sobota, 8 kwietnia 2017

WONSZ i wszystko jasne:)

Dzień dobry:)
Marcel - w przeciwieństwie do Siostry nie lubi się przebierać w stroje różnych postaci. Gdy w jego przedszkolu był Międzynarodowy Dzień Książki przebrałam go w gotowy strój policjanta. Nie wysilałam się, bo nie miałam też pewności czy synek zechce to założyć.

Stał już w gotowym stroju i mówi:
- Policjantem, yyy a ja wolałbym być WONSZEM!
- Wonszem będziesz za rok, teraz będziesz policjantem - odpaliłam.

***
Dlatego też, gdy koleżanka z pracy powiedziała nam, że w kolejnym half termie (czyli teraz) będzie u nas wystawa węży, to wiedziałam, że musimy na nią się wybrać:)

Do każdego węża czy innego zwierzaka podchodził z taką radością jakby się witał z kimś bliskim:))




Pająki na szczęście nie były do głaskania tylko do oglądania:)


Każdy dostępny wąż, lądował w małych rączkach a później na jego szyi. Zero lęku! Marta już z większą rezerwą podchodziła do tych zwierzątek.


Tym śliskim akcentem kończę mój dzisiejszy post:)
Miłego dnia:) Pa:)

niedziela, 2 kwietnia 2017

Takie tam HEHESZKI:))

Witajcie:)
Zaparzam kawkę, nakładam ciasto, aranżuję fotki. Cykam. Cykam kilka ujęć, by móc wybrać to najlepsze. Kończę.  Mamelek, który przygląda się temu co robię mówi:
- Teraz już możesz zjeść Mamusiu!


***
Mamelek ciągle przynosi naklejki z przedszkola za sprzątanie. Mówię do niego:
- Ciekawe, że w domu to Ty nie chcesz sprzątać.
- Bo mi nie dajesz naklejek!
- Jak chcesz, to mogę Ci dawać, żebyś sprzątał.
- Jak to? Przecież nie jesteś panią nauczycielką.
- Z zawodu jestem - odpalam.
- Co? Jesteś ZAWODNĄ nauczycielką?

***
Brat przez przypadek podejrzał jak siostra zmienia bluzkę i zdziwiony woła:
- Mamo, widziałaś???! Marta ma DWA PĘPKI!!!

***
Jesteśmy u mojej przyjaciółki, która ma dwóch synków. Dzieci się fajnie bawią na górze. W pewnym momencie Marcelek przychodzi smutny. Pytam co się stało.
- Nie mam piłeczki...
- Idź na górę tam pod biurkiem D. jest kosz z zabawkami. Tam są też piłki, weź sobie - mówi do Mamelka ciocia.
- Dobrze! - uśmiecha się Marcelek i jest już prawie na schodach. Nagle gwałtownie zawraca.
- Ciocia a co to właściwie  jest ten BIUREK??!

***
Wybrałam się autobusem do pobliskiej miejscowości. Nadszedł czas powrotu. Przychodzę na dworzec autobusowy (nowy, na którym jestem pierwszy raz). Szukam odpowiedniego wyjścia i ustawiam się w kolejkę (jestem trzecia dzięki temu wszystko dobrze widzę). Podjeżdża autobus, wysiadają z niego pasażerowie, wysiada również kierowca wraz z kasetką na pieniądze. Domyślam się, że zaraz przyjdzie jego zmiennik. Dobrze się domyślam. Przychodzi i szybko zamyka za sobą drzwi nie wpuszczając do środka nikogo. Bierze butelkę czegoś tam i mocno spryskuje kabinę kierowcy, po czym szybko opuszcza autobus zatrzaskując ponownie przed nami drzwi. Idzie gdzieś. Wygląda jakby przeprowadzał właśnie jakąś dezynfekcję. Po chwili wraca z gazetą pod pachą i ze swoją kasetką. Pomyślałam, że pewnie będzie czytał podczas dłuższych postojów. Znów wślizgnął się do autobusu. Rozkłada gazetę... i jedną jej część przykleja taśmą klejącą na oparcie a drugą na siedzenie. Sadowi się wygodnie i zaczyna wpuszczać pasażerów...
Wsiadamy i czujemy mocny męski dezodorant w mega stężeniu z kabiny kierowcy. Nie byłabym sobą gdybym się nie odezwała:
- Co, nie lubi pan swojego kolegi?

***
Myję Marcie włosy. Ulegam jej prośbie i po wysuszeniu pozwalam jej zasnąć w rozpuszczonych.
Środek nocy. Nagle otwierają się drzwi i widzę małą postać córci.
- Mogę z Tobą spać?
- To wskakuj - mówię niemalże przez sen odchylając kołdrę. Jestem ciut zdziwiona, bo Marcie od dawna nie zdarza się przychodzić do nas do sypialni.
Dziecko tuli się do mnie i odkrywa po chwili, bo robi się za gorąco. Ja nie mogę zasnąć, bo mi z kolei jest za zimno. Męczę się, męczę a po chwili jednak słyszę jak córcia zasypia. Biorę ją na ręce i zanoszę do pokoju. Już mam ją odłożyć, gdy słyszę, że z jej łóżka dobiega delikatne pochrapywanie. "Pewnie Mamelek przyszedł w nocy do siostry" - pomyślałam i postanowiłam odłożyć ją do wolnego łóżka synka. "Dlatego też pewnie do nas przyszła" - przemknęło mi przez myśl i poszłam spać.

Rano budzę się i mówię do MęŻa:
- Ciekawe, że Marta do nas w nocy przyszła.
- Marta? - dziwi się. - Przecież to był Mamelek!

I wyobraźcie sobie, że ja Matka-Polka w nocy byłam tak zakręcona, że nie byłam w stanie odróżnić moich dzieci. Córki - w mega długich rozpuszczonych włosach od syna - który jest ciut niższy i ma krótkie włosy:)))

***
Tyle u nas:) Trzymajcie się cieplutko. Pa:)


niedziela, 26 marca 2017

Trzy po trzy:)

Dzień dobry:)

Dziś dla Was - małe zestawienie:)

  Trzy rzeczy, bez których nie ruszam się z domu:

  1. Klucze (tu z sentymentalnymi breloczkami - te koralikowe wykonane przez moje Maluchy na Dzień Matki; ptaszorkiem w etniczne wzory z napisem POLSKA oraz żabolec).
  2. Telefon - zawsze można z kimś pogadać, zrobić fotkę... czy choćby sprawdzić godzinę:)
  3. Apaszka - mogłabym zapomnieć o tych dwóch pierwszych rzeczach kosztem tej ostatniej (no chyba, że upał - ale w UK nie znamy takich anomalii pogodowych;) więc apaszka niemalże przez cały rok;)) Mam baardzo wrażliwe gardło, więc muszę o nie dbać:)
***

Trzy torebki, które zmieniam w zależności od stroju i nastroju;)

  1. Duża na duże sprawy (Accessorize)
  2. Mała w tym samym kolorze co duża (MOHITO)
  3. Czarna aksamitno-skórzana (River Island)
***

Trzy pary butów, które noszę w zależności od stroju i pogody

  1. Czarne szpilki (Clarks)
  2. Szare sportowe (Reebok)
  3. Granatowe kaloszki w liski - wiadomo - mieszkam w krainie deszczowców (bez marki)
***
To tyle na dziś. Miłego dnia:)

ps. Zadanie na dziś - wymień trzy rzeczy, bez których nie ruszasz się z domu. (Dla ambitnych - opisz też ulubione 3 pary butów i 3 torebki (plecaki/aktówki/teczki)
Dobrej zabawy:))

wtorek, 21 marca 2017

Jak będę DUŻY:)

Dzień Dobry,
dziś jest dobry dzień na Dzień Dobry:)


***
- Mamo, czy jak będę duży, to będę mógł:
  • obcinać Tobie paznokcie
  • zrobić Tobie obiad
  •  robić ciasto czekoladowe
bo na razie jestem za malutki!

***

- Mamo, chciałbym być już duży! - mówi Mamelek.
- ? (czekam na to co tym razem ma nastąpić w przyszłości)
- Nie chcę być już taki KRÓTKI!

***
Miałam poważną rozmowę z córcią, która coś przeskrobała. Wie, że zrobiła coś złego a fakt wyszedł po czasie. Rozmawiamy, tłumaczę a ona zalewa się łzami i mówi, że już nie będzie.
- Wiem, że już nie będziesz - kończę rozmowę.
Marta dalej łka. Wycieram jej ostatnie łzy a ona mówi do mnie:
- WYBACZAM CI! 

***
To tyle na dziś:) Wyszło słonko. Jest pięknie! (A wczoraj lało pół dnia!)
Miłego dnia:)

poniedziałek, 13 marca 2017

Alicja w krainie czarów - przebranie:)

Witajcie:)
Moje starsze dziecię miało w szkole Międzynarodowy Tydzień Książki (a Matka o mały włos nie wcisnęła córci kostiumu tydzień wcześniej!).
Na zakończenie tygodnia trzeba było przebrać się za postać z książki. Pomyślałam, podumałam i padło na "Alicję w krainie czarów" :)

Panie i Panowie - moja prywatna Alicja:)


W domu na stanie była przymaława sukienka innej postaci z bajki - a mianowicie Kopciuszka. Po ostatnich zabawach urodzinowych na kulkach okazało się, że jest już w nienajlepszym stanie. Poplamiona od soku, pozaciągana a nawet ciut popruta na brzuchu;) Na szczęście ocaliłam ją. I tym oto sposobem miałam bazę pod "Alicję".


Odcięłam zwiewne falbanki, podwinęłam dół i odprułam gdzie się dało cekiny. Czarne kokardki, to część ze szkolnych spodni Marty:) Były gotowe, wystarczyło przyczepić. Wszystko "instalowałam" na klej na gorąco, gdyż materiał nie nadawał się zbytnio do szycia. Większość rzeczy, to wydruki z internetu (li i jedynie pokolorowane przeze mnie kredkami Bambino:) A symbole z kart, to filc.




Opaska powstała ze starego body Marcela i fragmentu wianka, o którym pisałam TU :)


Tym oto sposobem, moja Martusia zajęła pierwsze miejsce wśród dzieci ze swojej klasy:)))

Lubicie bawić się w takie przebieranki? Czy wolicie gotowce?

Miłego dnia:) Pa:)

czwartek, 9 marca 2017

Oczywiste oczywistości:)

Witajcie:)

Jak mniemam w życiu bywa tak, że wszystkie "oczywiste oczywistości" są tak oczywiste, że nawet ich sobie nie uświadamiamy:)
Dopiero jak ktoś nam rzuci tę prawdę objawioną prosto w twarz, to dostrzegamy jej oczywistość!
Moi Drodzy, dziś ja przekażę Wam coś, co jest tak proste i oczywiste, że aż genialne!
A rzecz dotyczy PORZĄDKÓW:) Sama natknęłam się na to przez przypadek zaglądając na bloga porzadkoodporna.pl TU.


Większość domów jakie znam cechuje nadmiar. Jedni radzą sobie z nim dobrze inni nieco mniej. Ot, życie;)) Przedmioty wyznaczają nasze życie. Jednych przytłaczają inni stali się wytrawnymi treserami dzikich bestii i ich otoczenia nie przyprawiają o zawrót głowy i murowaną klaustrofobię.

Gromadzimy przydasie, pomoce naukowe, NIEZBĘDNE rzeczy, kuchenne gadżety, nowinki techniczne, książki, kolorowe gazety, zabawki, hobbystyczne akcesoria, pudełka, pudełeczka, kartoniki, dzbanuszki, dekoracje, umilacze codzienności i inne takie.*
Na wszystko mamy wytłumaczenie i uzasadnienie naszych chomiczych zachowań;))
 (*niepotrzebne skreślić)

Co z porządkami? By nie utonąć w morzu nagromadzonych rzeczy trzeba sprzątać. Jedni robią to z podziwu godną regularnością inni od wielkiego dzwonu. Jeśli syf w naszym domu nie przekroczył krytycznego poziomu i sanepid nie przyjechał do po interwencji załamanych sąsiadów, to znaczy że nie jest źle:))

I tu można usłyszeć załamane głosy i stare jak świat wymówki, ot choćby  NIE MAM CZASU na wielkie/regularne sprzątania! Okej umówmy się, że nikt go nie ma. I co?  I pstro:)
Zróbmy tak - NIE wyznaczajmy sobie specjalnych dni w tygodniu (chyba, że ktoś tak lubi), NIE bierzmy specjalnie urlopu z pracy by z robić porządki (chyba, ze ktoś tak lubi). NIE czekajmy na specjalną okazję tylko TU I TERAZ zabierzmy się do sprzątania!!! Tak - TU I TERAZ. Nie za chwilę, nie jutro, tylko teraz.

I choćby to miało być umycie TYLKO  czterech kubków z pełnego zlewu czy wyniesienie TYLKO trzech walających się kartonów do piwnicy, to zawsze coś!!! Zawsze do przodu o te kilka rzeczy. I tak nie czekając na DZIEŃ ŚWIĘTEGO GDYGDY (czyli nigdy;)) krok po kroku będziemy bliżej celu!

Niby tak w życiu robiłam - choćby z drobiazgami nie nadającymi się do zmywarki walającymi się w zlewie. Tak nie sądziłam, że przy duużym bałaganie też tak można:) A można:) I od razu mi lepiej, jakby mi ktoś ciężar zdjął z pleców, że ja od razu muuuszę WSZYSTKO dokładnie posprzątać!

A mogę tylko ciut, nie czekając na wenę/dobry dzień czy nadmiar czasu:) Ot, taka OCZYWISTA OCZYWISTOŚĆ:)))

To tyle na dziś. Miłego dnia! A jak to jest u Was?


wtorek, 7 marca 2017

Talerze i skarpety:)

Witajcie:)
Odwiedzając mój ulubiony sklep natknęłam się na coś, co już mi jakiś czas temu mignęło w internecie. Uwaga, uwaga - talerzyk na biżuterię:)) I chciało by się rzec - "co też to ludzie nie wymyślą" :)


Normalnie popukałabym się w głowę. A nienormalnie to go nabyłam drogą kupna (cena czyni cuda;)))
I wiecie co? Całkiem to fajny pomysł! Nie trzeba koniecznie kupować do tego osobnego talerzyka. Pewnie macie gdzieś jakiś malutki, samotny bez rodziny w przepastnych zakamarkach kuchni/kredensu/szuflady/piwnicy/strychu. Przygarnijcie go i zaadoptujcie do tego celu:)

Biżuterię noszę zazwyczaj delikatną. Zegarek to już konieczność. Tylko mam tak, że zaraz po przyjściu do domu - gdy już zdejmę kurtkę, buty, odwieszę torebkę to muszę pozbyć się tego wszystkiego. Zostawiam tylko obrączkę.

Już sama nie pamiętam czy miałam tak od zawsze. A może dopiero odkąd pojawiły się Maluchy a wraz z nimi wszelkie próby ściągania na siłę przez maleńkie rączki owych ozdób:)))

Odkładałam biżuterię w różne miejsca - celując w te, gdzie nie docierają moje dzieci:) Później, gdy trzeba było gdzieś wyjść zaczynało się szukanie. Część w kuchni, część w sypialni. A tak - wszystko na jednym małym talerzyku:)))

***
Gdy robię pranie - najważniejsze są dla mnie dwie sprawy - dobór kolorów i puste kieszenie:) Chyba każdy choć raz w życiu miał okazję wyprać rzeczy wraz ze starą chusteczką higieniczną, więc wiadomo o co chodzi;)))

Kompletnie nie biorę pod uwagę ilości wkładanych skarpetek do pralki. Piorę jak leci z automatu. Rezultat?


Po ostatnim praniu doszłam do wniosku, że albo mój MąŻ ma tylko jedną nogę albo ja coś robię źle;))
(Uprzedzając komentarze - ta pierwsza z prawej i ta czwarta NIE są w tym samym kolorze:)

ps. chwilę później otworzyłam szufladę ze skarpetkami Mamelka - a tam (!) o zgrozo - to samo! Nieodrodny syn swojego ojca posiada li i jedynie po jednej skarpecie z każdej pary;)))

***
A Ty jak mój Drogi Czytelniku radzisz sobie z tymi codziennymi błahostkami?
Biżuteria w jednym miejscu? Skarpetki zawsze do pary?

Miłego dnia Moi Mili:) Pa! Słonka - w sercu i za oknem:)



czwartek, 2 marca 2017

Zacząć od obiadu:)

Witajcie:)
Na początek zaserwuję dla Was obiad:) Domowy kebab:) Smacznego!


Z pełnymi brzuchami zapraszam na kolejną wycieczkę do muzeum:)) Tym razem zabiorę Was do muzeum w naszym W. Tyle lat tu mieszkamy i aż wstyd, że dopiero teraz tam poszliśmy! A warto! Małe muzeum a jednak bardzo ciekawe. Można tu zobaczyć eksponaty baaardzo stare (monety, szczątki kości czy fragmenty glinianych naczyń) jak i te nieco młodsze. Duużo, duużo interesujących rzeczy.

(Bożenko W., mam nadzieję, że Ci się spodoba:))) Fotki strzelałam, gdzie się dało z myślą o Tobie:))


W budynku, gdzie obecnie znajduje się muzeum była fabryka butów. Zachowała się pokaźna kolekcja zdjęć z tamtych czasów.


Marcela zauroczył zabytkowy instrument a mnie trochę przeraziły dawne wózki dla dzieci... Jakoś tak skojarzyły mi się z horrorami, które przecież omijam szerokim łukiem:)


Przeróżne pamiątki z czasów wojny. Medale, zdjęcia, liściki, haftowane karteczki...


Plakaty i obwieszczenia, wózek inwalidzki i dawny rower.


A to zwróciło moją szczególną uwagę - czekoladki datowane na okres I wojny Światowej!!!


Stare ławki szkolne, którym nie zdołały się oprzeć Maluchy:) 
Kolekcja dawnych zabawek oraz miniaturowa klasa z panią nauczycielką z uroczą sentencją "Dzięki Bogu jest piątek!".


Wyposażenie dawnego sklepu oraz zestaw zabytkowych radioodbiorników i telewizorów. Kolekcja pralek, tar do prania i wirówek.


Wyposażenie urzędu pocztowego, stare listy i inne drobiazgi związane z pocztą.


Makieta kolejowa, która zajęła nasze Maluchy chyba najmocniej. Głównie za sprawą miłego starszego pana, który pozwolił wszystkim chętnym dzieciom dostać się do centrum dowodzenia:)))


Mini wystawa sprzętu do fotografowania i filmowania.


Oraz zabawny pan, który zamierza wziąć kąpiel w basenie:) To na pamiątkę tego, że budynek muzeum - zanim zaczął być fabryką obuwia... był basenem miejskim!


Wzbogaciliśmy się nieco o historię miejsca, w którym żyjemy. Byłam pod wrażeniem starych zdjęć, które zestawiono z nowszymi i pokazano jak zmieniało się W.

To był dobry dzień.

A Wy - znacie historię miejsca, w którym mieszkacie? Interesuje Was to, dzielicie się nią?

Miłego dnia mój Drogi Czytelniku:) Pa!


sobota, 25 lutego 2017

Wiosenne wianki - czyli jest moc:)

Witajcie:)
Poświeciło trochę słonko i nabrałam energii. Powstały nowe wianki:) Uwielbiam ich uniwersalność i możliwość nieustannych przeróbek. Dlatego te, które mam w domu powstają na solidnych wiklinowych bazach, które w zależności od nastroju i potrzeby zmieniam.

Te które robię dla innych zazwyczaj powstają z naturalnych gałązek. Są delikatniejsze, ale też mają w sobie to coś co lubię.

Pierwsze w tym roku wianki zyskały nowych mieszkańców - ptaszki przysiadły na każdym z nich:) Ptaszki + nakrapiane jajeczka, to takie moje połączenie wiosny i zbliżającej się Wielkanocy.





Niebieski ptaszek był dla mnie wyzwaniem, które postanowiłam podjąć. W moich przepastnych domowych zasobach "pierdolinek" (o etymologii tego słowa w moim prywatnym słowniku pisałam już kiedyś tam dawno temu;) odnalazłam maleńkie niebieskie kwiatuszki.



Podobny do pierwszego, który Wam zaprezentowałam, ale jednak różniący się szczegółami. U mnie nic nie jest identyczne, więc wszystko jest jedyne w swoim rodzaju!



***
Na koniec jeszcze wspomnę o akcji Klasyka Dla Smyka, o której szerzej pisała Bąblowa Mama TU. Zapomniałam wspomnieć o niej w ostatnim poście, więc nadrabiam:) W wielkim skrócie chodzi o zbieranie książek dla dzieci z Domów Dziecka. Zerknij tam Drogi Czytelniku:)
***
Mam nadzieję, że podobają się Wam moje wianki:) Czy u Was w domu też powiało już wiosną?
Miłego weekendu:) Pa!



wtorek, 21 lutego 2017

Intensywnie muzealnie:)

Witajcie:)
Jakiś czas temu Mamelek wspomniał, że chciałby pójść do muzeum. Cóż było robić - pogoda była mocno średnia, więc taki pomysł był idealny:)

Obraliśmy kierunek Londyn - Muzeum Nauki (Science Museum). Pierwsza wystawa podobała mi się najbardziej. Kosmos i ciekawostki z nim związane. Mogliśmy zobaczyć prawdziwy strój astronauty i jedzenie jakie serwują na pokładzie statku kosmicznego:)


Wiele ekspozycji przedstawiały rzeczy codziennego użytku. Zbiory obejmują różne dziedziny nauki i techniki. Były te baardzo stare jak i takie, które ja jeszcze doskonale pamiętam:)


Bardzo lubię oglądać wszelkiego rodzaje miniatury. Zachwyca mnie precyzja z którą zostają wykonane by wyglądały identycznie jak ich naturalnych rozmiarów pierwowzory.


A to było coś, na widok czego Marta uciekła w popłochu;) Cóż, no nie każdy lubi dentystę tak jak ja:)))


Co warto wiedzieć o Muzeum Nauki w Londynie? Wstęp do głównego budynku jest BEZPŁATNY. Jednak niektóre z wystaw wymagają posiadania biletu (do nabycia online lub na miejscu). My od razu założyliśmy, że wchodzimy tylko w miejsca bezpłatne i... całe szczęście:) Maluchy okazały się jeszcze ciut małe na takie zwiedzanie. Po pewnym czasie zaczęły się przebąkiwania o ...frytkach i hamburgerze z McDonald`s. Musieliśmy więc "zagęścić ruchy" ;)))

Myślę, że to muzeum jest odpowiednie dla nieco starszych dzieci. A do tego po obiedzie;)) My wyruszyliśmy tuż po śniadaniu i okazuje się, że obiad należało zaliczyć najpierw:))

***
Wracając stamtąd minęliśmy budynek Muzeum Historii Naturalnej (Natural History Museum) i postanowiliśmy jednak też tam zajrzeć (wstęp również BEZPŁATNY a niektóre wystawy także są biletowane).

No i odjechałam!!! Zdecydowanie dużo bardziej mi się tu podobało (mimo, że z wiadomych powodów tempo zwiedzania mieliśmy ekspresowe;)))

Dinozaury, skały, minerały i niezwykłe zwierzęta to tylko niektóre z eksponatów. Sam budynek i poszczególne galerie robią niesamowite wrażenie.


Praktycznie w każdym miejscu były stanowiska dla "małych odkrywców". Na fotkach poniżej półka z walizkami. Każda z nich to osobna era. Świetny pomysł!


Gdy zobaczyłam napis "Kobe supermarket" odruchowo ominęłam to pomieszczenie sądząc, że można tam nabyć jakieś suweniry z Japonii;)
MąŻ mnie wyprowadził z błędu. Okazało się, że to symulator trzęsienia ziemi. (Kobe 17.01.1995 nawiedziło trzęsienie ziemi o sile 7,3 stopnia w skali Richtera. Mimo, że trwało zaledwie 20 sekund pochłonęło blisko 6500 osób!!!)

Wrażenie niesamowite. Martusia niestety się przestraszyła i zaczęła płakać... Dobrze, że to był tylko symulator!


Kolorowe minerały przyciągały jak magnes. Zawsze mnie zachwycają takie cuda natury!
Te zdjęcia są tylko marną namiastką tego, co można tam było zobaczyć. Niestety ciemne, klimatyczne pomieszczenia nie sprzyjały fotkom z telefonu.


Fotka A - niby zwykły dom - a w rzeczywistości miejsce, które uświadamia co poniektórym jak łatwo możemy stać się gospodarzami niechcianych gości! Karaluchy, pająki, osy, pluskwy i inne tego typu robale, zostały umieszczone w domowych warunkach. Pająk w zlewie, pchły w posłaniu kota i mady w śmietniku wyglądają bardzo realistycznie:)

Fotka B - jedno ze stanowisk dla dzieci.

Fotka F - niestety nie widać tego zbyt wyraźnie, ale gablotka zawierała setki różnokolorowych malutkich wypchanych ptaszków wplecionych w gąszczu gałązek


Wiele rzeczy można dotknąć, wykonać przeróżne eksperymenty i symulacje. Doskonałe miejsce dla ciekawych tego świata małych i dużych! Polecam gorąco!!!

***
Na koniec wycieczki udaliśmy się do upragnionego McDonald`sa, więc dzieci podsumowując dzień uznały go za ekscytujący;)))

To tyle na dziś:)) Miłego dnia:) Pa!

ps. Zadanie na dziś - napisz mi proszę nazwę ulubionego muzeum (jeśli w ogóle lubisz takie miejsca;)))

sobota, 18 lutego 2017

10 faktów, których o mnie nie wiecie;)

Witajcie:)
Co jakiś czas z czeluści internetu wychyla się do mnie wpis/post/wzmianka/filmik typu:

"40 RZECZY, KTÓRYCH O MNIE NIE WIECIE".

Być może te wpisy/posty/wzmianki/filmiki mają tyluż zwolenników co przeciwników, więc by nie urazić nikogo pozwolę sobie w duchu tej idei podjąć ten temat w moim stylu;)))

Panie i Panowie (bez obawy - oszczędzę Wam tych 30 informacji;))) Specjalnie dla Was TYLKO:

"10 RZECZY, KTÓRYCH O MNIE NIE WIECIE"

  1. Najczęściej łamie mi się środkowy paznokieć prawej ręki.
  2. Ponad sześć lat temu miałam konto na facebooku.
  3. MąŻ uważa - uwaga, uwaga - że jestem pesymistką;)
  4. Mieszkam wiele lat w UK a nadal za cholerę nie umiem wymówić słowa "available" (dostępny).
  5. Strasznie się wkurzam, jak ktoś budzi mnie smsami czy innymi pierdołami o nieprzyzwoicie porannych godzinach bez istotnych powodów:))
  6. Miętowy kolor już nie jest u mnie tym "naj".
  7. Nie umiem zasnąć na lewym boku, mimo że to bardzo zdrowe.
  8. Chciałabym być minimalistką:)
  9. Nie mam słuchu muzycznego ale nadrabiam niesamowitym wyczuciem rytmu. (To nie moja opinia, gdyby co, tylko kogoś kto się na tym zna;)
  10. Bardzo rzadko słucham muzyki, mimo że ją bardzo lubię:))

I co? Domyślam się, że wzbogaceni o te jakże ISTOTNE prawdziwe prawdy z mojego życia będziecie mogli dziś lepiej zasnąć;))))

***
Zadanie na dziś - znajdź chwilę i pobaw się ze mną w 

"10 RZECZY, KTÓRYCH O MNIE NIE WIECIE" :))

Piszcie w komentarzach:) Miłego dnia! Pa:)

czwartek, 16 lutego 2017

Liski, sowy, muffinki i inne takie:)

Witajcie:)
Jakiś czas temu Apaczowa TU zorganizowała candy i mi właśnie udało się wygrać!!! Mogłam wybrać sobie nagrodę!!! Najchętniej przygarnęłabym wszystko, to co szyje plus przynajmniej dwa torty;) Ale trzeba było wybrać, to wybrałam LISKA:)))


Paczka przyszła tak jak się umawiałyśmy na adres Rodziców. Mamcia zrobiła fotki zawartości. I co? I padłam z wrażenia - lisek, sowa i podusia na szyję z liskami!!!! Normalnie sama sobie zazdroszczę;))) DZIĘKUJĘ Z CAŁEGO SERCA za te wspaniałości!!!

***
Robię obiad wpada do kuchni Mamelek i pyta:
- Mamo, będziesz z nami w coś grała?
- Nie mam teraz czasu, robię obiad.
Marcel idzie do pokoju i mówi do siostry:
- Mam dobrą i złą wiadomość.
- Jaka jest ta dobra wiadomość? - pyta Marta.
- Mama nam odpowiedziała.
- A ta zła? - docieka siostra.
- Że Mama powiedziała "NIE".

***
- To była jedna wielka porażka - mówi Marcel.
- O, matko! - kwituje Marta.
- Chyba "ŁOMATKO" - poprawia Mamelek.

***
A na koniec dwie wersje muffinek upieczonych w wiadomym dniu;))



Miłego dnia Moi Mili:) U nas słonko i 12 stopni na plusie!

Ps. zadanie na dziś - zrób coś dobrego - dla siebie, dla bliskich czy dla kogoś obcego. Niech iskierka pójdzie w świat:)