poniedziałek, 16 września 2013

Wyprawy z trzema mężczyznami

Jakie wyprawy? Gdzie i po co? A przede wszystkim - co to za faceci?!?! Jeszcze trzej w dodatku. Już wyjaśniam i uspokajam - wyprawy są czysto papierowo - wyobraźniowe (cóż za słowo - hi,hi). Czyli znów o książkach:)) No ja muszę, nic na to nie poradzę. Czytam i już!

Wszystkich trzech panów wszyscy znają. Przedstawiać zbytnio nie trzeba.

  • Pan numer 1 - Marcin Wrona - niezrównany prowadzący "Pod napięciem" i reporter "Faktów".


"Wrony w Ameryce" to subiektywna książka o Ameryce. Napisana lekko i zabawnie. Pan Wrona opowiada o swoich początkach za Wielką Wodą i o jego zachwycie tym krajem. Minusy też widzi, ale gdzie ich nie ma? Dużo zauważam podobieństw do życia na Wyspach, ale dla kogoś, kto tylko "turystycznie" odwiedza inne kraje parę spraw może wydać się mocno dziwnych:)) Na zbliżający się jesienny wieczór książka jak znalazł.

  • Pan numer dwa - Wojciech Cejrowski. Czy się go lubi czy nie - jedno trzeba mu oddać - pisać o innych zakątkach świata to on potrafi!!! A wiecie, że studiował aktorstwo w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie?
 
 
 
Jego poglądy i niektóre wypowiedzi mogą nas denerwować. Ale uwierzcie mi warto się skusić na te
książki. Pamiętam jak opowiadałam w pracy cała rozentuzjazmowana fragmenty jego książki i wyobraźcie sobie - namówiłam na nią koleżankę, która bardzo mało czyta. Pochłonęła te strony bardzo szybko i też była zachwycona. Do tego niesamowite zdjęcia i humor, który rozbawi największego ponuraka:)) Ja jestem na TAK!
 
  • Pan numer trzy - Szymon Hołownia. Nieodłączny towarzysz Marcina Prokopa z "Mam talent".
 
Od razu zaznaczam - nie trzeba być wierzącym (ale można oczywiście:))) żeby przeczytać tę książkę. To nie są "nawracające" teksty pisane z myślą o "moherowych beretach". Owszem, to niesamowita podróż duchowa, ale i wyjątkowa podróż geograficzna. Jest tu opisane wiele wspaniałych spotkań z wyjątkowymi ludźmi. Polecam.  Mądra książka o ważnych sprawach.
 
 
To tyle na dzisiaj. A jakich piszących o podróżach facetów mi polecacie? (Oczywiście Pana Halika i Pana Fiedlera też znam:)
 
Pa!

czwartek, 12 września 2013

Mamelkowe święto

Dziś mój mały synuś Marcelek ma swoje pierwsze urodzinki!!! Wszystkiego najlepszego kochany Mamelku:)


A jak to było?
Najpierw dłuuuugie wyczekiwanie


Potem szpital. Tak, tak uważny obserwatorze w tle widać sklepowy wózek:))) My też się zdziwiliśmy gdy byliśmy na porodówce pierwszy raz z Martusią. Myślicie, że zrobili supermarket między porodówką a salą przyjęć z kartą rabatową dla ciężarnych? Nie! To kosz, w który wkładasz swoje torby i inne szpargały, żeby było łatwiej przemieścić je między salami:)) Ale patent co?


Pierwszy dzień w domu i od razu fotografowanie. No, ale trzeba było uwiecznić taką wiekopomną chwilę!


Pierwsze ważne przemyślenia:))) Obudzić się i zawołać kelnera czy tu jest samoobsługa?


Już minął rok! Ale ten czas umyka:)

Pozdrawiamy urodzinowo. Pa!

środa, 11 września 2013

Nie tylko karteczki:)

Przyszedł czas, żebym pokazała co jeszcze robię. Bo nie samymi karteczkami żyje człowiek:) Oto moja radosna twórczość:

Najpierw rameczka, którą "poprawiłam", bo taka była jakaś smutaskowa:) Oto kilka ujęć


Tu pięciodniowa Martusia trzyma się mamuni palca:) Z tej strony króluje oczywiście róż. Mała drewniana dzidzia na górze. Na dole sukienusia, wstążka i filcopodobne nalepusie w kształcie guziczków


W środeczku moje Maluchy razem. Buziaczek od siorki dla Mamelka w czoło. A z lewej czterodniowy Mamelek, też z mamuni ręką. Tu oczywiście niebiesko:)


Zbliżenie na słodkiego misiaka tulącego małego króliczka. Tu także "guziczkowe" nalepki.


Obrazkowy misz-masz na płótnie. To zupełne początki moich "twórczych zapędów". W roli głównej oczywiście moje kochane Maluchy. Mina Mamelka bezcenna. Pierwszy raz w okularach przeciwsłonecznych... i w dodatku pożyczonych od siostry:))
 

Zbliżenie na szczegóły. U góry girlanda z chorągiewek. Materiałowy guziczek (na każdym rogu inny)
 
 
Na dole guziczki, sznureczki, nalepki, wstążka i kolorowe papiery
 
 
Mój własny osobisty "przepiśnik" czyli zeszyt na przepisy kulinarne. Poprzedni był maciupeńki a zamarzył mi się większy. No i ten kolorystycznie bardziej pasuje do mojej kuchni
 
 
Ten dostała moja własna osobista siostra:) Kwiatki i słoje w filcu, tylko na tym zdjęciu tego nie widać.
 
 
A ten podarowałam Mamci - mojej ukochanej kucharce!
 
 
Jestem ciekawa czy Wam się podoba:) Miłego dnia wszystkim życzę, pa!
 

niedziela, 8 września 2013

Kuchenne romanse

Najpierw chciałam serdecznie przywitać nowych gości, bo wiem, że jest ich kilku:))) Jest mi niezmiernie miło gościć Was wszystkich:))) Dla mniej wtajemniczonych: jeśli chcecie przeczytać mojego bloga od początku wystarczy zawsze kliknąć u dołu strony na "starszy post" bądź po prawej stronie na marginesie na poszczególne tytuły.


Tym razem będzie o dwóch kolorach. Bo tak naprawdę, to fiolet musi mieć towarzystwo. No i jako bratnią duszę wybrał sobie zielony. Przynajmniej u mnie widuje się ich razem. Ludzie już zaczęli coś na ich temat szeptać, ale oni bezwstydnie nic sobie z tego nie robią:)) Takie czasy!!!


Pan Arbuz Zielony z wielce szanowanej rodziny Dyniowatych upodobał sobie fioletową  panią Kubasową. W swych zalotach tak już się rozochocił, że pręży swe boskie kształty nad wyraz bezwstydnie! Skandal!


Moja kuchnia jest azylem dla tej zakochanej pary fioletowo - zielonej. Cóż, na miłość nie ma rady i musiałam ich przyjąć pod mój dach. Tu przytulili się do mojego fartucha - z którego korzystam jak sobie przypomnę:)))


Do kompletu rękawice chroniące przed nadmierną wylewnością gorącego pana piekarnika:)

 
Nawet sztućce pokochały zieloną odsączarkę, na którą łakomie spogląda fioletowy koszyczek
 
 
 Serwis kawowy sam się prosił o zakup! Ze względu na kolory nie mogłam pozostać obojętna na prośby:)

 
Nawet natura wie, że to doskonałe połączenie

 
Klameraski też już się nie kryją z uczuciem. Wszędzie widzę te zakochane pary!


Mała konewka też nie pozostała obojętna na amory fioletowych kropeczek:)


Miłość czuć w powietrzu!

 
Pozdrawiam fioletowo-zielono;) Pa!

piątek, 6 września 2013

Dżem i Bombaj

Dziś wywiązał się w pracy temat jeżyn. Koleżanka powiedziała, że jak już się najedzą do syta, to robi z nich soki i dżem. Aha - pomyślałam - fajnie mieć taki domowej roboty dżem. Przyjechałam do domu i prawie od razu rzuciłam się na jeżyny (dosłownie i w przenośni - wyglądam teraz jak jakiś małolat szwendający się po krzaczorach - prawa łapulka całkiem dobrze podrapna:)) No, ale czasami życie wymaga poświęceń.
A teraz - uwaga - z niekłamaną dumą prezentuję mój pierwszy w życiu dżem!!! A jakże - jeżyny z jabłkiem i cynamonem:)


Dzisiaj też skończyłam czytać "Shantaram". Napisał ją Gregory David Roberts - uzdolniony pisarz, facet uzależniony od heroiny a przede wszystkim zbieg z australijskiego więzienia ścigany międzynarodowym listem gończym, który przedostał się do Indii.


 To książka, napisana tak, że niemalże czułam jakbym była w pulsującym tysiącem dźwięków, świateł i istnień ludzkich Bombaju. Spała tak jak on w slamsach, spotkała się z mafią, odnalazła miłość, wielką przyjaźń i poczuła cierpki smak prawdy i zdrady. Nagle spojrzałam zupełnie inaczej na Indie i jej mieszkańców. Tego nie dał mi żaden film ani reportaż o tej samej tematyce, który obejrzałam do tej pory!!! Wszystko napisane takim językiem, że delektowałam się każdym zdaniem... Majstersztyk!!!! Głęboko zastanawiam się czy to nie będzie mój numer jeden na niepisanej liście najlepszych książek:))) Do tego niesamowity humor a chwilami opisy ściskające za serce.

Oto maleńki fragmencik:

- Oszalałeś, Lin? Co robisz?
- Chcę... wziąć prysznic...
- Ale tak? Tak?!
- O co ci chodzi, Prabu? Sam powiedziałeś, że mam wziąć prysznic. Przyprowadziłeś mnie tutaj, żebym wziął prysznic.Więc staram się wziąć prysznic, a ty zaczynasz skakać jak królik. O co ci chodzi?
- Byłeś nagi! Nagi, równiez bez ubrania!
- W ten sposób biorę prysznic - wyjaśniłem doprowadzony do ostateczności tą jego tajemniczą zgrozą... Tak każdy bierze prysznic, prada?
- Nie! Nie! Nie, Lin! - zawołał, odwracając się do mnie. Jego zwykle radosną twarz wykrzywił grymas desperacji.
- Nie zdejmujecie ubrania?
- Nie, Lin! To są Indie. Nikt nie zdejmuje ubrań, nawet by umyć ciała. To są Indie. Nikt nie jest nagi w Indiach. I zwłaszcza nikt nie jest nagi bez ubrania.
- Więc... jak bierzecie prysznic?
- W odzieży spodniej do kąpieli w Indiach.
- No i świetnie - powiedziałem i upuściłem ręcznik, spod którego ukazały się moje czarne kąpielówki. - Mam odzież spodnią.
- Jaaach ! - wrzasnął Prabaker, zanurkował po ręcznik i znowu mnie okrył.
- To małe nic? To nie odzież spodnia. To tylko odzież spodnia pod odzież spodnią. Musisz nałożyć wierzchnią odzież spodnią.
- Wierzchnią... odzież spodnią?
...
- Poczekaj. Przyniosę ci wierzchnią odzież spodnią. Ale nie zdejmuj ręcznika. Proszę! Przysięgaj!
...
- Masz - wysapał. - Jesteś taka wielka osobistość, mam nadzieję, że dobrze dopasują. To z Grubego Satisha. Jest taki gruby, że może będą na ciebie dobre... Powiedziałem, że w podróży dostałeś rozwolnienia i tak narobiłeś w wierzchnią odzież spodnią, że musieliśmy ją wyrzucić.
- Powiedziałeś mu - powtórzyłem - że się zesrałem w gacie?
- O tak. Z pewnością nie mogłem mu powiedzieć, że nie masz wierzchniej odzieży spodniej.


"Shantaram to "boży pokój". To imię zagubionego człowieka cywilizacji zachodniej, który odnalazł prawdę o sobie w krajach Wschodu" - ten krótki opis znajduje się z tyłu książki zachęcając do przeczytania. Mnie przekonał:))) Polecam!!!

Pa!

środa, 4 września 2013

Jeżynowa moc dnia:)

Dzisiejszy dzień był bardzo intensywny. Od rana w biegu - śniadanie dla Maluchów, pranie (bo słonko jeszcze tak cudnie świeci!!!) , spacer (z tego samego powodu:), gotowanie obiadu a w perspektywie jazda do pracy no i praca. I mnie naszło:) Przypomniałam sobie, że w ogrodzie kuszą piękne jeżyny!!! Zabrałam się za zrywanie.


Niestety nie mamy odmiany bezkolcowej, więc nie obyło się bez ran! Zapachniały mi te jeżyny tak, że pomyślałam o cieście. Takie kruche na szybko:)


mniam, mniam


Nakarmiłam Maluchy, położyłam na drzemkę. Zdążyłam zjeść a teraz pędzikiem do pracy.
Pa!

niedziela, 1 września 2013

Moje Maluchy

Jaki mój świat byłby nudny, gdyby nie Maluchy!!! Tysiąc pomysłów na minutę:) Kocham je za to baaaardzo:)
Gdy planowaliśmy pierwszą podróż z Mamelkiem do Polski musieliśmy wyrobić mu paszport. Zdjęcie było zrobione, formularz wypełniony i czekał tylko na włożenie do koperty. Marcelek coś zakwilił odwróciłam się do niego... ułamki sekund a Martusia zaczęła wypełniać wolne rubryczki:)))


Często dostajemy przesyłki i paczki (z Polski lub ze sklepów wysyłkowych). Martusia już wie i od razu woła: "poczta przyszła". Kiedyś po jakiś większych zakupach pobiegła do kuchni, chwilę jej nie było i nagle wybiegła ..."mamuniu, paczka przyszła". Uwielbiam tę fotkę:)

 
MąŻ zajmuje się ogrodem, bo ja do tego nie mam głowy. Może przyjdzie to kiedyś z czasem jak Maluchy będą większe:)) Wymyślił, że zrobi takie specjalny kącik pod grilla wysypany kamieniami. Pojechaliśmy więc do marketu budowlanego, żeby rozejrzeć się za tymi kamyczkami. Chwila zadumy i... Martusia już znalazła sobie zajęcie. Wgramoliła się na półkę z płytami i obserwowała kupujących:))

 
Mamelek tu wygląda jak niewiniątko, ale już pokazał, że z pomysłami nie ustępuje siostrze:))
 
 
A tu w swoim żywiole - przestawianie taty gitar:)))
 
 
To tyle na dziś:) Pa!