środa, 8 stycznia 2020

Skok w Nowy Rok;)

Witajcie:)
Ho,Ho,Ho w Nowym Roku;)
Znów czasoprzestrzeń ciut mi się zagięła i dopiero teraz tu jestem. Kolejnym powodem jest laptop, który był łaskaw się zbiesić i teraz piszę do Was z telefonu. Z laptopem chyba czas się pożegnać...

Zacznę od cudnych karteczek, które otrzymałam od blogowych dziewczyn (bez podlinkowania niestety, bo nie umiem w telefonie:(
Dziewczyny!!! Dziękuję z CAŁEGO SERCA!!! Wspaniałe życzenia i piękne karteczki.

Od Ani z  wojciacho.blogspot.com
Jak zawsze z haftem, bo wie że je uwielbiam:))) Cudna, sztalugowa. I ze wspaniałą poinsecją.


Od Marysi ze stopchwilka.blogspot.com.
Wspaniała również z haftem o ciekawym kształcie. I to dopiero była NIESPODZIANKA, bo... nigdy z Marysią nie korespondowałam:) Owszem bywamy u siebie regularnie na blogach, bo lubimy u siebie bywać ale jakoś się nie złożyło by napisać. Aż do teraz! Przemiłe uczucie, gdy ktoś tak zaskakuje:)


Kolejna piękna karteczka od Justynki z wielkiemalepasje.blogspot.co.uk
którą zapewne znacie ze skarpetkowych cudnych laleczek!


I od Danusi anstahe.blogspot.com 
w przecudnej ciemnej zieleni, którą uwielbiam!
A do tego jak zawsze rozmowa z Danusią na deser:) 

***
Jedną z niezwykłości naszego wyjazdu do PL było moje wyjście pierwszy raz od 14 lat (sic!) na Sylwestra! I to fiu, fiu na prawdziwy Bal Sylwestrowy! Było świetnie. Jedzenie, oprawa i cała reszta rewelacja. 
Ps. a kreację miałam... sprzed uwaga, uwaga - 10 lat:))) Sukienka, którą miałam ubraną tylko raz na weselu znajomych. Okazała się idealna i mega modna. Dół plisowany, w środku elegancki pas z cekinami i boski kolor - ciemny turkus.
Do tego kupiłam tylko czarne bolerko/marynarkę z cekinami i był komplet:)
***
Ulubionym zeszłorocznym słowem mojego synka było "nuda" ewentualnie "nudzi mi się". Nowy rok, nowy ty.
Siedzimy w samolocie. Marta z Tatą, Mamelek ze mną. I znów słyszę - co robimy, nudzi mi się.
- Miałeś mieć nowe słowo na nowy rok, obiecałeś - przypominam.
- Już mam - PIERDYLĘ!!! - odpala głośno synuś.
(Słowo, które wymsknęło się dziewiętnastoletniemu kuzynowi na Wigilii;)
***
Przyjechaliśmy do znajomych. Oni, dwoje dzieci, pies, świnka morska.
Mamelek dopada psa i głaszcząc go pyta:
- Kto jest najwspanialszy w tym domu?
- ŚWINIA i PIES - odpala córcia znajomych.
***
U tych samych znajomych, godzinę później.
- Mamo a K. ogląda STLASNE  rzeczy - skarży na siostrę pięcioletni brat.
- Jakie straszne rzeczy? - usiłuje dowiedzieć się koleżanka.
- Wasze zdjęcia z wesela - odpalam bez namysłu;)
***
To tyle na dziś. Odezwałam się, żeby nie było;) Postaram się teraz wpaść do Was, bo mam zaległości.
Uściski:)



poniedziałek, 23 grudnia 2019

Z życzeniami przychodzę:)

Witajcie:)
Dotarliśmy do PL, więc Święta zgodnie z planem w gronie rodzinnym.

Przychodzę dziś do Was z życzeniami:)


Dużo miłości, czasu na dobre rozmowy, serdecznego uścisku, szczerych życzeń, spokoju i zdrowia. Bliskich, których kochacie na wyciągnięcie ręki lub jeśli to niemożliwe, to w sercu...
Pokoju...
Zrozumienia i ciepła...
Radości...

I co najważniejsze:
Błogosławieństwa Bożej Dzieciny.

Gosia z Mamelkowa:)

Ps.Dziękuję też za wszystkie życzenia, które do mnie docierają w różnych formach i z różnych stron:)

środa, 18 grudnia 2019

Grudniowe aktywności:)

Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z naszymi świątecznymi zabawami;)
Uuuu nuda, pomyśli ktoś. Pół internetu zawalone takimi zabawami! Phi!
A co, to ja dorzucam nasze;) Żeby zapchało łącza.

Już Wam kiedyś pisałam (kto z nami długo, ten wie), że od 1 grudnia do Świąt w adwentowym kalendarzu gromadzimy wszelkiego rodzaju aktywności "okołoświąteczne". Osobny czekoladowy kalendarz też mamy;))

Oto kilka z propozycji, które robiliśmy w tym roku (kolejność przypadkowa):
* Łańcuchy na choinkę,


*kolorowe szyszki (choinko-bombki),


*skarpetkowy Olaf (ten jest akurat Mamelkowy),


* szopka 3D ze Świętą Rodziną (stodoła jak ją na drugi dzień synuś nazwał, bo zabrakło odpowiedniego słowa;)


*aniołki z rolek po WIADOMYM papierze i spódniczkach z przekładek w ciastkach (które Mama była uprzejma sama zeżreć;))


*sanie świętego Mikołaja ze skrzyneczki, w której przywieźliśmy suszone owoce z ostatnich wakacji;)


* zimowe mini czapeczki dla lalek,


*lampioniki z małych słoiczków i filcowych nalepek


Całość "karteczek z zadaniami" trzymamy w wiszącej choince, którą kiedyś już pokazywałam (dla przypomnienia pokażę innym razem;) Codziennie wkładam zadania, bo nigdy nie wiem jaki będzie dzień i na co starczy nam siły i czasu. Wszystko zrobiliśmy z tego co było w domu. Niczego - oprócz filcowych nalepek - specjalnie nie kupowałam. Nowiusieńką szopkę 3D wysłała nam moja Mamcia jeszcze w zeszłym roku, ale nie zdążyliśmy jej wówczas wykorzystać. A teraz jak znalazł!

***
Dziś mój synuś miał w szkole ostatnie świąteczne przedstawienie. Za rok już będzie to tylko koncert.
Otrzymał rolę jednego z Mędrców (Króla). Przejęty mocno wczoraj rozrysował mi na kartkach całą inscenizację łącznie z aktorami!

***
Pierniczków w tym roku nie piekliśmy, bo... pierwszy raz od 10 lat spędzimy Święta w PL:)) Moja Mamcia już upiekła i razem będziemy je dekorować!
Spytacie dlaczego nigdy nie byliśmy w tym czasie w PL skoro tyle razy w roku tam latamy? Sprawa jest nad wyraz prozaiczna, przyziemna i smutna... nasze firmy OFICJALNIE nie zezwalają w tym okresie na urlop... Mój MąŻ pierwszy dostał zielone światło na wyjazd a ja zaczęłam moje starania dokładnie 4 stycznia 2019 roku!!! Poruszyłam niebo i ziemię. Pisałam listy do kadr, rozmawiałam z samym szefem szefów (który jest niedostępny dla szaraczków). Ile mnie to nerwów kosztowało i ile się naczekałam na odpowiedź (którą dostałam stosunkowo niedawno). A do tego ile się żalu i zawiści ze strony niektórych współpracowników na mnie wylało, to już tylko ja wiem...  No, ale się udało i Święta spędzimy w Bydgoszczy:)))

To tyle na dziś. Uściski do walizki;) I miłego:)

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Zimowe antydepresanty:)

Witajcie:)
Lubię każdą porę roku pod warunkiem, że jest ładna pogoda;) A jak nie ma to trzeba sobie jakoś radzić.
Kupuję i zapalam piękne świeczki.
Tę wybierałam... pół godziny:))) Wszystko jest ważne - zapach i opakowanie. Skusił mnie niebanalny aromat, niezwykły kolor szkła... i drewniane wieczko z przesłaniem!


Kuszą ulubione perfumy:) Pierwszy raz dostałam je chyba trzy lata temu po choinkę. I był to zdecydowanie trafiony prezent;)


Dobra książka jest alternatywą dla najbardziej badziewiastej pogody;))


Słodycze, to wiadomo - kto mnie zna ten wie:) Robią robotę!
Ps. ale tu bywam wybredna;)))


Herbata.
Chwała temu, kto pierwszy raz na świecie zalał napar z liści:))) Lubię. Lubię bardzo. Szczególnie ziołowe, miętowe, zielone z czymś tam, udziwnione. Różne:) Tylko samej zielonej  nie cierpię. Bleee. Wymoczona woda z ryby;)))


I uwielbiam puszki z łakociami:) Kupuję sobie i znajomym. Szkoda tylko, że nie zawsze zawartość jest godna opakowania;))) Ale co tam - cieszą oko!


To chyba jakaś pozostałość z dzieciństwa, gdzie asortyment sklepowy nie rozpieszczał. I gdyby nie paczki od rodziny z RFN, to bym w życiu kolorowych słodkości nie widziała;))) Rajusiu, jakie to były czasy! Pierwsze LEGO z Pewexu i Barbie! A teraz - wszystko się wylewa i przelewa z każdej strony...


Tak czy siak, jak widać sentyment do puszek pozostał:)


To tyle na dziś:) Miłego dnia!
ps. a jakie są Wasze sposoby na zimowe paskudnie pogodowo dni?

niedziela, 1 grudnia 2019

Powiało świętami:)

Witajcie:)
Domki dotarły do nowej właścicielki, więc mogę już pokazać:)
Tak mi się spodobała zabawa w domkowe dekoracje na plastrze drewna, że znów się za to zabrałam:)
Boże Narodzenie tuż za rogiem, dlatego moje domki już mocno zimowe i świąteczne.


Paweł i Marcin znali się od zawsze. Nawet do bidula trafili tego samego dnia i tego samego dnia go opuścili...
Później ich drogi się rozeszły. Inne domy, szkoły, inne życie.
***
Paweł początkowo nie chciał zgodzić się na propozycję żony, by po śmierci teścia sprzedać jego dom. Kochał go mocną męską miłością. Chwilami szorstką i nieporadną. Ale to właśnie on zastępował mu jego własnych rodziców, których nigdy nie poznał. Nie mógł sobie wyobrazić by po tym domu chodził ktoś obcy... Po domu, który tatuńcio - jak czule nazywał teścia - właściwie wybudował sam. Widać w nim było też rękę i serce teściowej, która zmarła zbyt szybko by mógł jej przekazać radosną nowinę, że znów zostanie babcią...


***
Siedział przed kominkiem wtulony w żonę i rozmyślał.
- Mężu, nad czym tak dumasz?
- Nad tym, że jednak trzeba będzie to zrobić...
- O czym mówisz Pawełku?
- Trzeba sprzedać ten dom... Martwię się tylko o ludzi, którzy tu mają zamieszkać. Będziemy BARDZO bliskimi sąsiadami... A jak się nie dogadamy?
- No co Ty! - powiedziała głośno Anka. - Tato nad tym czuwa. Zawsze miał nosa do dobrych ludzi. Zaufaj mi, będzie dobrze - dodała z pewnością w głosie.


***
Nie mogła zasnąć. Sama mocno denerwowała się jutrzejszym dniem. Przy Pawle udawała, że wszystko jest w porządku, ale tak naprawdę martwiła się.
A jeśli faktycznie Ci ludzie okażą się okropni? Albo będą strasznie głośni a oni tak cenili spokój jaki tu mieli...
Nie mogła dać po sobie poznać, że też się boi. Potrzebowali tych pieniędzy bardzo i to było jedyne rozwiązanie. Szczególnie teraz gdy jest w ciąży a Paweł miał wypadek i pewnie szef zwolni go z pracy...
***
Obudził się w dobrym nastroju. Śnił mu się tatuńcio, który siedział w tej swojej ulubionej koszuli w kratę i czytał książkę. Oderwał się od niej tylko na chwilę i powiedział z uśmiechem:
- Synku, wszystko będzie dobrze!
***
Spotkanie zaplanowane było na 9.30. Miał jeszcze dwie godziny. Anka wyszła z psem.
Zaparzył kawę i zabrał się do gotowania owsianki. Zadzwonił telefon.
- Halo, czy to pan Paweł Brzeziński? - spytał nieznajomy kobiecy głos w słuchawce. - Czy moglibyśmy przyjechać obejrzeć dom już teraz? Jesteśmy w pobliżu - dodała szybko.
- Dobrze - zaczął nerwowo Paweł. - W sumie chcieliśmy pokazać ten dom wspólnie a żona wyszła z psem na spacer...
- Może zdąży do tego czasu wrócić - rzuciła kobieta. - To zaraz będziemy.
Nie minęło 10 minut a na podjeździe pojawił się zielony samochód. Paweł wziął kule i pokuśtykał do furtki.
Z auta energicznie wyszła młoda uśmiechnięta kobieta z wyraźnie zarysowanym ciążowym brzuszkiem. Za nią szybko wyskoczył - na oko - pięcioletni chłopiec.
- Dzień dobry - zamachała radośnie w stronę Pawła. - To ja dzwoniłam, mam na imię Agnieszka, to Dawid - wskazała na chłopca.
Z pojazdu niezdarnie wychodził o kulach mężczyzna.
- A to mój mąż Marcin - jak widać znajdą się wspólne tematy - pokazała dłonią jego złamaną nogę.
Paweł nie wierzył własnym oczom. Marcin! Ten Marcin, z którym przez sześć długich lat byli w bidulu nierozłączni. Poznali się od razu. Padli sobie w ramiona bez słów.
Tatuńcio miał rację! Będzie dobrze!


***
Dziś dość długo, ale musiałam przecież Wam opisać historię mieszkańców tych dwóch domków:)
Dobrej niedzieli! Paaa:)

niedziela, 24 listopada 2019

W rustykalnym klimacie:)

Witajcie:)

Dziś przychodzę do Was z jednym urodzinowym domkiem. I z jego jednym zdjęciem, bo okazało się, że nie włożyłam karty do aparatu i cała sesja... "poszła się bujać" ;) Ogólnie od dłuższego czasu fotki robię tylko telefonem, bo jest wygodniej i szybciej. A tu akurat chciałam zaszaleć z aparatem... no i zaszalałam:)))
Tak, że ten. Delektujcie się jedną fotką:)))


Z wytycznych - miał to być domek na ścianę i miał mieć to mega serce. To wszystko jest;)
Domek chciałam utrzymać w takim rustykalnym klimacie, bo uważam że pasuje do reszty wystroju.  Nie wiem czy widać, ale drewienko oczywiście miejscami potraktowałam złotą farbą. Podoba mi się bardzo jak mieni się w świetle.
Dodałam materiałowy napis, bo domek zawiśnie w przedpokoju (będzie witał gości:)

Został ciepło przyjęty przez obdarowaną, więc się cieszę:)
***
Dziś tak mega króciutko. Uściski i dobrej niedzieli. Paaa!

niedziela, 17 listopada 2019

Zwykle niezwykle:)

Witajcie:)
Mam takie szczęście, że w codziennych zwykłych rzeczach potrafię znaleźć te niezwykłe:)
Na plaży - pęknięta muszelka a jakże niezwykła. Znalazłam ją w UK:) Samo plażowanie nad morzem jako tako mnie nie wciąga, ale już spacerowanie  jego brzegiem w poszukiwaniu "skarbów" natury zdecydowanie TAK.


Codziennie jadąc do pracy mijam drzewo, które uśmiecha się do mnie sercem:) Ja je tam widzę a Wy?


Naprzeciwko lokalu, w którym mieliśmy wesele ktoś na znaku przykleił serduszko:) Widocznie jeździ tędy autobus pełen miłości;)))


Staram się by rację bytu miała ta sentencja:


Ale bywa i tak, że świat wywraca się do góry nogami i brakuje sił na uśmiech...


Włos się jeży na głowie od niektórych sytuacji.


A moja twarz do złudzenia przypomina tę;)))
Ot, życie!


Ps. Kochani ruszyła ROBÓTKA, z którą jestem całym sercem:)
By poczuć ciepło w sercu nie trzeba wiele... Można wysłać kartkę, do kogoś kto na TĘ
kartkę mocno czeka. Cała akcja opisana TU.
Do tego nie trzeba mieć ani morza czasu ani góry pieniędzy!!!


Pozdrawiam cieplutko i życzę dobrej niedzielki:) Buziaki!