sobota, 20 maja 2017

Spostrzegawczość poziom miszczu;)

Witajcie:)
Powstały dwa kolejne pudełeczka, więc pokazuję:)

Pierwszą okazją by powstał exploding box były narodziny trzeciej córeczki mojej koleżanki. Trzeba było uczcić to wydarzenie!


A tak wyglądają pudełeczka, gdy trafiają do obdarowanych.


A to dla synka naszych znajomych, który jutro uroczyście przystąpi do Pierwszej Komunii Świętej.


I jak widać - elementy takie same jak w poprzednich kartkach komunijnych a i tak każda jest inna:)) Tak jak lubię.

***
Ból uszu Mamelka wygnał nas do tutejszego GP czyli lekarza pierwszego kontaktu. Nawet nam się udało, bo trafiliśmy akurat na jednego z trzech lekarzy, który zna się na swojej pracy;))

Gdy przyszła nasza kolej weszliśmy do gabinetu. Marcelek siedział na wprost doktora a ja zaraz obok niego. Lekarz miał fajne podejście do mojego małego pacjenta. Niezbędne badania przeprowadził bardzo sprawnie. Po osłuchaniu okazało się, że oskrzela są czyste a uszy tylko lekko zaróżowione w środku co oznacza, że na szczęście nie jest to zapalenie. Pan doktor zaczął tłumaczyć jak mam dalej postępować, by ulżyć w cierpieniach synkowi. Cały czas siedział blisko Mamelka. W pewnym momencie mój synek nagle wyciągnął rękę w kierunku lekko rozchylonych nóg doktora. W ułamku sekundy zrobiłam się czerwona jak burak sądząc, że Mamelek chce dotknąć doktora tam, gdzie go dotykać nie powinien. Lekarz zdębiał. Czekałam w napięciu co się stanie!?!?! A mój synuś - jak gdyby nigdy nic, z kamienną twarzą - wyciągnął spomiędzy nóg doktorka dość spory okruszek ciastka i podał mu go na rączce:)))) Porządek musi być, ot co;)

Szach, mat. Trafiony zatopiony;))
***

Miłego dnia:) Pa:)

piątek, 12 maja 2017

Bardzo krótkie historie:)

Witajcie:)
Uwielbiam wszelkie zabawy słowne. Żąglowanie słowami i podwójne znaczenia. Wyrazy mogą mieć ogromną moc, wystarczy je tylko odpowiednio ustawić. Stworzyć pewną całość niczym obrazek z puzzli:)


W internecie trafiłam na ciekawy artykuł TU.  Wymyślanie historii przy użyciu tylko SZEŚCIU SŁÓW.


Moja mogłaby być taka:

"Zostałam podwójną mamą. Życie z turbodoładowaniem."
"Codziennie jeżdżę rowerem. Darmowa porcja ruchu."
"Tysiące pytań. Tysiące odpowiedzi. Zawód - MAMA."

Mogą też być w formie motta na każdy dzień:

"Wiele zależy od Ciebie. Przyjmij to."
"Dziękuj za wszystko. Dobro się mnoży."
"Wspominaj dobre chwile. Te złe - zapominaj!"

Można też z innej beczki:
"Dziś wszystko mnie wkurza. Ratunku. Pomocy!"
"Znów pada. Znów zimno. Gdzie WIOSNA?!"

Zadanie na dziś. Znaleźć chwilkę i napisać swoją historyjkę.
Ciekawa jestem co napiszecie:)

Miłego dnia:) Pa:)

"Podsumuj swój dzień. Tylko sześć słów."


piątek, 5 maja 2017

Karteczka pudełeczko czyli exploding box:)

Witajcie:)
Ostatnio moje ręce i myśli zaprzątają karteczki a dokładnie PUDEŁECZKA :)

Maj jak wiadomo to czas Pierwszych Komunii Świętych. Z tej okazji powstały dwa exploding boxy.
Kolory w rzeczywistości mniej niebieskie. Światło na zdjęciach jak widać żyje własnym życiem;)

Pierwszy z kokardką, gdyż zostaną tam dołączone pieniądze. Utrzymany w tonacji szaro-niebieskiej. Elementy umieszczone na kostkach dystansowych dają efekt trójwymiarowości. Całość zamykana ozdobnym wieczkiem.



Drugie pudełeczko niebiesko-żółte wykonane taką samą techniką.


Maj to też święto MAM. Koleżanka wyjeżdża do PL i będzie miała okazję widzieć się ze swoją rodzicielką. Z tej okazji - dla mamy lubiącej czerwony kolor powstało pudełeczko w takim właśnie kolorze:)

Tło na wszystkich trzech fotkach to samo, ale światło dzienne. Widać od razu ogromną różnicę.
Na karteczce zagościły koraliki, ozdobne kwiaty i kartka z kalendarza.


Mam nadzieję, że pudełeczka spodobają się obdarowanym.

Ściskam Was mocno:) Wyszło słonko - jest moc!
Miłego dnia! Pa:)


czwartek, 27 kwietnia 2017

Gdzie ta wiosna?!?!? Czyli Bydgoszcz część II :)

Witajcie:)
Zgodnie z zapowiedzią druga część naszego urlopu w PL:)

***
Nie wszyscy wiedzą, że w Bydgoszczy jest jedyne na świecie Muzeum Mydła i Historii Brudu. W końcu udało mi się tam trafić.

W ramach biletu - zwiedziłam maleńkie muzeum i uczestniczyłam w warsztatach robienia mydła:) Po wysłuchaniu wszystkich "brudnych i mydlanych" ciekawostek czekało już na mnie gotowe i zapakowane dzieło:)



***
Leśny Park Kultury i Wypoczynku Myślęcinek w Bydgoszczy od trzech lat zachęca zwiedzających kolejną atrakcją czyli pawilonem TERRARIUM i AKWARIUM.

Można tam obejrzeć niesamowite płazy, gady, motyle i ryby. Krokodyl na poniższym zdjęciu leżał tak bez najmniejszego drgnięcia aż myślałam, że to atrapa;)))


Najbardziej podobały mi się małe kolorowe egzotyczne żabki:) Cudne!

Z pawilonu (w ramach tego samego biletu) bezpośrednio można przejść do ogrodu zoologicznego. Mimo, że widać już w nim upływ czasu (mój równolatek:*) to mam do niego ogromny sentyment. Zwierzęta ładne, zadbane tylko niektórym klatkom przydało by się malowanie;))

Mimo mocno średniej pogody Maluchy miały tam wielką frajdę a o to w tym wszystkim przecież chodzi:)


***
Po drodze do ZOO mijaliśmy domek do góry nogami. Sezon turystyczny jeszcze nie rozpoczęty, więc tam nie weszliśmy:)


***
Lubię tę moją Bydgoszcz i cieszy mnie jak ona z roku na rok robi się coraz bardziej atrakcyjna. Serdecznie Was do niej zapraszam!!! Na pewno każdy znajdzie tu coś dla siebie:)

Udało mi się znaleźć blog TU, gdzie można poczytać o historii mojego rodzinnego miasta o jego gwarze i legendach. Jak ktoś lubi takie klimaty, to warto zajrzeć.

Miłego dnia:) Pa:)
ps. A Wy jak - związani Jesteście ze swoim miejscem rodzinnym? Co można tam fajnego zwiedzić/zobaczyć? Napiszcie, chętnie o tym poczytam:)


niedziela, 23 kwietnia 2017

Bydgoszcz część I :)

Witajcie:)
Dwa tygodnie w PL. Dwa tygodnie zimna:) Tak nas przywitała ojczyzna. A tu, w UK wiosna pełną gębą. To się nazywa IRONIA LOSU;)))

Dziś różne różności bez chronologii.

Wybraliśmy się do PAPUGARNI w Bydgoszczy. Podobno największej w Europie. Po wyjściu MąŻ stwierdził, że liczyli to zapewne z powierzchnią parkingu;)))



Ptaki niesamowite, choć całą PAPUGARNIĘ wyobrażałam sobie nieco inaczej. Sądziłam, że będziemy przedzierać się wśród dzikiej roślinności i w gąszczu traw;))) Papugi sprawiały wrażenie ciut wymęczonych i przejedzonych.

Wiedziałam, że ptaki są w stanie wyciągnąć kolczyki lub zerwać łańcuszki - przezornie nie zabrałam biżuterii. Ale w życiu nie wpadłabym na to, że te opierzone bestie będą mi się dobierały do mojej ulubionej bluzy z dżetami:))))

Przed wejściem pani w kasie instruowała nas, że gdyby papuga na nas usiadła a my nie życzylibyśmy sobie tego, to wystarczy kucnąć i energicznie wstać. Sprawdzone - nie działa:)))

***
Powstały także dwa wianki, które zdążyłam udziergać na kilka dni przed wylotem.



***
A co do dziergania...
Niejednokrotnie pisałam/mówiłam, że moim marzeniem jest nauka szydełkowania. Wszystko było gotowe - Moja Kochana Mamcia w roli nauczyciela, szydełka i piękne włóczki. I co? I nic!!!! Porażka na całej linii!!! Jestem "nienauczalna" w tej materii:)))
Przygarnęłam kwiatuszki, które wydziergała dla mnie Mamcia. Moich kwiatuszków brak:)

Tym bardziej pozdrawiam wszystkie wspaniałe blogerki i nieblogerki, które bezproblemowo władają szydełkiem;) SZACUNECZEK!!!!


***
Działo się dużo, więc informacje postanowiłam dawkować:))
Ściskam mocno.

Pa, pa:) Miłego dnia:)



sobota, 8 kwietnia 2017

WONSZ i wszystko jasne:)

Dzień dobry:)
Marcel - w przeciwieństwie do Siostry nie lubi się przebierać w stroje różnych postaci. Gdy w jego przedszkolu był Międzynarodowy Dzień Książki przebrałam go w gotowy strój policjanta. Nie wysilałam się, bo nie miałam też pewności czy synek zechce to założyć.

Stał już w gotowym stroju i mówi:
- Policjantem, yyy a ja wolałbym być WONSZEM!
- Wonszem będziesz za rok, teraz będziesz policjantem - odpaliłam.

***
Dlatego też, gdy koleżanka z pracy powiedziała nam, że w kolejnym half termie (czyli teraz) będzie u nas wystawa węży, to wiedziałam, że musimy na nią się wybrać:)

Do każdego węża czy innego zwierzaka podchodził z taką radością jakby się witał z kimś bliskim:))




Pająki na szczęście nie były do głaskania tylko do oglądania:)


Każdy dostępny wąż, lądował w małych rączkach a później na jego szyi. Zero lęku! Marta już z większą rezerwą podchodziła do tych zwierzątek.


Tym śliskim akcentem kończę mój dzisiejszy post:)
Miłego dnia:) Pa:)

niedziela, 2 kwietnia 2017

Takie tam HEHESZKI:))

Witajcie:)
Zaparzam kawkę, nakładam ciasto, aranżuję fotki. Cykam. Cykam kilka ujęć, by móc wybrać to najlepsze. Kończę.  Mamelek, który przygląda się temu co robię mówi:
- Teraz już możesz zjeść Mamusiu!


***
Mamelek ciągle przynosi naklejki z przedszkola za sprzątanie. Mówię do niego:
- Ciekawe, że w domu to Ty nie chcesz sprzątać.
- Bo mi nie dajesz naklejek!
- Jak chcesz, to mogę Ci dawać, żebyś sprzątał.
- Jak to? Przecież nie jesteś panią nauczycielką.
- Z zawodu jestem - odpalam.
- Co? Jesteś ZAWODNĄ nauczycielką?

***
Brat przez przypadek podejrzał jak siostra zmienia bluzkę i zdziwiony woła:
- Mamo, widziałaś???! Marta ma DWA PĘPKI!!!

***
Jesteśmy u mojej przyjaciółki, która ma dwóch synków. Dzieci się fajnie bawią na górze. W pewnym momencie Marcelek przychodzi smutny. Pytam co się stało.
- Nie mam piłeczki...
- Idź na górę tam pod biurkiem D. jest kosz z zabawkami. Tam są też piłki, weź sobie - mówi do Mamelka ciocia.
- Dobrze! - uśmiecha się Marcelek i jest już prawie na schodach. Nagle gwałtownie zawraca.
- Ciocia a co to właściwie  jest ten BIUREK??!

***
Wybrałam się autobusem do pobliskiej miejscowości. Nadszedł czas powrotu. Przychodzę na dworzec autobusowy (nowy, na którym jestem pierwszy raz). Szukam odpowiedniego wyjścia i ustawiam się w kolejkę (jestem trzecia dzięki temu wszystko dobrze widzę). Podjeżdża autobus, wysiadają z niego pasażerowie, wysiada również kierowca wraz z kasetką na pieniądze. Domyślam się, że zaraz przyjdzie jego zmiennik. Dobrze się domyślam. Przychodzi i szybko zamyka za sobą drzwi nie wpuszczając do środka nikogo. Bierze butelkę czegoś tam i mocno spryskuje kabinę kierowcy, po czym szybko opuszcza autobus zatrzaskując ponownie przed nami drzwi. Idzie gdzieś. Wygląda jakby przeprowadzał właśnie jakąś dezynfekcję. Po chwili wraca z gazetą pod pachą i ze swoją kasetką. Pomyślałam, że pewnie będzie czytał podczas dłuższych postojów. Znów wślizgnął się do autobusu. Rozkłada gazetę... i jedną jej część przykleja taśmą klejącą na oparcie a drugą na siedzenie. Sadowi się wygodnie i zaczyna wpuszczać pasażerów...
Wsiadamy i czujemy mocny męski dezodorant w mega stężeniu z kabiny kierowcy. Nie byłabym sobą gdybym się nie odezwała:
- Co, nie lubi pan swojego kolegi?

***
Myję Marcie włosy. Ulegam jej prośbie i po wysuszeniu pozwalam jej zasnąć w rozpuszczonych.
Środek nocy. Nagle otwierają się drzwi i widzę małą postać córci.
- Mogę z Tobą spać?
- To wskakuj - mówię niemalże przez sen odchylając kołdrę. Jestem ciut zdziwiona, bo Marcie od dawna nie zdarza się przychodzić do nas do sypialni.
Dziecko tuli się do mnie i odkrywa po chwili, bo robi się za gorąco. Ja nie mogę zasnąć, bo mi z kolei jest za zimno. Męczę się, męczę a po chwili jednak słyszę jak córcia zasypia. Biorę ją na ręce i zanoszę do pokoju. Już mam ją odłożyć, gdy słyszę, że z jej łóżka dobiega delikatne pochrapywanie. "Pewnie Mamelek przyszedł w nocy do siostry" - pomyślałam i postanowiłam odłożyć ją do wolnego łóżka synka. "Dlatego też pewnie do nas przyszła" - przemknęło mi przez myśl i poszłam spać.

Rano budzę się i mówię do MęŻa:
- Ciekawe, że Marta do nas w nocy przyszła.
- Marta? - dziwi się. - Przecież to był Mamelek!

I wyobraźcie sobie, że ja Matka-Polka w nocy byłam tak zakręcona, że nie byłam w stanie odróżnić moich dzieci. Córki - w mega długich rozpuszczonych włosach od syna - który jest ciut niższy i ma krótkie włosy:)))

***
Tyle u nas:) Trzymajcie się cieplutko. Pa:)


niedziela, 26 marca 2017

Trzy po trzy:)

Dzień dobry:)

Dziś dla Was - małe zestawienie:)

  Trzy rzeczy, bez których nie ruszam się z domu:

  1. Klucze (tu z sentymentalnymi breloczkami - te koralikowe wykonane przez moje Maluchy na Dzień Matki; ptaszorkiem w etniczne wzory z napisem POLSKA oraz żabolec).
  2. Telefon - zawsze można z kimś pogadać, zrobić fotkę... czy choćby sprawdzić godzinę:)
  3. Apaszka - mogłabym zapomnieć o tych dwóch pierwszych rzeczach kosztem tej ostatniej (no chyba, że upał - ale w UK nie znamy takich anomalii pogodowych;) więc apaszka niemalże przez cały rok;)) Mam baardzo wrażliwe gardło, więc muszę o nie dbać:)
***

Trzy torebki, które zmieniam w zależności od stroju i nastroju;)

  1. Duża na duże sprawy (Accessorize)
  2. Mała w tym samym kolorze co duża (MOHITO)
  3. Czarna aksamitno-skórzana (River Island)
***

Trzy pary butów, które noszę w zależności od stroju i pogody

  1. Czarne szpilki (Clarks)
  2. Szare sportowe (Reebok)
  3. Granatowe kaloszki w liski - wiadomo - mieszkam w krainie deszczowców (bez marki)
***
To tyle na dziś. Miłego dnia:)

ps. Zadanie na dziś - wymień trzy rzeczy, bez których nie ruszasz się z domu. (Dla ambitnych - opisz też ulubione 3 pary butów i 3 torebki (plecaki/aktówki/teczki)
Dobrej zabawy:))

wtorek, 21 marca 2017

Jak będę DUŻY:)

Dzień Dobry,
dziś jest dobry dzień na Dzień Dobry:)


***
- Mamo, czy jak będę duży, to będę mógł:
  • obcinać Tobie paznokcie
  • zrobić Tobie obiad
  •  robić ciasto czekoladowe
bo na razie jestem za malutki!

***

- Mamo, chciałbym być już duży! - mówi Mamelek.
- ? (czekam na to co tym razem ma nastąpić w przyszłości)
- Nie chcę być już taki KRÓTKI!

***
Miałam poważną rozmowę z córcią, która coś przeskrobała. Wie, że zrobiła coś złego a fakt wyszedł po czasie. Rozmawiamy, tłumaczę a ona zalewa się łzami i mówi, że już nie będzie.
- Wiem, że już nie będziesz - kończę rozmowę.
Marta dalej łka. Wycieram jej ostatnie łzy a ona mówi do mnie:
- WYBACZAM CI! 

***
To tyle na dziś:) Wyszło słonko. Jest pięknie! (A wczoraj lało pół dnia!)
Miłego dnia:)

poniedziałek, 13 marca 2017

Alicja w krainie czarów - przebranie:)

Witajcie:)
Moje starsze dziecię miało w szkole Międzynarodowy Tydzień Książki (a Matka o mały włos nie wcisnęła córci kostiumu tydzień wcześniej!).
Na zakończenie tygodnia trzeba było przebrać się za postać z książki. Pomyślałam, podumałam i padło na "Alicję w krainie czarów" :)

Panie i Panowie - moja prywatna Alicja:)


W domu na stanie była przymaława sukienka innej postaci z bajki - a mianowicie Kopciuszka. Po ostatnich zabawach urodzinowych na kulkach okazało się, że jest już w nienajlepszym stanie. Poplamiona od soku, pozaciągana a nawet ciut popruta na brzuchu;) Na szczęście ocaliłam ją. I tym oto sposobem miałam bazę pod "Alicję".


Odcięłam zwiewne falbanki, podwinęłam dół i odprułam gdzie się dało cekiny. Czarne kokardki, to część ze szkolnych spodni Marty:) Były gotowe, wystarczyło przyczepić. Wszystko "instalowałam" na klej na gorąco, gdyż materiał nie nadawał się zbytnio do szycia. Większość rzeczy, to wydruki z internetu (li i jedynie pokolorowane przeze mnie kredkami Bambino:) A symbole z kart, to filc.




Opaska powstała ze starego body Marcela i fragmentu wianka, o którym pisałam TU :)


Tym oto sposobem, moja Martusia zajęła pierwsze miejsce wśród dzieci ze swojej klasy:)))

Lubicie bawić się w takie przebieranki? Czy wolicie gotowce?

Miłego dnia:) Pa:)

czwartek, 9 marca 2017

Oczywiste oczywistości:)

Witajcie:)

Jak mniemam w życiu bywa tak, że wszystkie "oczywiste oczywistości" są tak oczywiste, że nawet ich sobie nie uświadamiamy:)
Dopiero jak ktoś nam rzuci tę prawdę objawioną prosto w twarz, to dostrzegamy jej oczywistość!
Moi Drodzy, dziś ja przekażę Wam coś, co jest tak proste i oczywiste, że aż genialne!
A rzecz dotyczy PORZĄDKÓW:) Sama natknęłam się na to przez przypadek zaglądając na bloga porzadkoodporna.pl TU.


Większość domów jakie znam cechuje nadmiar. Jedni radzą sobie z nim dobrze inni nieco mniej. Ot, życie;)) Przedmioty wyznaczają nasze życie. Jednych przytłaczają inni stali się wytrawnymi treserami dzikich bestii i ich otoczenia nie przyprawiają o zawrót głowy i murowaną klaustrofobię.

Gromadzimy przydasie, pomoce naukowe, NIEZBĘDNE rzeczy, kuchenne gadżety, nowinki techniczne, książki, kolorowe gazety, zabawki, hobbystyczne akcesoria, pudełka, pudełeczka, kartoniki, dzbanuszki, dekoracje, umilacze codzienności i inne takie.*
Na wszystko mamy wytłumaczenie i uzasadnienie naszych chomiczych zachowań;))
 (*niepotrzebne skreślić)

Co z porządkami? By nie utonąć w morzu nagromadzonych rzeczy trzeba sprzątać. Jedni robią to z podziwu godną regularnością inni od wielkiego dzwonu. Jeśli syf w naszym domu nie przekroczył krytycznego poziomu i sanepid nie przyjechał do po interwencji załamanych sąsiadów, to znaczy że nie jest źle:))

I tu można usłyszeć załamane głosy i stare jak świat wymówki, ot choćby  NIE MAM CZASU na wielkie/regularne sprzątania! Okej umówmy się, że nikt go nie ma. I co?  I pstro:)
Zróbmy tak - NIE wyznaczajmy sobie specjalnych dni w tygodniu (chyba, że ktoś tak lubi), NIE bierzmy specjalnie urlopu z pracy by z robić porządki (chyba, ze ktoś tak lubi). NIE czekajmy na specjalną okazję tylko TU I TERAZ zabierzmy się do sprzątania!!! Tak - TU I TERAZ. Nie za chwilę, nie jutro, tylko teraz.

I choćby to miało być umycie TYLKO  czterech kubków z pełnego zlewu czy wyniesienie TYLKO trzech walających się kartonów do piwnicy, to zawsze coś!!! Zawsze do przodu o te kilka rzeczy. I tak nie czekając na DZIEŃ ŚWIĘTEGO GDYGDY (czyli nigdy;)) krok po kroku będziemy bliżej celu!

Niby tak w życiu robiłam - choćby z drobiazgami nie nadającymi się do zmywarki walającymi się w zlewie. Tak nie sądziłam, że przy duużym bałaganie też tak można:) A można:) I od razu mi lepiej, jakby mi ktoś ciężar zdjął z pleców, że ja od razu muuuszę WSZYSTKO dokładnie posprzątać!

A mogę tylko ciut, nie czekając na wenę/dobry dzień czy nadmiar czasu:) Ot, taka OCZYWISTA OCZYWISTOŚĆ:)))

To tyle na dziś. Miłego dnia! A jak to jest u Was?


wtorek, 7 marca 2017

Talerze i skarpety:)

Witajcie:)
Odwiedzając mój ulubiony sklep natknęłam się na coś, co już mi jakiś czas temu mignęło w internecie. Uwaga, uwaga - talerzyk na biżuterię:)) I chciało by się rzec - "co też to ludzie nie wymyślą" :)


Normalnie popukałabym się w głowę. A nienormalnie to go nabyłam drogą kupna (cena czyni cuda;)))
I wiecie co? Całkiem to fajny pomysł! Nie trzeba koniecznie kupować do tego osobnego talerzyka. Pewnie macie gdzieś jakiś malutki, samotny bez rodziny w przepastnych zakamarkach kuchni/kredensu/szuflady/piwnicy/strychu. Przygarnijcie go i zaadoptujcie do tego celu:)

Biżuterię noszę zazwyczaj delikatną. Zegarek to już konieczność. Tylko mam tak, że zaraz po przyjściu do domu - gdy już zdejmę kurtkę, buty, odwieszę torebkę to muszę pozbyć się tego wszystkiego. Zostawiam tylko obrączkę.

Już sama nie pamiętam czy miałam tak od zawsze. A może dopiero odkąd pojawiły się Maluchy a wraz z nimi wszelkie próby ściągania na siłę przez maleńkie rączki owych ozdób:)))

Odkładałam biżuterię w różne miejsca - celując w te, gdzie nie docierają moje dzieci:) Później, gdy trzeba było gdzieś wyjść zaczynało się szukanie. Część w kuchni, część w sypialni. A tak - wszystko na jednym małym talerzyku:)))

***
Gdy robię pranie - najważniejsze są dla mnie dwie sprawy - dobór kolorów i puste kieszenie:) Chyba każdy choć raz w życiu miał okazję wyprać rzeczy wraz ze starą chusteczką higieniczną, więc wiadomo o co chodzi;)))

Kompletnie nie biorę pod uwagę ilości wkładanych skarpetek do pralki. Piorę jak leci z automatu. Rezultat?


Po ostatnim praniu doszłam do wniosku, że albo mój MąŻ ma tylko jedną nogę albo ja coś robię źle;))
(Uprzedzając komentarze - ta pierwsza z prawej i ta czwarta NIE są w tym samym kolorze:)

ps. chwilę później otworzyłam szufladę ze skarpetkami Mamelka - a tam (!) o zgrozo - to samo! Nieodrodny syn swojego ojca posiada li i jedynie po jednej skarpecie z każdej pary;)))

***
A Ty jak mój Drogi Czytelniku radzisz sobie z tymi codziennymi błahostkami?
Biżuteria w jednym miejscu? Skarpetki zawsze do pary?

Miłego dnia Moi Mili:) Pa! Słonka - w sercu i za oknem:)



czwartek, 2 marca 2017

Zacząć od obiadu:)

Witajcie:)
Na początek zaserwuję dla Was obiad:) Domowy kebab:) Smacznego!


Z pełnymi brzuchami zapraszam na kolejną wycieczkę do muzeum:)) Tym razem zabiorę Was do muzeum w naszym W. Tyle lat tu mieszkamy i aż wstyd, że dopiero teraz tam poszliśmy! A warto! Małe muzeum a jednak bardzo ciekawe. Można tu zobaczyć eksponaty baaardzo stare (monety, szczątki kości czy fragmenty glinianych naczyń) jak i te nieco młodsze. Duużo, duużo interesujących rzeczy.

(Bożenko W., mam nadzieję, że Ci się spodoba:))) Fotki strzelałam, gdzie się dało z myślą o Tobie:))


W budynku, gdzie obecnie znajduje się muzeum była fabryka butów. Zachowała się pokaźna kolekcja zdjęć z tamtych czasów.


Marcela zauroczył zabytkowy instrument a mnie trochę przeraziły dawne wózki dla dzieci... Jakoś tak skojarzyły mi się z horrorami, które przecież omijam szerokim łukiem:)


Przeróżne pamiątki z czasów wojny. Medale, zdjęcia, liściki, haftowane karteczki...


Plakaty i obwieszczenia, wózek inwalidzki i dawny rower.


A to zwróciło moją szczególną uwagę - czekoladki datowane na okres I wojny Światowej!!!


Stare ławki szkolne, którym nie zdołały się oprzeć Maluchy:) 
Kolekcja dawnych zabawek oraz miniaturowa klasa z panią nauczycielką z uroczą sentencją "Dzięki Bogu jest piątek!".


Wyposażenie dawnego sklepu oraz zestaw zabytkowych radioodbiorników i telewizorów. Kolekcja pralek, tar do prania i wirówek.


Wyposażenie urzędu pocztowego, stare listy i inne drobiazgi związane z pocztą.


Makieta kolejowa, która zajęła nasze Maluchy chyba najmocniej. Głównie za sprawą miłego starszego pana, który pozwolił wszystkim chętnym dzieciom dostać się do centrum dowodzenia:)))


Mini wystawa sprzętu do fotografowania i filmowania.


Oraz zabawny pan, który zamierza wziąć kąpiel w basenie:) To na pamiątkę tego, że budynek muzeum - zanim zaczął być fabryką obuwia... był basenem miejskim!


Wzbogaciliśmy się nieco o historię miejsca, w którym żyjemy. Byłam pod wrażeniem starych zdjęć, które zestawiono z nowszymi i pokazano jak zmieniało się W.

To był dobry dzień.

A Wy - znacie historię miejsca, w którym mieszkacie? Interesuje Was to, dzielicie się nią?

Miłego dnia mój Drogi Czytelniku:) Pa!


sobota, 25 lutego 2017

Wiosenne wianki - czyli jest moc:)

Witajcie:)
Poświeciło trochę słonko i nabrałam energii. Powstały nowe wianki:) Uwielbiam ich uniwersalność i możliwość nieustannych przeróbek. Dlatego te, które mam w domu powstają na solidnych wiklinowych bazach, które w zależności od nastroju i potrzeby zmieniam.

Te które robię dla innych zazwyczaj powstają z naturalnych gałązek. Są delikatniejsze, ale też mają w sobie to coś co lubię.

Pierwsze w tym roku wianki zyskały nowych mieszkańców - ptaszki przysiadły na każdym z nich:) Ptaszki + nakrapiane jajeczka, to takie moje połączenie wiosny i zbliżającej się Wielkanocy.





Niebieski ptaszek był dla mnie wyzwaniem, które postanowiłam podjąć. W moich przepastnych domowych zasobach "pierdolinek" (o etymologii tego słowa w moim prywatnym słowniku pisałam już kiedyś tam dawno temu;) odnalazłam maleńkie niebieskie kwiatuszki.



Podobny do pierwszego, który Wam zaprezentowałam, ale jednak różniący się szczegółami. U mnie nic nie jest identyczne, więc wszystko jest jedyne w swoim rodzaju!



***
Na koniec jeszcze wspomnę o akcji Klasyka Dla Smyka, o której szerzej pisała Bąblowa Mama TU. Zapomniałam wspomnieć o niej w ostatnim poście, więc nadrabiam:) W wielkim skrócie chodzi o zbieranie książek dla dzieci z Domów Dziecka. Zerknij tam Drogi Czytelniku:)
***
Mam nadzieję, że podobają się Wam moje wianki:) Czy u Was w domu też powiało już wiosną?
Miłego weekendu:) Pa!