niedziela, 5 lipca 2020

Lipcowo-niedzielnie:)

Witajcie:)
Za nami kolejnych kilkanaście pracowitych godzin. Strych zyskał podłogę (do tej pory była tylko do połowy całej powierzchni) i całkiem nowy porządek. Zdjęć Wam zaoszczędzę - strych jak strych:)

Ogródek cieszy i odwdzięcza się za pracę.


Ławka powędrowała w nowe miejsce i ustąpiła jabłoni, którą udało mi się kupić w bajecznie niskiej cenie.


Pojawiła się też szałwia.


Wszystko rośnie. Chwasty też. Jest co robić, ale taka praca cieszy. To "stara" fotka, bo trawa już urosła WSZĘDZIE! Pozbyliśmy się dziur w trawniku:)


Róża pierwszy raz od kilku lat zakwitła! Całe to ogrodowe szaleństwo i jej wyszło na dobre!


Dzieci szły na urodziny do koleżanki z córci klasy. Zamiast prezentu powstało pudełko z "wkładką" w środku.


A dziś pierwszy raz mogliśmy uczestniczyć w normalnej mszy świętej w kościele! Jak tego brakowało.

Moi drodzy, dobrego tygodnia życzę:) Paaa!

ps. a w środę pierwszy raz od czterech miesięcy idę do fryzjera:)

sobota, 27 czerwca 2020

Pralnio-schowek:)

Witajcie:)
Dawno, dawno temu pisałam Wam o pralnio/schowko/spiżarni. Czyli hmmm po niemalże czterech latach doczekałam się ukończenia remontu tj. szpachlowania i malowania ścian:)

Nie wspomnę ile było sprzątania, skrobania i malowania dodatkowych rzeczy typu drzwi i półki.


Akcja z kupnem lamp też była dobra;) Otworzyli nam w końcu sklepy. Przypomniało mi się o moich nieszczęsnych zasłonach i poszłam kupić. Wybrałam dwa zestawy, bo się nie mogłam zdecydować a ceny były kuszące, bo była promocja. W domu stwierdziłam, że mogłam przecież kupić też nowe do konserwatorium. Poszłam drugi raz. A wieczorem stwierdziłam, że mogłam przecież kupić jeszcze lampy do pralni... Było już jednak zbyt późno, więc zamówiłam je online z darmową dostawą do sklepu.


Na drugi dzień rano dostałam smsa i maila, że zamówienie już na mnie czeka gotowe do odbioru. Przy okazji kupiłam też pościel dla Mamelka z mapą świata, bo szalenie mu się podobała. Staję przed punktem "clict and collect" z szerokim uśmiechem, bo już z daleka widzę moje błyszczące lampy i mamelkową pościel. Młoda pracownica sklepu chwilę krąży wokół plastikowych przezroczystych pudeł w których umieszczono towary do odbioru i podchodzi do mnie zakłopotana. W ręku trzyma jedną lampę z przyczepioną karteczką i mówi mi, że niestety ale nie mają drugiej w magazynie. Zdziwiona jestem bardzo, bo przecież widzę drugą IDENTYCZNĄ w pudełku obok. Ona oznajmia, że niestety to jest zamówienie innej osoby. I dodaje, że oni już mi zwrócili pieniądze za tą jedną brakującą lampę. Próbuję śmieszkować i mówię, że niech mi da tą z pojemnika obok, nikt nie widzi i ja nikomu nie powiem. Śmieje się ubawiona i mówi, że nie może. Żarty żartami, ale ja jej mówię, że ja potrzebuję dwie takie same a nie jedną i zwrot pieniędzy. Sytuacja się komplikuje i schodzimy na parter sklepu gdzie dołącza do nas inna pracownica sklepu.


Tłumaczę jej mój ból pragnienia posiadania dwóch lamp a nie jednej i zwrotu pieniędzy. Ona zdziwiona, że przecież nie było tego w magazynie a ja to zamówiłam. Wznoszę oczy ku niebu i mówię, że przecież na stronie sklepu towar był dostępny. Okazuje się, że obok przy kasie pracuje młodziutka Polka, która słyszy całą sytuację. Jeszcze raz jej tłumaczę o co chodzi i pokazuję, że na koncie nie mam żadnego zwrotu od nich. Nie mam też żadnego maila z informacją o braku towaru i propozycją zwrotu pieniędzy. Mówi mi, że powinnam je otrzymać w ciągu 48 h. Nadal niewzruszona stoję przy kasie i mówię, że niech spróbują mi to zamówić z innego sklepu jeśli mają taką możliwość, bo mi  bardzo zależy. Pani oznajmia mi, że lampa jest dostępna w pobliskim K. Proszę by zamówili mi to do naszego W. , bo nie mam prawa jazdy i jest to dla mnie kłopot. (W końcu to oni zawinili nie zdejmując tego że stanu magazynu - ale już im tego nie mówię).
W trakcie rozmowy dołącza do nas pani menadżer. Po wysłuchaniu całej sprawy mówi, że zamówią mi to bez dodatkowych kosztów do domu. Za nami rośnie kolejka, bo otwarte są tylko dwie kasy. Pani menadżer prosi bym przeszła z tą drugą pracownicą w inne miejsce i one mi to zamówią. Przechodzimy do punktu zamówień online. Chwilę później pani woła kolejnego menadżera, który był odpowiedzialny za stan towaru. Zaczyna zalatywać klimatem z filmów Barei:) Podchodzi lekko przerażony i blady pan wyglądający jak aktor ze sztuki Szekspira. Coś tam duka. Ciut później dołącza pierwsza pani menadżer. Zaczynam podejrzewać, że myślą że jestem "tajemniczym klientem", bo zbytnio się nade mną rozpływają:) Wypełniamy wspólnie rubryczki z moimi danymi i płacę kolejny raz za lampę. W sumie to trzeci raz a lamp fizycznie mam jedną;)) Pytam na koniec o jakąś reklamówkę, by to wszystko pomieścić a pani rozkładając ręce mówi, że muszę podejść do kasy...
Ustawiam się grzecznie w kolejce. Udaje mi się znów podejść do tej młodej Półki. Dziękuję jej jeszcze raz za poświęcony czas i proszę o reklamówkę. Mówi, że nie ma problemu i pyta czy na pewno zwrócili mi pieniądze. Z uśmiechem na twarzy mówię, że trzy osoby mnie o tym zapewniały, więc chyba tak. Ona mi mówi, że może tak pro forma to dla mnie sprawdzić. I co się okazało?!?! Że dopiero po jej wglądzie do systemu ruszyła sprawa mojego zwrotu pieniędzy!
Spędziłam tam chyba czterdzieści minut i poznałam pięcioro pracowników w tym dwóch menadżerów:))) Ale to jeszcze nic!
Wyobraźcie sobie, że po ponad dwóch godzinach byłam tam znów z powrotem:)) Nigdzie nie mogłam znaleźć odpowiednich karniszy... i przypomniałam sobie, że przecież tam mają! Nie powiem z jakimi minami odpowiadali mi na moje kolejne przywitania.

edit: wstawiam fotkę pralnio-schowka z 2016 roku:)



To tyle na dziś. Miłego:)
ps. te różowe pojemniki też z tego sklepu, ale żeby już tam kolejny raz nie wędrować zamówiłam online i tym razem doszły bez problemu:)


wtorek, 16 czerwca 2020

Wyliczanka:)

Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z domową
wyliczanką.


Co zrobiłam m.in. w okołowirusowych okolicznościach będąc w domu:

  • zabrałam się wraz z MęŻem za zrobienie od podstaw ogrodu (w tym SAMA zrobiłam skalniak, o którym już Wam pisałam)
  • pomalowałam caluteńki płot w ciągu jednego dnia - uff (MąŻ przed domem jedną ósmą takiego płotu malował dwa dni;)))
  • wycięłam wszystkie rozplewione krzaki jeżyny z tyłu i przodu domu co zajęło mi około sześciu godzin! Pędy grubości drewnianych trzonków od narzędzi ogrodowych unicestwiałam ręczną piłą
  • napisałam piosenkę (dla kapeli mojego MęŻa)
  • weszłam na kolejny poziom fryzjerskiego wtajemniczenia

Obcinam już nie tylko męską część naszej rodziny, ale też samą siebie - maszynką (sic!) boki;)
  • upiekłam niezliczone ilości bułeczek drożdżowych z dżemem truskawkowym bądź nutellą;)
  • zajęłam się szyciem (ręcznym jak widać) ubranek dla lalek


Każdy dzień wypełniony po brzegi. Staramy się dobrze spożytkować ten czas. Na odpoczynek też jest miejsce. Trzeba się dostosować z każdej strony:)

To tyle na dziś:) Miłego dnia! Paaa.

środa, 10 czerwca 2020

Ławka ze starych krzeseł:)

Witajcie
Inspiracją do kolejnych działań była fotografia z sieci a później dotarłam na bloga TU. Stare krzesła posiadałam co prawda ogrodowe tylko, ale lampka "chcenia" już się zapaliła;)
Wspólnymi siłami z MęŻem zrobiliśmy taką oto ławkę;) Zapewniam, że jest prosta, to płot jest krzywy.


Ja wiem, że można kupić nową. Tylko, że nie na tym ta zabawa polega;) Są rzeczy które jak najbardziej tylko nowe a są takie które cieszą gdy je zrobisz samemu.

Rozebrałam stare krzesła. MąŻ zrobił stelaż. Dla żartu powiedziałam, że może użyjemy starych siedzisk. I w sumie dobrze to wyszło;) Przy okazji nauczyłam się obsługi wkrętarki!


Wszystko przeszlifowałam by żadna drzazga nikomu nigdzie nie weszła;) MąŻ zrobił wzmocnienia.

A następnie wszystko pomalowałam:) Ten kolor jest pełen energii! W domu raczej niekoniecznie ale w ogrodzie jak najbardziej:)


I tak oto wspólnymi siłami dorobiliśmy się nowej/starej ławki w ogrodzie:)


To tyle na dziś! Ile tu ostatnio wpisów ogrodowych - fiu, fiu;)

Miłego dnia:) Paaaa:)

sobota, 6 czerwca 2020

Jednak marynistycznie:)

Witajcie:)
Moje dzieci bawiły się w najlepsze w ogrodzie. Rysowały m.in kredą po drzwiach od szopki. Córcia użyła żółtej i malinowej i ten efekt kontrastu bardzo mi się spodobał. Do tego stopnia, że postanowiłam naszą drewutnię pomalować właśnie dwukolorowo:) Niczym plażowe domki.


W ręce wpadły mi dwa kolory farby Lagoon Splash oraz Merry Berry. Na plaży znalazłam styrane życiem wyrzucone przez morze całe zabrudzone glonami bojki. Przygarnęłam. Odcięłam stary sznurek, założyłam nowy, wyczyściłam tyle ile się dało i teraz mam oryginalną dekorację;) W internecie znalazłam prosty tutorial na żaglówki TU.
Zrobiłam:) Od siebie dodałam jeszcze boczny sznureczek.


Girlanda z flag powstała ze starych bluzek i białego sznurka;) Za żaglówką "betonowa boja" efekt zabawy dzieci cementem. Ja ją tylko maznęłam Laguną;)
Muszelki, kamyczki + trzy bojki i reszta drobiazgów.


I specjalnie dla Ciebie mój Drogi Czytelniku aranżacja z leżakiem a'la Instagram look;)))


To wszystko na dziś. "Morze do mnie przyjechało";))
Miłego dnia, paa.

wtorek, 2 czerwca 2020

Małe podróżowanie:)

Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z przeglądem kilku naszych mini wycieczek. Do 18 maja siedzieliśmy zgodnie z rozporządzeniem w domu. Dzień później gdy już oficjalnie była na to zgoda pojechaliśmy nad morze.



Ludzi garstka. Głównie spacerowicze z psami. Wiało jak smok a my przyczajeni za betonowymi schodami cieszyliśmy się "wolnością":)
***
Kolejnym razem wybraliśmy się do jaskini.
Spodziewałam się, że będzie ciut dłuższa, ale dzieci były zachwycone, że mogą się wspinać i zjeżdżać na pupach. Ja byłam zachwycona mniej, bo wizja prania tego wszystkiego majaczyła już na horyzoncie;)


Widok z jaskini na okoliczne pagórki:)


Później udaliśmy się na wędrówkę po okolicznych górkach i dolinach:)
To widok jaskini z oddali.



Wszędzie towarzyszyły nam owce.


***
Następnie ambitnie postawiliśmy na wędrówkę po klifach Seven Sisters. Przyznam szczerze, że na koniec dnia byliśmy mega wymęczeni...

A zaczęło się niewinnie od prostej drogi po polu...


Przeszliśmy caluteńką trasę. Od pierwszego klifu aż do latarni morskiej. Znaleźliśmy dwie orientacyjne  mapki podczas maszerowania. To ta druga bliżej latarni.


Mijaliśmy pasące się bardzo blisko (dwie nawet na naszej trasie) gigantyczne brązowe krowy. Były tak majestatycznie piękne, że te z reklamy "Milki" się mogą schować;)


Widoki wspaniałe, choć przyznam szczerze, że mój lęk wysokości nie pozwalał na zbyt bliskie podchodzenie do krawędzi klifu.


Podziwiam moje dzieci, że dały radę pokonać taką trasę. To było naprawdę wyzwanie. Do tego trzydzieści stopni i macie obraz całości.


Sama latarnia szału nie robi i następnym razem osobiście skrócę trasę by zatrzymać się już na pobliskiej plaży;)


***
Ostatni nasz wyjazd to już typowa plaża turystyczna. W normalnych warunkach jest tu otwarte oceanarium, działa koło widokowe i inne liczne atrakcje.


Tu jak widać ludzi już zdecydowanie więcej, choć każdy starał się w odpowiedni sposób trzymać dystans.


***
Korzystamy jak możemy z pogody i ze wspólnego czasu, który został nam dany. Nie możemy niestety podróżować poza granice UK, co odczuwamy bardzo mocno... Szczególnie, że w normalnych czasach latamy do rodziny przynajmniej trzy razy w roku... Dobrze jednak, że istnieje WhatsApp:))

To tyle na dziś. Miłego dnia:) Paaa:)

czwartek, 28 maja 2020

Internet kontra rzeczywistość part II

Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z kolejną "perełką".
Ale żeby nie było tak z grubej rury, to najpierw kwiatki;)


Kiedyś pisałam Wam już o naszym "uszatku", który okazał się niewypałem ze względu na kolor tapicerki. Jest to klasyczny uszak z IKEA.
Przy dwójce małych dzieci taki kolor odpada... Przynajmniej u nas. Nie wspomnę ile razy próbowałam wyczyścić podłokietniki z marnym skutkiem. A oryginalny pokrowiec na niego kosztuje... prawie tyle, co NOWY fotel!!!
Jestem wojownikiem, ale tylko w słusznej sprawie i tu już sobie odpuściłam;)
Fotel stoi przykryty stylową "narzutą/kocem" z IKEA;)


Już dawno temu czytałam o możliwości malowania materiałowych tapicerek... farbą kredową. Postanowiłam sprawdzić czy to działa. Po głowie chodziła mi ciemna zieleń albo granat.
W sklepie okazało się, że jedyną kolorową farbą jest... granat (jedna, jedyna puszka - najdroższa ze wszystkich - hi,hi:)

Wzięłam się z zapałem do pracy.
Zrobiłam ABSOLUTNIE WSZYSTKO według podanych instrukcji.
Czyli m.in. zwilżyłam dokładnie cały fotel, rozcieńczyłam farbę itd. Trochę mi z tym zeszło, ale na tym etapie byłam zadowolona;)


Później przyszedł czas na woskowanie, bo bez tego ani rusz!
I tu mój Drogi Czytelniku zaczyna się nasz dramat!
Fotel zaczął przypominać "obrzygańca":(
Idealnie według zasad - wosk (dobrej jakości) nakładany pędzlem i wcierany bawełnianą szmatką... I dupa!
Pierwsze skojarzenie z meliną albo jakimś mocno wysłużonym pubem, gdzie nic do siebie nie pasuje i każdy mebel jest "z innej parafii"!
A woskowanie miało zaimpregnować tkaninę i uchronić przed pobrudzeniem... Czyli etap, którego nie sposób pominąć.


Wkurzyłam się, ale umiarkowanie, bo fotel i tak urodą nie grzeszył;) Ale szkoda mojej pracy...
Pomalowałam go resztką farby jeszcze raz...
I mogłabym Was czarować, że to super pomysł;)
Ale będę szczera... lipa!
I fotel... znów stoi przykryty stylową "narzutą/kocem" z IKEA;))
Tak, że ten...


I to tyle na dziś:) Myślę, że dobrze jest pisać o tym by "odczarować" niektóre wspaniałe pomysły z internetu;)

Może u innych się to sprawdziło, trudno mi to stwierdzić, ale ja lojalnie uprzedzam;)))


Miłego dnia, paaaa:)