niedziela, 17 listopada 2019

Zwykle niezwykle:)

Witajcie:)
Mam takie szczęście, że w codziennych zwykłych rzeczach potrafię znaleźć te niezwykłe:)
Na plaży - pęknięta muszelka a jakże niezwykła. Znalazłam ją w UK:) Samo plażowanie nad morzem jako tako mnie nie wciąga, ale już spacerowanie  jego brzegiem w poszukiwaniu "skarbów" natury zdecydowanie TAK.


Codziennie jadąc do pracy mijam drzewo, które uśmiecha się do mnie sercem:) Ja je tam widzę a Wy?


Naprzeciwko lokalu, w którym mieliśmy wesele ktoś na znaku przykleił serduszko:) Widocznie jeździ tędy autobus pełen miłości;)))


Staram się by rację bytu miała ta sentencja:


Ale bywa i tak, że świat wywraca się do góry nogami i brakuje sił na uśmiech...


Włos się jeży na głowie od niektórych sytuacji.


A moja twarz do złudzenia przypomina tę;)))
Ot, życie!


Ps. Kochani ruszyła ROBÓTKA, z którą jestem całym sercem:)
By poczuć ciepło w sercu nie trzeba wiele... Można wysłać kartkę, do kogoś kto na TĘ
kartkę mocno czeka. Cała akcja opisana TU.
Do tego nie trzeba mieć ani morza czasu ani góry pieniędzy!!!


Pozdrawiam cieplutko i życzę dobrej niedzielki:) Buziaki!

czwartek, 7 listopada 2019

Turcja czyli jedną nogą w Azji:)

Witajcie:)
Jesteśmy na świeżo po wakacjach. Tym razem padło na Turcję:) Nie ukrywam, że bałam się tam lecieć ze względu na sytuację polityczną... Wycieczka kupiona już dawno temu a ja byłam skłonna wszystko odwołać, jednak po sprawdzeniu okolicy upewniliśmy się, że będzie tam spokojnie - i było! Szczerze, to czułam się tam bezpieczniej niż w Londynie...

Turcja nas zauroczyła! Sympatyczni ludzie, piękne widoki i dużo, dużo słońca.
Od razu ostrzegam - będzie dużo zdjęć:)


Trafiliśmy na świetne miejsce  EFTALIA OCEAN HOTEL. Ponad 800 pokoi, kilka restauracji w tym jedna otwarta 24 h:) Wszystko urządzone ze smakiem i zadbane. Na dole małe centrum handlowe i SPA.



Mnóstwo basenów i zjeżdżalni. Cały resort tworzyły bodajże trzy hotele oraz osobna "wyspa" z kolejnymi atrakcjami i kolejnymi restauracjami oraz plażą z dostępem do morza. W ofercie all inclusive codziennie oprócz standardowych posiłków można się było załapać m.in. na darmowe lody, gofry, kurczaka w panierce, kebaba, pizzę oraz gözleme (tradycyjne tureckie naleśniki).



Na spragnionych romantycznych klimatów czekały cudne altaneczki, które można było odpłatnie rezerwować.


Załapaliśmy się na ich święto narodowe (29 listopada). Obchodzone jest w dniu proklamowania
Republiki Turcji utworzonej w 1923 roku po upadku imperium osmańskiego.
Główną restaurację przystrojono we flagi tureckie a wieczorem odbył się specjalny pokaz sztucznych ogni i fajerwerków. 


Nawet jedzenie przystrojono:)


A to panie, które codziennie przyrządzały dla chętnych gözleme. Pychota!!!



Jednego dnia wybraliśmy się taxówką do pobliskiego miasta Alanya (właściwie nasz hotel też miał to miasto w adresie). Szklaną windą/wagonikiem wjechaliśmy na górę, na której rozpościerał się zamek wraz z murami obronnymi.


Odwiedziliśmy miejscowy meczet. Trzeba było pamiętać o zdjęciu butów a kobiety o odpowiednim stroju (zakryte włosy, ramiona i nogi).


I byliśmy na pięknej Plaży Kleopatry, na którą przylatywały... gołębie:)



Daliśmy się namówić naszym znajomym na rewelacyjną łaźnię turecką:) Super oferta dla całej rodziny! W pakiecie sauna sucha i parowa, jacuzzi, kąpiel w pianie (a właściwie szorowanie szorstkimi rękawicami a następnie nakładanie piany), później odpoczynek na leżankach i maseczki na twarz oraz masaż relaksacyjny (dla dzieci w tym czasie dr fish - czyli moczenie nóg w akwarium ze specjalnymi rybkami:)


Byliśmy na tureckich bazarach, gdzie we wszystkich językach zachęcano do kupna ("taniej niż w Biedronce" - takie zdanie często padało z ust tubylców!)
Roiło się od podróbek wszelkiego typu. Gucci, Louis Vuitton, Armani, Tommy Hilfiger, Adidas, Nike - wszystko za śmieszne pieniądze. Teraz już wiem, gdzie niektórzy się zaopatrują;)))
Jestem z tych co wolą mieć jeden oryginał niż sześć podróbek. A jak mnie nie stać, to nie kupuję i tyle. Mnie za to skusiły inne rzeczy:)) Tureckie ręczniki (coś w klimacie ścierek kuchennych;) mega chłonne, orzeszki w miodzie, słodkości z fig oraz... ciepłe skarpety hand made:)))


Podróż była bardzo długa. Godzina na lotnisko, cztery i pół godziny lot oraz godzinę czterdzieści droga do hotelu. A na miejscu okazało się, że tam jest trzygodzinna różnica czasowa! Jet lag jak nic;)

No dobra, to tyle na dziś:) Mogłabym jeszcze długo, bo to były super wakacje. Ale dam Wam już spokój;)))
Miłego dnia:) Pa!


piątek, 25 października 2019

Domek w jesiennym klimacie z letnią nutą:)

Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z moją najnowszą pracą - domkiem w jesiennym klimacie z letnią nutą:)))
Zakasałam rękawy i mimo beznadziejnej pogody dorwałam się do szlifierki. Dziś tylko wygładzałam samą podstawę, bo maleńki domek powstał już dawno. Czekał tylko na odpowiednie kolory i swój czas. Miał być częścią innego projektu, więc stał sobie przygotowany by go użyć - a ja szczęśliwa, bo chwilowo (mam nadzieję) jestem uziemiona z dostępem do mojego drewna. Nie mam jak się dostać do mojej szopki... ale to już zupełnie inna opowieść.


Tosia postanowiła odwiedzić w piątek Dziadziusia. Bardzo się już za nim stęskniła a i on lubił jej towarzystwo. Szczególnie gdy został sam... Ukochanej Żony nie ma już od trzech lat. Postanowił jednak nie przenosić się ze swojej chatki do miasta, mimo że dzieci mocno go namawiały.
Gdzie on by miał tak dobrze. Cisza, spokój on sam i natura. Oswojone zwierzaki przychodziły z pobliskiego lasu codziennie.
Zdążył im nawet nadać imiona i o dziwo - one na nie reagowały! Odwiedza go zatem Zając Rysiu, Wiewiórka Zosia, Myszka Maruszka i Jelonek Gapcio. Ostatnio nawet przytuptał ktoś nowy - Jeżyk Nikodem!


Tosia wpadła jak burza.
- Dziadziusiu kochany!!! Ja Ci muszę opowiedzieć o moich wakacjach! Zobacz! - wcisnęła staruszkowi w ręce swój telefon a sama zaczęła rozpakowywać torbę.
- Patrz tu Dziadku - to ja z Antkiem nad jeziorem. - Prawda, że to fajne miejsce?
- Tak, słoneczko - odpowiedział pan Józef. - Też lubiłem tam jeździć z Twoją Babcią. Jak ona pływała! Była najlepsza w całej szkole. Wszyscy mi Anuli zazdrościli.
- To może ja tak dobrze pływam za nią. Genów nie oszukasz, Dziadziusiu.
- Zobacz co Ci przywiozłam - zawołała triumfalnie pokazując mały słoiczek. - Wyobraź sobie, że nadal koło jeziora jest ten sklepik pani Stasi i to tam kupiłam ten dżem. Truskawkowy, tak jak lubisz!
- Jesteś najlepsza - staruszkowi zaszkliły się oczy.
- Mam jeszcze sok malinowy... tylko chyba mi się trochę wylał w torbie. - Rozwieszę to na lince, dobrze?
- Oczywiście, czuj się jak u siebie w domu.
- I przywiozłam Ci placek ze śliwkami od Mamci oraz nowy numer "Wędkarza" od Antka. On Cię uwielbia. Mówił mi, że też by chciał mieć takiego Super Dziadka jak Ty!
- To dlaczego z nim nie przyjechałaś, Tosieńko?
- A nie miałbyś nic przeciwko temu?
- Żartujesz? Przecież zawsze jesteście tu mile widziani.
- Kocham Cię Dziadku, Ty wiesz.
- Ja Ciebie bardziej - dodał ocierając ukradkiem łzę. - Zobacz tylko kto znów mnie odwiedził.
- Nikogo nie widzę...
- Ciiii, bo przepłoszysz Pana Rysia.
- Kogo?!? - spytała zdziwiona nie kojarząc nikogo takiego w okolicy.
- Patrz tam...





***
Jesienną chatkę z letnią nutą zgłaszam na wyzwanie do SZUFLADY TU.


Dla mnie wspomnieniem lata niech będzie pranie Tosi zmoczone syropem malinowym;) Jej przeciwsłoneczne okulary i klapek wprost znad piaszczystej plaży pobliskiego jeziora.
Jeśli wspomnienie - to coś co już za nami. Przyszła jesień, ale dzięki Tosi lato zawitało ponownie:)))





Tym razem inspirację znalazłam dosłownie wczoraj TU a ona być może u mojej guru Kirsty Elson ;)

***
Moje domkowe klimaty niezmienione:) Kto zna moje prace to mnie tu odnajdzie. Musiały być klamerki i drucik. Korony drzew to szydełkowe dzieło mojej Mamci. Leśne zwierzątka - wycięte z dziecięcej sukienusi:))) Nie mogłam się jej oprzeć! Materiał przykleiłam na tekturkę a całość przytwierdziłam klejem na gorąco. Domek przykleiłam klejem do drewna - zobaczymy jak się sprawdzi.
Zaginęły mi moje zardzewiałe mega gwoździska... Ostał się jeden, to go użyłam.

To tyle na dziś:)))
Miłego dnia! Paaa:)

niedziela, 20 października 2019

Mokry październik:)

Witajcie:)
Jakoś tak się porobiło, że październik prawie zniknął a mnie tu nie było. Życie;)


 Pogoda taka, że nic się nie chce. Pada codziennie albo co drugi dzień. Jak na rowerowe wyprawy, które są moją koniecznością, to rozumiecie - sama radość;)
I nie, nie piszcie mi tu bym zrobiła prawo jazdy, bo jak nic uwielbiam tego typu "złote rady";))
***
Odskocznią są jak zawsze niezawodne książki:) Wciągnęłam się w serię o "Chyłce" Remigiusza Mroza. Lekko się czyta. Jedną książkę pochłaniam zazwyczaj przez jeden dzień.
Jednym się podoba innym nie. Standardowo. Poza "Chyłką" przeczytałam jeszcze tego samego autora "Nieodnaleziona" i "Nieodgadniona" oraz "Ekspozycja" - ale ta ostatnia pozycja to jak dla mnie - najgorsza jego książka. Początek intrygujący a na resztę spuśćmy zasłonę miłosierdzia;)


I mój ulubiony cytat: "Że jesteś obcą mi osobą, z którą chciałabym nawiązać jeszcze większą nieznajomość."

Gdyby tak się dało, to mam kilka osób na liście, z którymi chciałabym nawiązać jeszcze większą nieznajomość;)))


***
Przeczytałam również trylogię Katarzyny Michalak - "Pisarka", "Zagubiona", Marzycielka". Zdecydowanie mogę stwierdzić, że to nie moje klimaty.
Ale jednym się podoba innym nie (jak to już dzisiaj napisałam;))

***
A z dziećmi wciągnęliśmy się ponownie w rewelacyjną książkę, którą szczerze polecam "Mapy". Uwielbiamy:)))
Chyba już o niej kiedyś pisałam, ale warto wspomnieć jeszcze raz;) Dużo ciekawostek!


***
To tyle na dziś, paaa:)
Miłego dnia!

środa, 2 października 2019

#TetrisChallenge

Witajcie:)
Dziś mocno z przymrużeniem oka, przynajmniej na początek;))

Ostatnio internet został zalany falą nowego "czalendżu" czyli wyzwania. Wszystko zaczęło się od służb mundurowych:))) To oni właśnie zapoczątkowali #TetrisChallenge. W mediach społecznościowych pojawiają się fotki z wyposażeniem m.in. karetek, straży pożarnej, policji czy służby wojskowej. Szerzej o akcji można poczytać i zobaczyć rozmaite fotki np. TU.

Fotki muszą być wykonane z góry a cała kompozycja przypominać planszę do gry TETRIS. W grze tej chodziło o odpowiednie ułożenie wirtualnych klocków.

#tetrischallenge w wykonaniu załogi Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. Dr. Antoniego Jurasza w Bydgoszczy


(Fotografia zapożyczona z oficjalnej strony facebook Bydgoszcz 998 )

Edit: napisałam w pierwszym komentarzu, ale napiszę i tu;)
Takie wyzwanie ma na celu uzmysłowienie m.in. ile rzeczy jest na wyposażeniu takiej np. karetki. Taka swoista odpowiedź na pytanie: ciekawe co oni tam wożą? I ukazuje, że mieści się tam naprawdę sporo!

Oto moja wersja #TetrisChallenge :)))


A przy okazji chciałam pokazać Ci Drogi Czytelniku CAŁOŚCIOWĄ wyprawkę szkolną dwójki dzieci (9 i 7) w Anglii.

Szokująco mało? Doprawdy!
Uniform, teczka/plecak, zeszyt w którym zapisuje się przeczytane książki, owa książka + w przypadku starszego dziecka - książka z biblioteki, do tego cieniutki zeszycik ze słówkami (młodsze dziecko) oraz lunch box. Dziwisz się czemu tylko jedno dziecko ma śniadaniówkę? Bo syn nadal korzysta z darmowych szkolnych obiadów, które należą się KAŻDEMU dziecku do trzeciego roku nauki!

Na zdjęciu brakuje tylko zestawu na wf (angielskie PE physical education), bo zostaje w szkole by dziecko nie musiało ciągle go targać w te i we wte.

Uczeń nie musi nawet nosić przyborów szkolnych ani jakichkolwiek podręczników! Wszystko zapewnia szkoła.

Zadanie domowe starsza córka otrzymuje raz w tygodniu. Codziennie musi czytać książeczki.
Zakres przerobionego materiału jest spory ale nikt nie męczy tu dzieci targaniem wszystkiego w plecaku lub zadawaniem ogromu zadań.

Siedmioletni syn czyta bez problemu. Pisze też całkiem nieźle. Przynosi do domu dużo ciekawostek, które poznał na lekcji (m.in. o Układzie Słonecznym czy tabliczce mnożenia;)

Czasami sobie myślę, że fajnie by było przenieść kilka dobrze funkcjonujących rozwiązań na grunt polski:))

A Wy co o tym sądzicie?

To tyle na dziś:))) Miłego:)))


wtorek, 17 września 2019

Pastelowe drobiazgi:)

Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z dwoma drobiazgami, które sama poczyniłam;) Pierwsza to karteczka dla najkochańszej sierpniowej solenizantki czyli mojej Mamci. A druga to mini komódka z szufladkami na pożegnanie dla mojej supervisor, która postanowiła odejść z pracy...

Karteczka prosta bez mocno wystających elementów by zmieściła się w kopercie;)

W mojej Rodzince tradycją już jest, że oprócz tradycyjnych życzeń (telefonicznych/osobistych/smsowych) wysyłamy do siebie kartki. Uważam, że to niezmiernie miły zwyczaj:)


Skorzystałam m.in. z elementów, które mają wydrukowane "przeszycia maszyną". Bardzo mi się ten motyw podoba tym bardziej, że moja maszyna już od kilku lat jest popsuta i nie można jej używać:(
Całość skomponowałam z różnych kolekcji papierów, które łączą się kolorami.


A na pożegnanie dla mojej przełożonej powstała taka oto komódka.
Gotową surową bazę (z bardzo mocnej tektury) obkleiłam kolorowymi papierami i przyozdobiłam górę. Oczywiście nie mogło zabraknąć motyli i kwiatów czyli moich stałych ulubionych elementów;))) Jeszcze mi się one nie znudziły, więc mogę używać do woli.


W takich szufladkach można schować biżuterię lub inne drobiazgi. Całość nie zajmuje zbyt wiele miejsca, więc można postawić na biurku czy półeczce.


To tyle na dziś. Krótko i na temat;)))
Miłego dnia mój Drogi Czytelniku:)

piątek, 6 września 2019

Gdańsk AD 2019 i coś więcej:)

Witajcie:)
Zackniło mi się za Gdańskiem:) Trochę było po drodze perturbacji, ale udało się i byłam. Wybrałam się tam z moją ukochaną Mamcią i moimi kochanymi Maluchami, (które może już chyba powinnam nazywać Starszakami;)))

Jak się domyślasz mój Drogi Domyślny Czytelniku odbyliśmy tę podróż we wakacje:) Pojechaliśmy pociągiem (i jakież moje zdziwienie, że trzy dni przed planowaną datą podróży NIE BYŁO już możliwości zakupu miejscówek!!!). Nie istotne. Udało nam się bez problemu zająć wygodne miejsca i w 2,5 h dojechać do upragnionego celu.

W Gdańsku byłam wieki temu, więc chłonęłam wszystko. Cudowne miasto!!! Trafiliśmy na piękną pogodę i morze turystów.


I kolejne dwa zdziwienia, o których muszę wspomnieć. Pierwsze to płatne toalety w Mc Donald`s (klientom oddawano pieniądze), ale sam fakt! A drugie - zdecydowanie milsze - długość zielonych świateł nas zaskoczyła:))) W mojej Bydgoszczy i w moim W. we większości trzeba przebiegać świńskim truchtem by zdążyć z jednej strony na drugą! A w Gdańsku - żółw ze ślimakiem mogliby pójść na spacer... i nic. Kierowcy i motorniczy SPOKOJNIE czekali. I o ile w moim W. też ze strony kierowców jest duża doza wyrozumiałości tak już w Bydgoszczy zdecydowanie nie...


Zdjęcia robiłam praktycznie wszędzie, bo wszystko się do mnie uśmiechało:))

Tu Mamelek z psem, który do złudzenia przypomina "Budynia". Czyli kultowego czworonoga mówiącego ludzkim głosem z serii książek "Magiczne drzewo".




Każdemu kto wybiera się w tamte okolice z dziećmi szczerze polecam Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku. Mają tam mega fajną interaktywną wystawę skierowaną do pociech - mniejszych i większych. (Bilet rodzinny 2+2 to tylko 20 PLN! )
Było tam wszystko co kojarzy się ze statkami, żaglówkami, transportem wodnym, portem itp. Można tam m.in. nadać wiadomość w alfabecie morse`a, sterować statkiem czy motorówką na specjalnym symulatorze. Załadować ładunek, poustawiać wirtualne kontenery w porcie czy przymierzyć kapok.
Powiem Wam w tajemnicy, że sama bawiłam się tam przednio:))) Dzieci też były zadowolone.


Udało mi się w końcu być na Jarmarku Dominikańskim i... mam mocno mieszane uczucia. Tu też mam dwa przemyślenia. Z jednej strony fantastyczne rękodzieło a z drugiej plastikowy, chiński badziew, który aż bije po oczach... Boli bardzo i aż przykro patrzeć, że rękodzielnik ma stoisko zaraz obok takiej tandety. Ale jak widać jest popyt jest podaż...
A dwa, że w przeciągu tych sześciu lat mojego tu pisania BLOGOWE BRATNIE DUSZE tak mnie cudownie obdarowały, że dużo unikatowych rzeczy już mam... i nie korciło mnie by kupować kolejnych:)))

No, ale nie byłabym sobą gdybym nie kupiła totalnie nic;))) Z Gdańska wróciły ze mną dwa zachwycające kafelki niezwykle utalentowanej Dominiki Stawarz-Burskiej, której prace znajdziecie m.in. TU
Ruda księżniczka musiała opuścić swój pałac by zamieszkać z nami;) Wisi teraz w towarzystwie Panny Klary:)))


A drugi obrazek, to wiadomo czemu taki a nie inny;)))


I nie mogłam się oprzeć przeuroczej laluni autorstwa Victorii (prace TU ) Jest absolutnie przesłodka:) Jak widać u mnie zwyciężyło rękodzieło!


To tyle na dziś:) Dobrego weekendu! Paaaa:)