I cudem udało mi się nie włamać do własnego domu:)))
***
Dzisiaj spotkałam znajomych, którzy mieszkają w naszym poprzednim domu. Powiedzieli, że mają dla mnie jakiś list z PL z jakieś instytucji. Zachodziłam w głowę, cóż to może być? Znajomy nosił mi ten list przez prawie 2 tygodnie do pracy, ale jakoś się mijaliśmy. Odebrałam korespondencję i... wzruszyłam się niesamowicie!!!
Pisałam Wam o nietypowym candy TU. Jedno dotyczyło mieszkańców Niegowa. Wyobraźcie sobie, że ten "list z instytucji" to był prezent z Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci w Niegowie!!! Dostałam ciepły list i kalendarz na 2016 rok z uśmiechniętymi buziami Niegowian:))) Łzy same napłynęły do oczu!!!
fragment listu...
Moi Drodzy - ja już swoją nagrodę otrzymałam!!!! Dziękuję Wam Niegowianie z całego serca. Paczuszka dla Was już powolutku się szykuje. Ja przytulam do serca trzech braci - Zbyszka, Tadeusza i Staszka z Rodzinki nr VI.
***
Ściskam Was mocno życząc miłego dnia, pa:)
wtorek, 24 listopada 2015
Krótki post o tajfunie:)
Witajcie:)
Gdyby ktoś pytał (ulubiony tekst mojego dziadka:) to tak wygląda u mnie w dniu dzisiejszym:)
Goście wyjechali, remont stanął w martwym punkcie (chociaż oczywiście DUŻO już jest zrobione - specjalne podziękowania dla wujka M.:))
I co? Czy ja mam czas na tworzenie świątecznej atmosfery:)))
Pozdrawiam z placu boju:))
Czy są chętni na odgruzowanie;)
Miłego dnia:) pa:)
Gdyby ktoś pytał (ulubiony tekst mojego dziadka:) to tak wygląda u mnie w dniu dzisiejszym:)
Goście wyjechali, remont stanął w martwym punkcie (chociaż oczywiście DUŻO już jest zrobione - specjalne podziękowania dla wujka M.:))
I co? Czy ja mam czas na tworzenie świątecznej atmosfery:)))
Pozdrawiam z placu boju:))
Czy są chętni na odgruzowanie;)
Miłego dnia:) pa:)
sobota, 21 listopada 2015
Jak nie zwariować przed Świętami?
Witajcie:)
Koleżanka chyba tydzień temu powiedziała mi, że już myje okna na święta i ma zrobiony bigos:) a ja?!?!
A ja mam gości z PL i REMONT:) w domu (a właściwie w jego pobliżu, bo doklejamy "murowaną szopkę" do domu. I co? I nic:) WIĘC:
*nie szykuję bombek
*nie myję okien
*nie dekoruję domu świątecznymi akcentami
*nie robię bigosu
*nie piszę jeszcze listu do świętego Mikołaja
*nie kupuję świątecznej pościeli z reniferami
*nie słucham "last krismas"
*nie robię świątecznych porządków w całym domu
i co? i nic:) żyję:)
Miałam nawet wielką ochotę zrobić własnoręcznie w tym roku KALENDARZ ADWENTOWY
i co? i nic - przez przypadek w sklepie trafiłam na to cudo i stwierdziłam, że nie będę się wygłupiała:) A do tego cena tak śmieszna, że w życiu bym nie dostała w tej cenie nawet materiałów. Nowy, NIE ręcznie robiony, ale DOKŁADNIE taki jaki mi chodził po głowie. Zyskałam tym wolną głowę od myślenia i bezcenne godziny, które i tak muszę wykradać z codzienności:)
I wiecie co? Jakoś mi lżej na sumieniu, które ciągle gryzło, że powinnam się już zabrać za ten kalendarz a tu czasu brak. Oczywiście nadal uwielbiam "hand made", ale z czasem nie wygram, bo to walka z wiatrakami:))
***
A tak przy okazji OGŁOSZENIE:
Karola z bloga "otuleni bielą" TU poprosiła mnie dziś w mailu, żebym Wam powiedziała o kolejnej akcji. W jej mieście organizowane są różnego rodzaju zbiórki dla chorej na białaczkę Roksanki. Szkoła, w której pracuje Karola postanowiła zorganizować 12 grudnia Kiermasz Bożonarodzeniowy. Wiem, że czasu jest niewiele i większość z Was już angażuje się w rozmaite akcje, ale jeśli tylko ktoś miałby chęci, to potrzebne są wszelkie świąteczne drobiazgi ręcznie wykonane. Dodatkowe informacje u Karoli:
shabbyshabby456@gmail.com
Pa, pa uścisków 102;)
Koleżanka chyba tydzień temu powiedziała mi, że już myje okna na święta i ma zrobiony bigos:) a ja?!?!
A ja mam gości z PL i REMONT:) w domu (a właściwie w jego pobliżu, bo doklejamy "murowaną szopkę" do domu. I co? I nic:) WIĘC:
*nie szykuję bombek
*nie myję okien
*nie dekoruję domu świątecznymi akcentami
*nie robię bigosu
*nie piszę jeszcze listu do świętego Mikołaja
*nie kupuję świątecznej pościeli z reniferami
*nie słucham "last krismas"
*nie robię świątecznych porządków w całym domu
i co? i nic:) żyję:)
Miałam nawet wielką ochotę zrobić własnoręcznie w tym roku KALENDARZ ADWENTOWY
i co? i nic - przez przypadek w sklepie trafiłam na to cudo i stwierdziłam, że nie będę się wygłupiała:) A do tego cena tak śmieszna, że w życiu bym nie dostała w tej cenie nawet materiałów. Nowy, NIE ręcznie robiony, ale DOKŁADNIE taki jaki mi chodził po głowie. Zyskałam tym wolną głowę od myślenia i bezcenne godziny, które i tak muszę wykradać z codzienności:)
I wiecie co? Jakoś mi lżej na sumieniu, które ciągle gryzło, że powinnam się już zabrać za ten kalendarz a tu czasu brak. Oczywiście nadal uwielbiam "hand made", ale z czasem nie wygram, bo to walka z wiatrakami:))
***
A tak przy okazji OGŁOSZENIE:
Karola z bloga "otuleni bielą" TU poprosiła mnie dziś w mailu, żebym Wam powiedziała o kolejnej akcji. W jej mieście organizowane są różnego rodzaju zbiórki dla chorej na białaczkę Roksanki. Szkoła, w której pracuje Karola postanowiła zorganizować 12 grudnia Kiermasz Bożonarodzeniowy. Wiem, że czasu jest niewiele i większość z Was już angażuje się w rozmaite akcje, ale jeśli tylko ktoś miałby chęci, to potrzebne są wszelkie świąteczne drobiazgi ręcznie wykonane. Dodatkowe informacje u Karoli:
shabbyshabby456@gmail.com
Pa, pa uścisków 102;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
