środa, 21 lutego 2018

Wielkanocne nakrycie stołu:)

Witajcie:)
W moim domu rodzinnym tradycją jest dekorowanie stołu na różne okazje. Jest to bardzo miły akcent. Na stole pojawiają się nie tylko pyszne potrawy, ale także dekoracje, które sprawiają, że wszystko jest bardziej celebrowane. Czasami wystarczy kilka drobiazgów. Ot, ładne serwetki, ciekawa zastawa czy świeże kwiaty.

W codziennej bieganinie nie zawsze jest na to czas. Ale święta, urodziny czy rodzinne uroczystości są doskonałym powodem by się za to zabrać:)

Mam dziś dla Was prostą dekorację stołu wielkanocnego:)


Do stylizacji użyłam mojego ulubionego obrusu bazy - brązowo-beżowego. W roli bieżnika wystąpiły dwie kuchenne (nowe;) ściereczki z TK Maxx`a. W związku z tym, że nie jestem blogerką lajfstajlową ani kulinarną, więc nie bawiłam się w specjalne gotowanie na potrzeby stylizacji. Sorry Batory;))) Dlatego też w roli głównej wystąpiły świeże jaja oraz przepiękne pisanki, które mam od Dusi TU (jeszcze raz dziękujemy!!!). Zielone gałązki i listki  to skarby z ogródka:)
Podstawą są nasze codzienne talerze oraz dwie miseczki + dwa duże talerze w kolorze bladego różu (TK Maxx).


Figurka zajączka strzeże ładu i porządku;) Maleńkie różowe jajeczko i zielony zajączek to dekoracje do babeczek.
Jajca znalazły swoje miejsce w specjalnym stojaczku.


Serwetki moje ulubione materiałowe w gąski:) Mam jeszcze fartuszek w taki sam deseń!
Sztućce to weselny (bardzo trafiony!) prezent. Bardzo lubię ich prosty, klasyczny urok.


A u Was jak? Wasze Mamy dekorowały stoły? Przenieśliście taką tradycję czy może sami ją zapoczątkowaliście? A może nie przywiązujecie do tego aż takiej wagi?

Ps. Tak, wiem że do Wielkanocy jeszcze trochę czasu zostało:)))

Miłego, pa, pa:)))


















piątek, 16 lutego 2018

Easter bird house/ Wielkanocny domek dla ptaków:)

Witajcie:)
Wpisałam w Google - wielkanocne dekoracje. I oniemiałam z zachwytu na widok jednego zdjęcia. A teraz pisząc tego posta specjalnie znalazłam dla Was źródło mojego natchnienia. Bo muszę przyznać, że wszędzie znajdowałam tę fotkę, ale tylko ze wzmianką Pinterest. Udało mi się dotrzeć do bloga, gdzie powstał od A do Z ten domek zapraszam TU.

Ja zrobiłam go inaczej. Po pierwsze, bo dopiero teraz znalazłam tę stronę:))) a po drugie, że mocno odczułam brak dostępu do wierzbowych gałązek.

Tak więc mój Drogi Czytelniku -  moja wersja Wielkanocnego Domku dla ptaków wygląda tak:


Ile ja się nagimnastykowałam z tym sakramenckim gniazdkiem!!! Doceńcie to, że macie wierzby w zasięgu ręki. Drewno oczywiście znalezione w przepastnych warsztatowo-magazynowych zasobach;)) Po patyki i gałązki specjalnie wybrałam się z Maluchami na spacer. Niemalże psu z pyska wytargane;)


Lekko pobieliłam ścianę domku. Do ozdoby użyłam styropianowych jajeczek, które pomalowałam na potrzebny mi kolor. Gniazdko wymościłam kupnym mchem. Dorzuciłam maminych kwiatków (jak się okazało w oryginale też były szydełkowe kwiatki, tylko maleńkie:)) Dodałam girlandę i naklejki 3D. Napis na girlandzie to niezawodna drukarka nalepek DYMO.
Wszystko utrzymane w jedynie słusznych kolorach;)))


I jeszcze jeden w bardziej stonowanych barwach. Ale odrobinę mięty i różu i tak udało mi się tu przemycić;)))) Tu już nawet nie próbowałam z gniazdkiem z gałązek. Od razu w ruch poszedł mech. No i ten domek to już taki bardziej "domkowy" a nie jako domek dla ptaszków:)


I tak się przy tym rozpędziłam, że ozdoby wielkanocne już u mnie są:)

Miłego weekendu, pa:)






wtorek, 13 lutego 2018

Marynistyczne akcenty:)

Witajcie:)
Kiedyś bardzo podobały mi się marynistyczne pokoje dla dzieci. Czemu nie zdecydowałam się na taki wystrój? Bo uważam, że jest mocno intensywny. Przekonałam się, że wolę w miarę neutralne pomieszczenia, gdzie dodatki można dopasować do każdego stylu bez większych/dodatkowych kosztów. A poza tym lubię zmiany:)

A jeśli już o dodatkach mowa, to zmalowałam sobie wieszaczek na klucze:)


Stara decha, ta co była ostatnio deptakiem w Mamelkowie aż prosiła się by ją do tego celu użyć. Lubię takie proste zmiany. Czy mój przedpokój miał coś wspólnego z morskimi klimatami? Nie miał. Teraz już ma;)
Decha najpierw wylądowała w kuchni ale na żółtej ścianie lepiej się czuje.

Domki pierwotnie miały być plażowe. Później jednak rybackie. A wyszło coś co można nazwać kompromisem:) Przy chatce dumnie prezentuje się ostatni połów. Rybak już wrócił do domu na zasłużony odpoczynek.

Czerwone kółko jest plastikowym znaleziskiem, ale myślę że doskonale tu pasuje. 


Metalowa zardzewiała śruba, to już powiew mojej fantazji. Może koło ratunkowe albo ster? A może to część starej łajby?


***
Do przedpokoju też trafiła nowa wycieraczka. No jak jej nie kupić jak to wypisz wymaluj nasza rodzinka;)) No, może poza tym słonkiem:)
Nawet moje włosy idealnie rozwiane podczas rowerowej wyprawy!


A czy ja już Wam pokazywałam mój breloczek do kluczy?!?!?
Taka moja PANDORA  - buhaha;))) Niezbędnik każdej szanującej się damy - śrubokręt, obcęgi i piła:))


To tyle na dziś:) Miłego dnia!

Ps. Niech dziś uśmiechnie się do Was sąsiad z naprzeciwka, pani w kasie wyda grosik by nie być nic winna. Kierowca autobusu poczeka specjalnie na Was, mimo że już ruszał. Niech ruda z czerwonego Matiza przepuści Was w korku. Niech mąż przytuli najmocniej jak potrafi a konkubina ugotuje najlepszą pomidorówkę ever!

Ahoj!























niedziela, 11 lutego 2018

Cable reel table DIY/ stolik ze szpuli od kabla:)

Witajcie:)
Wśród dziwnych marzeń zaraz obok drewnianej szuflady krok w krok dreptała drewniana szpula na kabel:) Połowicznie marzenie zostało spełnione. Czemu połowicznie? Bo moja szpula jest niestety tylko ze sklejki i kawałka blachy. Ale szpula jest szpulą i cieszy i tak:)

Jak się bardzo dobrze domyślasz mój Drogi Czytelniku szpulę również mam z odzysku:) Pan wymieniający kabel jakiś tam (telefoniczny/internetowy) był tak leniwy  uprzejmy, że po skończonej pracy nie zabrał szpuli do auta tylko zostawił ją wyrzuconą kawałek dalej od budki. To ją przygarnęłam:)



Materiały i narzędzia:

  • szpula po kablu
  • sznur jutowy (u mnie ok.8 metrów o średnicy10 mm)
  • klej na gorąco
  • lakier
  • czarna farba
Najpierw oczyściłam szpulę i lekko przeszlifowałam. Spód niestety okazał się ciut zmęczony życiem lub jak wolisz leżeniem na podmokłej powierzchni. Trochę pokrzyżowało to moje plany, ale mówi się trudno. Górę szlifowałam głównie na krawędziach by nie zetrzeć napisu. Dół z kolei tak by zbyt mocno go nie deformować.


Później pomalowałam spód czarną farbą a górę polakierowałam, bo bardzo podobało mi się tak jak jest z tym napisem. Przez malowanie/lakierowanie praca nad stolikiem ze szpuli po kablu trochę się przeciągnęła. No, ale można to przecież potraktować jako doskonałe zadanie - ćwiczenie nie lada cnoty - cierpliwości;)))


Następnie zabrałam się za nawinięcie jutowego sznura. Trzeba to robić bardzo ciasno i mocować na klej na gorąco. Oczywiście tradycyjnie się musiałam przy tym ciut poparzyć (cała ja:) Dlatego uwaga - Wy uważajcie! 


Naokoło dolnej części też przykleiłam sznur. Li i jedynie dlatego, że był - jak już wspomniałam - nadgryziony zębem czasu tudzież warunkami atmosferycznymi. I to byłoby właściwie na tyle. Stoliczek gotowy. Może być również stojakiem na kwiaty.
Wygląda też troszkę jak drapak dla kota, więc przeznaczenie może być dowolne;)))




Na koniec częstujcie się proszę dżemikiem z malin z białą czekoladą:))  Mmniam, mniam:)))




To tyle na dziś. Przyjemności:)) Pa:)


sobota, 3 lutego 2018

Pan Pieniek i czerwone dachy:)

Witajcie:)
Jeszcze w zeszłym roku powstało kilka drewnianych rzeczy, o których Wam jeszcze nie pisałam. Chyba;) Bo już zaczynam się ciut gubić.
W szukanie deseczek/drewienek dla mnie zaangażowanych jest już sporo osób. Niektóre znajdują się same inne przynoszą mi moi znajomi:)

Późnym latem zauważyłam u mojej fryzjerki  cudny pieniek, który służył jej za podpórkę do drzwi. Nawet zagaiłam delikatnie o niego, ale przeszło bez echa. Później byłam u mojej fryzjerki w PL i właściwie zapomniałam o sprawie. Aż tu przy kolejnej wizycie sama mnie zagaiła, że mam koniecznie zabrać pieniek:) I że po mojej wizycie zastanawiała się czemu mi go od razu nie dała;))

Tak wygląda Pan Pieniek po metamorfozie i gdy stał się pełnoprawnym członkiem naszej rodziny.


Z każdej strony wygląda inaczej. Taka mini kamienica ze specyficznymi mieszkańcami i ich niezwykłymi sąsiedzkimi nawykami.


Przegląd mieszkańców przeróżny. Jak w życiu. Jedni suszą śpiochy inni różowe gatki. A pan Józio ulubiony pled w kratę...


Kolory niby nie moje. A jednak przemawiają do mnie idealnie. Nic bym tu nie dodała nic nie zmieniła.

***
Kolorystyka Pana Pieńka to właściwie odwzorowanie kolorów domku, który powstał na zamówienie. Miał być nieco większy niż zwyczajowe domki, które robię i koniecznie "dwustronny". Miał być z nowego drewna, ale żeby na to zbytnio nie wyglądał:)





Wiem, że zagościł na parapecie w dużym pokoju i że został dobrze przyjęty co mnie oczywiście cieszy:)

***
Wszystkiego dobrego na dziś. Niech słońce będzie chociaż w sercu, bo u nas oczywiście deszcz:)))
Spokojnego/szalonego* weekendu:))

*niepotrzebne skreścić

niedziela, 21 stycznia 2018

Drawer dollhouse DIY / domek z szuflady

Witajcie:)
Dziś mam dla Was banalnie proste i szybkie DIY :) Jesteście gotowi? To zaczynamy!

Domek dla lalek/króliczków z szuflady:) Wystarczy piętnaście minut, więc to DIY specjalnie dla wszystkich w ciągłym biegu/nie mam czasu na nic.

(Mamy też tradycyjny, piętrowy domek dla lalek. Problem w tym, że Królicza rodzina kompletnie się tam nie mieściła. Przywędrowała do nas pod koniec grudnia w wiadome święto, więc trzeba było w końcu się nad nią ulitować:)))


Materiały i narzędzia:

  • szuflada
  • tapeta samoprzylepna (moja jest materiałowa)
  • ozdoby
  • kawałek sztucznego futerka
  • klej na gorąco
  • nożyczki

Moje szuflady (bo mam dwie) wytargałam z... kontenera na remontowe śmieci:)) Bez obawy - leżały na samym wierzchu:))) Od dłuższego czasu marzyła mi się stara, drewniana szuflada. Dokładnie nie wiedziałam po co mi ona, ale wielka chęć jej posiadania pozostała;)) Musiała oczywiście nabrać mocy urzędowej, bo w głowie miałam kilka pomysłów. A w sobotę z samego rana narodził się ON. Nowy właściwy szufladowy pomysł;) Wszystko to dzięki samoprzylepnej tapecie, którą kupiłam dzień wcześniej.

Od czego zaczynamy? Ja zaczęłam od porządnego szorowania wodą z mydłem. Po wyschnięciu odkręciłam wewnętrzny mechanizm zamka. Przycięłam odpowiednio tapetę i nakleiłam na dno szuflady oraz na "sufit". Zadanie miałam ułatwione, bo kupiłam (LIDL) dekoracyjną tapetę z klejem. Oczywiście możemy przykleić też zwykłą tapetę/kolorową gazetę/czy materiał. To już zależy od tego czym dysponujecie i co Wam w duszy gra.
Następnie umieściłam osobno miniaturowe obrazki i ramki oraz szydełkowe kwiaty od mojej Mamci. Dodałam mini girlandę oraz zegar a na koniec przykleiłam futerko-dywanik.


I tyle:))) Teraz rodzinka Królików ma nowy domek. Wiecie co jest w nim najlepsze? Że po skończonej zabawie może wraz z mieszkańcami wylądować pod łóżkiem i nie zajmować miejsca:)

A specjalnie pozostawiona rączka pozwala na bezproblemowe przenoszenie domku.


Ps. najbardziej podobał mi się komentarz mojej Przyjaciółki, kiedy jej wysłałam fotkę domku.
Coś w stylu "zawartość łóżeczka stawia w złym świetle panią Królikową" :)))

To tyle na dziś:)) Miłego dnia:)) Pa:)







środa, 17 stycznia 2018

Taka sytuacja:)

Witajcie:)
Do Bydgoszczy w styczniu przywiał mnie nie tyle dobry wiatr co sądowa konieczność:(


Nie żebym specjalnie coś złego uczyniła. Wręcz przeciwnie. Nic kompletnie. Natomiast według prawa PL moje dzieci na ten przykład odziedziczyć mogły długi po kimś kogo się nawet ze zdjęć nie znało... I co by do tego nie doszło człowiek musiał wybrać się przed oblicze Temidy.

Powiedzmy, że mój MąŻ ma na ten przykład na imię Marcin. Wezwanie na rozprawę dostał jako Michał a mnie sędzina pytała o ... Mateusza!!!! Dobre?! No dla mnie boki zrywać.

Sędzina pyta czemu sądzę, że spadek jest zadłużony. Ja odpowiadam:
- Siostra zmarłej sprzątając mieszkanie znalazła dokumenty świadczące o zadłużeniu.
Sędzina dyktuje stenotypistce:
"Siostra zmarłej SPRZEDAJĄC mieszkanie..."

No ludzie złoci. Ja rozumiem, że było rano. Ale bez przesady! 8.20 to nie środek nocy. Poza tym to nie ja wybierałam tę godzinę...


A jeszcze tylko nadmienię, że będąc w październiku w PL przemiła pani notariusz "gorąconiepolecamiostrzegam" zainkasowała ode mnie ponad 300 PLN by moja Mama mogła być NASZYM czytaj moim i MęŻa pełnomocnikiem w tej konkretnej sprawie, którą jej dokładnie wyłuszczyliśmy.
Za każdym razem w sądzie powtarzano jednak mojej Mamie, że i tak musimy się stawić osobiście i koniec i kropka. Ewentualnie jedno z nas. I co się okazało? Że na ten przykład TEŚCIOWA absolutnie w takiej sprawie nie może występować jako pełnomocnik zięcia!!!
Mam nadzieję, że przemiła pani notariusz może spać spokojnie podpisując papierki, które się nadają idealnie do produkcji origami...

***

Ten sam dzień. Szpital kliniczny.
Tato ma zabieg/operację okulistyczną ja z Mamcią czekamy na korytarzu. Po chwili już nadzoruję ruchem i bezbłędnie wiem, gdzie kierować pacjentów. Najpierw tyci kolejka pod 413 a później kawałek dalej do mega młyna...


Po prawie dwóch godzinach zaczynamy się coraz bardziej niepokoić. Postanawiam wejść do gabinetu obok, który łączy się z tym gdzie przebywa Tato.
- Przepraszam, właśnie mój Tato ma zabieg. To już prawie dwie godziny. Może wie pani, kiedy Tato wyjdzie?
- Jak przyjdzie,  to będzie - odpowiada bystro pani.
- Niewątpliwie - zauważam.
Siadam przy Mamie i mówię jej co usłyszałam.
Mija chwilą. "Uprzejma" pani doktor/pielęgniarka wychodzi i rozglądając się po korytarzu pyta:
- Są jeszcze jacyś pacjenci?
- Jak przyjdą, to będą - odpowiadam.

***

Marcel pod moją nieobecność, mówi do mojej siostry.
- Powiedziałem dziś w szkole, że moja Mama wyjechała i mam drugą mamę.
Na to moja siostra:
- Przecież ja nie jestem Twoją mamą?! Tylko ciocią!!!
- Wiem, ale zapomniałam tego słowa.

***
A na koniec wpis mocno NIE poprawny politycznie acz szczery...

Człowiek sam na lotnisku ma zdecydowanie zbyt wiele czasu. Gdy już był w toalecie, zrobił zakupy i napił się kawy (kolejność dowolna) zastanawia się co zrobić z resztą czasu. Wychodząc z toalety zobaczyłam kątem oka "POKÓJ MODLITWY". Zdecydowanie duży plus dla fantazji architekta przy umiejscowieniu tego kącika koło szaletów. Stwierdziłam, że modlitwa za dobry lot i pomyślność sądowych spraw nie zaszkodzi.

Wchodzę a tam trzech panów... na dywanikach. Na ścianie jakieś ichnie malowidło. Zostaję nomen omen zbombardowana wzrokiem. No bo kobiet, to raczej przy nich nie powinno być w takiej chwili a tu taka niespodzianka. Klękam w inną stronę. I krótko się modlę, bo jakoś klimat nie ten. Delikatnie lustruję ów "pokój modlitwy". Za parawanem maleńka umywalka. Na podłodze niewielka półka a na niej dywaniki do wynajęcia, pod dywanikami książkowe wersje Koranu. Ani pół krzyża, ani pół wersji Biblii. Nawet figurki Buddy czy Kriszny... I to ma być "pokój modlitwy" czy prowizoryczny meczet?!! Bo jak dla mnie, to powinien być albo totalnie pozbawiony elementów religijnych albo niech będzie wszystkiego po trochu...

***
To tyle na dziś. Pa:)