wtorek, 11 sierpnia 2020

Namiotowo w Konrwalii:)

 Witajcie:)

Sytuacja jaka jest, każdy widzi. Kolejny raz w tym roku, w trosce o naszych Rodziców zrezygnowaliśmy z wyjazdu do PL... 

W zamian za to postanowiliśmy pojechać do Konrwalii (najpiękniejszej części Anglii) pod namioty.

Zdjęcia wrzucam bez chronologii. Pierwsze z Kynance Cove przepięknej zatoki koło Lizard Point.

Przyjechaliśmy tam dość późno i był już przypływ. Dlatego też nie daliśmy rady zajrzeć do jaskini. Nadrobimy innym razem:)

Słonko prażyło ale cuda natury rekompensowały wszystko:)

A to już najbliższe okolice Lizard Point. Widoki takie, że aż zapiera dech. Do tego trafiła nam się fantastyczna pogoda, która nas totalnie zaskoczyła. Dosłownie godzinę drogi od miejsca, gdzie rozbiliśmy namioty... było około 13 stopni Celsjusza mniej!

Zdjęć zrobiłam całe mnóstwo, bo gdzie się człowiek nie rozejrzał tam był fantastyczny widok:)

Lizard Point - najbardziej wysunięty na południe punkt Wielkiej Brytanii. Ten bajeczny przylądek jest granicą zatoki Mount's Bay. Bywa bardzo niebezpieczny i zwodniczy dla statków.

Pogoda trafiła nam się w kratkę. St Ives przywitało nas mżawką. Słonko się przed nami schowało. Parasole poszły w ruch.

Praktycznie cały port spowijała gęsta mgła. 

To już wzburzone fale na plaży w Newquay.

Zwiedzaliśmy kopalnię Geevor Tin Mine w Pendeen, w której dawniej wydobywano cynę.

Najbardziej podobało mi się to, że można było zajrzeć w przysłowiową mysią dziurę. Ostatni pracownicy po fali strajków musieli opuścić swoje miejsce pracy. Kopalnia stała się nierentowna i ją zamknięto. Poniżej opuszczona jakby w popłochu szatnia... Wygląda jakby wciąż czekała na kolejną zmianę. Wszystko pokryte rudo-czerwonym pyłem..


Fragment odzieży ochronnej ratowników.

Opuszczone łaźnie i fotografie górników. Wśród pracowników można odnaleźć polskie nazwiska.

Eden Projekt - roślinność z całego świata w jednym miejscu!

My już tu byliśmy jakieś czternaście lat temu. Teraz przyszła pora by pokazać ten fragment raju dzieciom:)


"Balony" podzielone na strefy klimatyczne i części świata.


Widok bananowca robi wrażenie:)


Newquay i niezwykły most między dwoma domami. Tu listonosz nie ma łatwo:)


W drodze powrotnej zapuściliśmy się jeszcze do muzeum lotnictwa.

***

To by było na tyle:) Mimo, że dziś zarzuciłam Was fotkami to jednak tylko niewielki procent z całości. Cześć już zamówiłam online do wywołania. 

Niemalże z marszu po powrocie z wakacji wróciłam do pracy. Tak więc błogiego lenistwa nadszedł kres.

Miłego dnia, paaa:)

ps. nie do końca odnajduję się w tej nowej odsłonie bloggera a do tego post pisany z telefonu - musicie wybaczyć wszelkie błędy:)

niedziela, 26 lipca 2020

Noc gwieździsta:)

Witajcie:)
Reakcja lawinowa. Pierwszy "książkowy" domek za mną, powstały kolejne. Tym razem ciut mniej nasycone słowem pisanym:)
Gdy tworzyłam nowy wieszak na ubrania z tyłu głowy miałam to by powstał też nowy wieszaczek na klucze... I powstał:)


Okrągły tył wypatrzony w internecie. Mój tylko tym się różni, że był w poprzednim wcieleniu... deską do podawania serów:)) Z cyklu nowe życie w Mamelkowie.


Tym razem celowo polakierowałam "niebo" by uzyskać efekt intensywnej nocnej głębi. Domki pozostawiłam bez lakieru. Pochlapałam tylko ciut farbą:)
Jest dużo mniejszy od wieszaka na ubrania, ale tak miało być.


Nastąpiła mała domkowa roszada i wieszaczek ma doborowe towarzystwo.
Dwa poniżej nabrały nowego sznytu i przywędrowały z kuchni.
Ten wyższy to praojciec wszystkich domków. To już jego trzecie wcielenie.  A uściślając - w każdym życiu jest domkiem, tylko front mu się zmienia w zależności od moich fantazji i potrzeb:)


A ten powstał nowiusi nowiuteńki, bo w pierwotnym zamyśle tylko on miał towarzyszyć wieszaczkowi.


Na każdym zdjęciu wyszedł inny kolor ściany:) W rzeczywistości jest to zwykły szary a nie bladoniebieski jakby się mogło wydawać.

To tyle na dziś:) Dobrych drobnych gestów życzę od świata. Uśmiechu i dobrego słowa!

poniedziałek, 20 lipca 2020

Książkowy domek:)

Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z autorskim pomysłem na drewniane domki:) Czyli książkowy domek po mojemu! Uwaga - dużo zdjęć!

Co kocham najbardziej robić? Drewniane domki i czytać książki:) Każdy kto mnie zna wie, że jak wciągnie mnie dana historia, to książkę pochłaniam w kilka godzin czy maksymslnie w jeden dzień!


Baza domku powstała już daaawno temu, ale niefortunnie pomalowałam ją farbą... która okazała się zbyt stara. Nastąpiła jakaś fermentacja i zapach a właściwie smród był nie do zniesienia (przynajmniej dla mnie).
Przeleżało to to w przewiewnym miejscu trzy miesiące zapomniane przez cały świat aż przy sprzątaniu się na to natknęłam. Udało się - "zapaszek" zniknął:) Reszta to już był impuls.


Postanowiłam zrobić taki pseudo dekupaż ze starej książki. Od razu uprzedzam i stopuję święte oburzenie - książka to egzemplarz bardzo niskich lotów prozy nie nadająca się absolutnie do niczego.


Chciałam go nawet polakierować, bo bałam się ciut o te stare kartki. Zaczęłam od tyłu... i porażka na całej linii. Tak, że ten - przód już sobie podarowałam:)


Pochlapałam go farbą a nawet użyłam pasty strukturalnej (domowej roboty)!
Efekt starych gazet, którymi wykładana była podłoga przy remoncie - całkowicie zamierzony:)))


Gwoździe, śruba, kartki i małe deseczki - łączy je wspólny mianownik - starość.


Portret rodzinny:) Czyli miejscowość "Mamelkowo" , o której Wam kiedyś pisałam...

A inspiracją przy pracy była dla mnie ta książka. Niezwykła, magiczna, niezapomniana... Miałam wrażenie jakbym zanurzyła się w innej, fascynującej, alternatywnej rzeczywistości.


Później dorwałam się do reszty...


Owszem. Jest tu pewien schemat i jakaś tam powtarzalność. Ale gdy dawkujemy sobie te lektury, pozwalamy wpleść pomiędzy - inne czytadełka, to później docenimy bardziej... Szkoda, że już nic nowego nie przeczytamy...

To tyle na dziś, paaa. Niech to będzie dobry dzień:)

piątek, 17 lipca 2020

Jeszcze leniuchowanie:)

Witajcie:)
Dziś oficjalny koniec roku szkolnego w naszej szkole:) Główną robotę w tym temacie "odwalał" MąŻ - nie będę ukrywać. Ale za te wszystkie lata, gdzie to głównie ja zajmował się wszystkimi pracami szkolnymi, to chyba dobry podział;))


Wyszło słonko, więc jest dobrze. Jeszcze siedzę w domu. Jeszcze łapię chwile bez pośpiechu, bez przymusu spoglądania na zegarek.
Znów pochłaniam książki, bo w ferworze prac ogrodowych nie było na to czasu.


Od stycznia zaczęłam zapisywać na nowo książki, które przeczytałam, bo złapałam się na tym, że kompletnie zapominam i czytam coś drugi raz. I niekoniecznie dlatego, że to jest aż tak fascynujące:)
Tu skusiłam się na książkę, którą ktoś się mocno zachwycał - zobaczymy.

***
W tak zwanym międzyczasie powstała karteczka dla mojej kochanej Mamy i kochanego Taty. Mam to niebywałe szczęście mieć FANTASTYCZNYCH Rodziców. Bliskich sercu (mimo fizycznej odległości) i takich, na których zawsze mogę polegać, którzy mnie wspierają i z którymi mogę rozmawiać o wszystkim.



Przy okazji naszych świąt zawsze dostajemy karteczki albo paczki. Nieustannie okazują nam swoją miłość. Rozmawiamy ze sobą codziennie. Czasami krócej, czasami dłużej. Postanowiłam ich zaskoczyć taką karteczką i magnesami z naszymi zdjeciami:) Podobało się i to jest najważniejsze.

To tyle na dziś. Ściskam mocno i życzę dobrego weekendu! Paaa!


niedziela, 5 lipca 2020

Lipcowo-niedzielnie:)

Witajcie:)
Za nami kolejnych kilkanaście pracowitych godzin. Strych zyskał podłogę (do tej pory była tylko do połowy całej powierzchni) i całkiem nowy porządek. Zdjęć Wam zaoszczędzę - strych jak strych:)

Ogródek cieszy i odwdzięcza się za pracę.


Ławka powędrowała w nowe miejsce i ustąpiła jabłoni, którą udało mi się kupić w bajecznie niskiej cenie.


Pojawiła się też szałwia.


Wszystko rośnie. Chwasty też. Jest co robić, ale taka praca cieszy. To "stara" fotka, bo trawa już urosła WSZĘDZIE! Pozbyliśmy się dziur w trawniku:)


Róża pierwszy raz od kilku lat zakwitła! Całe to ogrodowe szaleństwo i jej wyszło na dobre!


Dzieci szły na urodziny do koleżanki z córci klasy. Zamiast prezentu powstało pudełko z "wkładką" w środku.


A dziś pierwszy raz mogliśmy uczestniczyć w normalnej mszy świętej w kościele! Jak tego brakowało.

Moi drodzy, dobrego tygodnia życzę:) Paaa!

ps. a w środę pierwszy raz od czterech miesięcy idę do fryzjera:)

sobota, 27 czerwca 2020

Pralnio-schowek:)

Witajcie:)
Dawno, dawno temu pisałam Wam o pralnio/schowko/spiżarni. Czyli hmmm po niemalże czterech latach doczekałam się ukończenia remontu tj. szpachlowania i malowania ścian:)

Nie wspomnę ile było sprzątania, skrobania i malowania dodatkowych rzeczy typu drzwi i półki.


Akcja z kupnem lamp też była dobra;) Otworzyli nam w końcu sklepy. Przypomniało mi się o moich nieszczęsnych zasłonach i poszłam kupić. Wybrałam dwa zestawy, bo się nie mogłam zdecydować a ceny były kuszące, bo była promocja. W domu stwierdziłam, że mogłam przecież kupić też nowe do konserwatorium. Poszłam drugi raz. A wieczorem stwierdziłam, że mogłam przecież kupić jeszcze lampy do pralni... Było już jednak zbyt późno, więc zamówiłam je online z darmową dostawą do sklepu.


Na drugi dzień rano dostałam smsa i maila, że zamówienie już na mnie czeka gotowe do odbioru. Przy okazji kupiłam też pościel dla Mamelka z mapą świata, bo szalenie mu się podobała. Staję przed punktem "clict and collect" z szerokim uśmiechem, bo już z daleka widzę moje błyszczące lampy i mamelkową pościel. Młoda pracownica sklepu chwilę krąży wokół plastikowych przezroczystych pudeł w których umieszczono towary do odbioru i podchodzi do mnie zakłopotana. W ręku trzyma jedną lampę z przyczepioną karteczką i mówi mi, że niestety ale nie mają drugiej w magazynie. Zdziwiona jestem bardzo, bo przecież widzę drugą IDENTYCZNĄ w pudełku obok. Ona oznajmia, że niestety to jest zamówienie innej osoby. I dodaje, że oni już mi zwrócili pieniądze za tą jedną brakującą lampę. Próbuję śmieszkować i mówię, że niech mi da tą z pojemnika obok, nikt nie widzi i ja nikomu nie powiem. Śmieje się ubawiona i mówi, że nie może. Żarty żartami, ale ja jej mówię, że ja potrzebuję dwie takie same a nie jedną i zwrot pieniędzy. Sytuacja się komplikuje i schodzimy na parter sklepu gdzie dołącza do nas inna pracownica sklepu.


Tłumaczę jej mój ból pragnienia posiadania dwóch lamp a nie jednej i zwrotu pieniędzy. Ona zdziwiona, że przecież nie było tego w magazynie a ja to zamówiłam. Wznoszę oczy ku niebu i mówię, że przecież na stronie sklepu towar był dostępny. Okazuje się, że obok przy kasie pracuje młodziutka Polka, która słyszy całą sytuację. Jeszcze raz jej tłumaczę o co chodzi i pokazuję, że na koncie nie mam żadnego zwrotu od nich. Nie mam też żadnego maila z informacją o braku towaru i propozycją zwrotu pieniędzy. Mówi mi, że powinnam je otrzymać w ciągu 48 h. Nadal niewzruszona stoję przy kasie i mówię, że niech spróbują mi to zamówić z innego sklepu jeśli mają taką możliwość, bo mi  bardzo zależy. Pani oznajmia mi, że lampa jest dostępna w pobliskim K. Proszę by zamówili mi to do naszego W. , bo nie mam prawa jazdy i jest to dla mnie kłopot. (W końcu to oni zawinili nie zdejmując tego że stanu magazynu - ale już im tego nie mówię).
W trakcie rozmowy dołącza do nas pani menadżer. Po wysłuchaniu całej sprawy mówi, że zamówią mi to bez dodatkowych kosztów do domu. Za nami rośnie kolejka, bo otwarte są tylko dwie kasy. Pani menadżer prosi bym przeszła z tą drugą pracownicą w inne miejsce i one mi to zamówią. Przechodzimy do punktu zamówień online. Chwilę później pani woła kolejnego menadżera, który był odpowiedzialny za stan towaru. Zaczyna zalatywać klimatem z filmów Barei:) Podchodzi lekko przerażony i blady pan wyglądający jak aktor ze sztuki Szekspira. Coś tam duka. Ciut później dołącza pierwsza pani menadżer. Zaczynam podejrzewać, że myślą że jestem "tajemniczym klientem", bo zbytnio się nade mną rozpływają:) Wypełniamy wspólnie rubryczki z moimi danymi i płacę kolejny raz za lampę. W sumie to trzeci raz a lamp fizycznie mam jedną;)) Pytam na koniec o jakąś reklamówkę, by to wszystko pomieścić a pani rozkładając ręce mówi, że muszę podejść do kasy...
Ustawiam się grzecznie w kolejce. Udaje mi się znów podejść do tej młodej Półki. Dziękuję jej jeszcze raz za poświęcony czas i proszę o reklamówkę. Mówi, że nie ma problemu i pyta czy na pewno zwrócili mi pieniądze. Z uśmiechem na twarzy mówię, że trzy osoby mnie o tym zapewniały, więc chyba tak. Ona mi mówi, że może tak pro forma to dla mnie sprawdzić. I co się okazało?!?! Że dopiero po jej wglądzie do systemu ruszyła sprawa mojego zwrotu pieniędzy!
Spędziłam tam chyba czterdzieści minut i poznałam pięcioro pracowników w tym dwóch menadżerów:))) Ale to jeszcze nic!
Wyobraźcie sobie, że po ponad dwóch godzinach byłam tam znów z powrotem:)) Nigdzie nie mogłam znaleźć odpowiednich karniszy... i przypomniałam sobie, że przecież tam mają! Nie powiem z jakimi minami odpowiadali mi na moje kolejne przywitania.

edit: wstawiam fotkę pralnio-schowka z 2016 roku:)



To tyle na dziś. Miłego:)
ps. te różowe pojemniki też z tego sklepu, ale żeby już tam kolejny raz nie wędrować zamówiłam online i tym razem doszły bez problemu:)


wtorek, 16 czerwca 2020

Wyliczanka:)

Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z domową
wyliczanką.


Co zrobiłam m.in. w okołowirusowych okolicznościach będąc w domu:

  • zabrałam się wraz z MęŻem za zrobienie od podstaw ogrodu (w tym SAMA zrobiłam skalniak, o którym już Wam pisałam)
  • pomalowałam caluteńki płot w ciągu jednego dnia - uff (MąŻ przed domem jedną ósmą takiego płotu malował dwa dni;)))
  • wycięłam wszystkie rozplewione krzaki jeżyny z tyłu i przodu domu co zajęło mi około sześciu godzin! Pędy grubości drewnianych trzonków od narzędzi ogrodowych unicestwiałam ręczną piłą
  • napisałam piosenkę (dla kapeli mojego MęŻa)
  • weszłam na kolejny poziom fryzjerskiego wtajemniczenia

Obcinam już nie tylko męską część naszej rodziny, ale też samą siebie - maszynką (sic!) boki;)
  • upiekłam niezliczone ilości bułeczek drożdżowych z dżemem truskawkowym bądź nutellą;)
  • zajęłam się szyciem (ręcznym jak widać) ubranek dla lalek


Każdy dzień wypełniony po brzegi. Staramy się dobrze spożytkować ten czas. Na odpoczynek też jest miejsce. Trzeba się dostosować z każdej strony:)

To tyle na dziś:) Miłego dnia! Paaa.