niedziela, 16 września 2018

Sweet guitar DIY :)

Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z małym tutorialem:) Otóż trafił mi się w domu Slash Karwowski i musiałam przemyśleć strategię prezentową;)

Slash Karwowski ?! O co chodzi?!?! - spytasz Zacny Czytelniku. Już wyjaśniam. Ci co są tu już ze mną długo, to doskonale wiedzą, że mam MęŻa gitarzystę (stąd Slash - nawet za młodu miał podobną fryzurę;))) No i była raczyła stuknąć mu CZTERDZIECHA - stąd Karwowski - najbardziej znany czterdziestolatek;)))

No i wymyśliłam, że jako dodatek do prezentu dostanie gitarę:) Na prawdziwą godną męskiej uwagi mnie nie stać, to postanowiłam zrobić ją sama.

Panie i Panowie:) Słodka gitara na czterdziechę! Od razu uprzedzam - pomysł znaleziony w necie, ale w oryginale były raffaello (też mnie nie stać;)


Materiały i narzędzia:

  • dwie tektury długości gitary (u mnie karton po szafce do butów;)
  • duuuużo cukierków (u nas 6 paczek cukierków "Michałków", dwie princessy i trochę krówek)
  • bibuła
  • klej na gorąco (+ wkłady )
  • nożyk budowlany
  • nożyczki
  • dwie listewki
  • minimum 2,5 h
Do tektury przykładamy prawdziwą gitarę by odrysować kształt. Geniusze i artyści malują na oko;) Następnie wycinamy nożykiem budowlanym (najlepiej nowym by był bardzo ostry).



Następnie zabieramy się za przyklejanie (klejem na gorąco) cukierków. Proponuję zacząć od gryfu i później przy brzegach. W środku kleimy princessy i krówki - to mostek i przystawki;)

Całość okazuje się tak ciężka, że przy próbie podniesienia gitary cały gryf Wam się składa w pół. Spokojnie. U mnie było dokładnie tak samo:) Odwracamy wówczas naszą gitarę na plecki i przyklejamy listewki (również klejem na gorąco).


 Teraz w kilkunastu miejscach przyklejamy warstwowo kilka tekturek (ok 5 x 5 cm). Nasze "tekturowe kopczyki" muszą być wysokości listewek. (Tekturki te będą niczym naklejki dystansowe 3D przy wykonywaniu karteczek okolicznościowych). Następnie wycinamy w tekturze kształt gitary jeszcze raz i naklejamy ją na wierzch. Wszystko ładnie pięknie, ale boki prezentują się "niewyjściowo". I tu przybywa w sukurs wspomniana wyżej bibuła. Oklejamy ją dookoła łącząc dwa brzegi tektur. I uważamy przy tym cholernie (sic!), bo ja się przy tym poparzyłam pięćset razy!!!


Całość zawijamy w celofan i dekorujemy kokardą:) Finito!


To tyle na dziś, miłego dnia:)

Jak Wam się podoba taki dodatek do prezentu?

piątek, 7 września 2018

I mamy wrzesień:)

Witajcie:)

Rozpoczęcie roku szkolnego nastąpiło wczoraj czyli w czwartek:) Pamiątkowa sesja "powrót do szkoły" też musiała nastąpić.
Moja Martusia już w Junior School!!! A Mamelek poszedł do pierwszej klasy (w zeszłym roku był w reception class takiej jakby polskiej zerówce).
(Do czytania dostał okulary, choć sami się nie mogą zdecydować czy on je powinien nosić czy nie;) Do zdjęcia ma, a co:)

(Ile ja się namęczyłam z wiązaniem tegoż krawaciska!!!!)


***
- Mamo a kiedy my będziemy mieć kolejne dziecko? - pyta synuś.
- Już nie będziemy mieć - odpowiadam.
- Ale dlaczego? - drąży temat.
- Bo Mamusia już nie planuje.
- Szkoda. Nie będziemy mogli bawić się w skakankę - z wielkim bólem mówi Mamelek.
- ?!?!?
- Jedno dziecko trzyma z jednej strony, drugie dziecko trzyma z drugiej. A trzecie skacze.

***
Jakoś tak ze trzy miesiące temu dzieci mocno namawiały Tatę na wspólną wycieczkę rowerową. Uszczęśliwione wielce, że opanowały sztukę jazdy - a przede wszystkim - ruszania na rowerze.
Rad nie rad Tata postanowił kupić rower. Już, już miała się odbyć rzeczona eskapada ale uświadomiłam Tatę, że roweru tak od ręki nie dostanie, tylko go trzeba zamówić. No to czekamy. Doszło do odbioru. Rower jest, czas na wycieczkę. Wszyscy zwarci i gotowi - ruszamy! Nie mija dziesięć minut Mamelek płacze, bo mu ciężko. Marta marudzi jak tylko może. Dzieci umęczone my tym bardziej, bo tego się słuchać nie da. Co chwilę trzeba jeszcze zatrzymywać się, bo ktoś nie może ruszyć/spada/hamuje itp. W końcu Marta ze złością cedzi przez zęby:
- Robicie najgorszy dzień w moim życiu!!!

Tak, że ten. Zaplanuj z dziećmi miło czas;)))

***
Od paru dni w naszym domu rządzi UNO! Karciana gra mocno zbliżona do naszego "MAKAO". Rywalizacja i sztuka logicznego myślenia + łut szczęścia = fajna zabawa.
Mamelek jeszcze szybko się nudzi, ale Martusia gra wytrwale i ... wygrywa!!!


***
To tyle na dziś. Wszystkiego dobrego!
Pamiętajcie o małych gestach, które "robią nam dzień". Wczoraj ruszając spod domu mignął mi nasz listonosz. Usłyszałam już tylko "hello". Odjechał ciut przede mną, ale zawrócił i zatrzymał się tylko po to by życzyć mi miłego dnia:))))


sobota, 25 sierpnia 2018

Godne polecenia:)

Witajcie:)
Dziś wyjątkowy jak na MAMELKOWO wpis, bo robię to niezmiernie rzadko czyli polecam książki i filmy. Nazbierało się tego ciut i myślę, że warto się podzielić wrażeniami:)

Wyjazdy do PL wiążą się dla mnie m.in. z robieniem rzeczy, na które na co dzień w UK nie mam czasu. Dlatego też w każdy mój przyjazd do rodzinnego kraju wplecione jest wyjście do kina;) Tym razem też tak było.
Zacznę od drugiego filmu, bo to on mnie zaczarował:)


Film reklamowany jako komedia. Ale nie do końca - nią jest;) Jest za to fantastycznym, nasyconym barwami, niezwykłymi okolicznościami i zdarzeniami historią pewnego fakira, który wybrał się do Paryża. Dawno nic już nie zrobiło na mnie tak miłego wrażenia. Świetnie dobrani aktorzy, rewelacyjne kadry i podróż, której nie powstydziłby się Fileas Fogg:)) Śmieszne scenki też oczywiście są!
Jak dla mnie 10/10

Do kompletu przedstawiam książkę, na podstawie której powstał ten film. Jest inna niż film, więc warto i do niej zajrzeć:) Czyta się ją niezwykle szybko. Wciąga również. I chyba moja kolejność - najpierw film a później książka jest całkiem dobra!


***
Pierwszym filmem, który obejrzałam była komedia "Berek". Film inspirowany prawdziwymi zdarzeniami. Trochę jest porównywany do "Kac Vegas", ale moim zdaniem to nie do końca dobre porównanie;)
Grupa kolegów "od zawsze" bawi się w maju w berka. Zabawy nie przerywa nawet fakt, że owi koledzy są już dorosłymi facetami, których los rzucił w różne zakątki Stanów. Nic nie jest w stanie przerwać zabawy - ani randka, ani ważny wywiad, ani asystowanie przy porodzie własnego dziecka... ani pogrzeb ojca. Jeden z nich NIGDY nie dał się złapać. NIGDY przenigdy nie został "berkiem" a teraz planuje ślub i zakończyć "berkową" zabawę...


Film o tym jak faceci nigdy nie dorastają, choć w niektórych okolicznościach uświadamiają sobie wiele rzeczy.

Dla relaksu:)

***
No nie mogłam oprzeć się pokusie by sama sprawdzić co też Katarzyna Nosowska napisała:) I jak niezwykle daleko jestem od kupowania jakichkolwiek książek naszych rodzimych "gwiazd" tak tu nastąpił szlachetny wyjątek. Wyjątek też dlatego, że Nosowską nigdy w życiu nie wrzuciłabym do wspólnego worka z naszymi "celebrytami".
Katarzyna Nosowska jest po prostu mocno utalentowaną i skromną osobą, którą ciężko mi gdziekolwiek "przyłatać".
Nie zabiega o skandale, zazwyczaj omija branżowe imprezy a swoją niezwykłość ukazuje w swojej pracy.

Książkę pochłonęłam w samolocie;) Tożsame poczucie humoru i bardzo podobne spojrzenie na wiele spraw.
Między wierszami ukazuje nam się mocno stąpająca po świecie a przy tym niezwykle krucha istota, która dużo przeszła. Która nabrała nowego wiatru w żagle i ochoty na nową przygodę życia.


Polecam 10/10

***
To książka z tych, co nie można się od nich oderwać. Przeczytana niemalże jednym ciągiem;)
Thriller, który trzyma w napięciu. Idealne małżeństwo przy idealnych gościach na co dzień horror za zamkniętymi drzwiami. Koszmar, który zdaje się nie kończyć. Idealna pułapka, w którą wpada zakochana kobieta. I być może przestroga, że nie wszystko jest takie piękne jak się wydaje...



***
A jak już jesteśmy w filmowej tematyce, to teraz kilka pozycji z internetu.

"Za jakie grzechy dobry Boże" Francuska komedia w najlepszym stylu:) I wiem, że są ludzie, którzy nie przepadają za francuskimi filmami (ja kiedyś też do nich należałam;) ale ich komedie są świetne! Szczególnie polecam tych aktorów!!!

Film podobno był zakazany w Wielkiej Brytanii, bo nie był poprawny politycznie;)

Cztery córki i trzy wybory - Żyd, Chińczyk, Arab. Nadzieja w czwartej córce:) Zabawny film o uprzedzeniach, nakazanej poprawności politycznej i własnych odczuciach, które mają się nijak do życia we współczesnym świecie.

                                                           (Plakat pochodzi z TU)
***
Kolejny francuski film - "Rozumiemy się bez słów". Ciepły, rodzinny, niezwykły obraz. Rodzina
Bélier mieszka na farmie gdzie zajmuje się hodowlą krów i produkcją sera. Wszyscy członkowie rodziny zaangażowani są w prace w gospodarstwie i w domu. Mama, tato i syn są głuchoniemi. Ich łącznikiem ze światem jest szesnastoletnia córka. Miłość czuć wszędzie. Rodzina scalona pięknym uczuciem. 
Ojciec postanawia kandydować a w córce dostrzeżono dar wokalny i ma szansę na wyprowadzkę do Paryża. Jak pogodzić to wszystko?
Piękny film, gdzie zabawne sytuacje mieszają się z tymi wzruszającymi. 
Poryczałam się oczywiście!



***
"Boska Florence" - komedia biograficzna o "najgorszej śpiewaczce świata" Florence Foster Jenkins. Kto uwielbia Meryl Streep to film dla niego. Idealnie partneruje jej Hugh Grant a Simon Helberg jako Cosme jest tu wisienką na torcie:) Nie wpadłabym na połączenie Meryl Streep z Hugh Grantem, ale muszę przyznać, że po obejrzeniu filmu nikogo innego nie obsadziłabym w tych rolach:))

Florence kochała ludzi, sztukę i muzykę. Miała dużo pieniędzy i zbyt dużo wolnego czasu. Nie miała za to odpowiedniego głosu - ale to nie przeszkodziło jej stać się śpiewaczką operową. Niech spełniają się marzenia!

ps. dla smaczku dodam, że oryginalne nagranie śpiewającej Florence Jenkins można znaleźć na You Tube:)


To tyle na dziś:))
Wszystkiego dobrego życzę:)

ps. Widzieliście te filmy, czytaliście te książki? Chętnie poczytam Wasze opinie nawet jakby były skrajnie inne od moich;)

A co Wy polecacie?


sobota, 18 sierpnia 2018

Kronika rodzinna...

Witajcie:)
Dziś mam dla Was baaardzo osobisty wpis. 

"Wiek nie uchroni cię przed miłością.
Lecz miłość, do pewnego stopnia,
uchroni cię przed wiekiem." 
 Jeane Moreau



Historia ta przywraca wiarę w długoletnie dobre związki. W rodzinne więzi, w szacunek. Siedemdziesiąt jeden lat w związku małżeńskim!!!

Moi Dziadkowie...
Moja Babcia miała narzeczonego. Przyszła wojna. Przyszły wieści, że on związał się z kimś innym. Ma dzieci, stworzył rodzinę. Gdzieś tam w sercu na samym dnie, dla niego było zawsze miejsce... Do Dziadka gdy się przekomarzali mawiała "ja dla Ciebie nie urosłam!"

Po wojnie okazało się, że wieści były nieprawdziwe. Zazdrosna koleżanka "uprzejmie doniosła" niesprawdzoną plotkę... Dzieci owszem były, ale kobiety, u której on wynajmował pokój. Nie on był ojcem...

Niemcy szybko ustanowili swój porządek. Zaczęły się wywózki do przymusowej pracy. Babcia jak mówiła, trafiła dobrze. Do dobrej kobiety - wdowy z dziećmi, która sama nie umiała zająć się własnym gospodarstwem. Babcia okazała się dla niej wybawieniem. Umiała szyć, oporządzić zwierzęta, gotować, sprzątać.
Dziadek nie miał tyle szczęścia. Gospodarz, do którego trafił, okazuje się złym człowiekiem. Bez mrugnięcia oka zabija Polaka, który u niego pracował... Dziadek ryzykując wiele - ucieka. Trafia do następnego gospodarza u którego pracuje już do końca.

Pewnego dnia w sąsiednim gospodarstwie ujrzał atrakcyjną dziewczynę, do której zagaił po niemiecku. A ta z zawadiackim uśmiechem odpowiedziała mu... czystą polszczyzną! Dziadka trafiło od razu. Babcia była nieugięta. Owszem, ten młody człowiek też jej się podobał i był miły, ale nie w głowie jej były amory.

Po jakimś czasie ten młody człowiek ciężko zachorował. Los jego ważył się na szali... Mógł przecież zostać uznanym za zbędnego w gospodarstwie... Nie pomagał, nie pracował, wymagał opieki... I tej opieki udzieliła mu właśnie ta miła dziewczyna. Dziadek gdy wydobrzał, napisał list do swojej Mamy, w której opisał swoją chorobę i koleżankę, która mu pomogła. Ta wzruszona całą sytuacją wysłała Babci piękną chustę i zaprosiła do siebie do domu, do dużego gospodarstwa.

Cały pobyt pozostałby miło zapamiętany, gdyby nie fakt, że pani domu stwierdziła, że ta dziewczyna pasuje jej bardzo, ale... do starszego syna! To on miał przejąć całe gospodarstwo po ojcu (którego rozstrzelali Niemcy) a taka zaradna dziewczyna by  była dla niego wielkim skarbem.

Do Babci doszła ta rozmowa. Było jej niezmiernie przykro! Powiedziała co myśli na ten temat i zapragnęła jak najszybciej opuścić to miejsce. Dziadek też uniósł się honorem. Mimo, że Matka przeprosiła, to gdzieś tam niesmak pozostał...

Dorobili się czworo dzieci. Trzech córek i upragnionego syna. (Dwa razy Babcia poroniła... Chłopców nie mogła donosić).

Sześcioro wnucząt podarowało im sześcioro prawnucząt. Do kolekcji doszły też dwa pra-prawnuki:)

***
Dziadek - odkąd sięgam pamięcią - zawsze wracając z zakupów przynosił Babci czekoladę Wedla z napisem "JEDYNA."

***
Dziadek całe życie pracował zawodowo. Na barkach Babci spoczęło wychowanie dzieci i opieka nad domem. Po wojnie Dziadek kontynuował naukę. Babcia czytała za niego wszystkie lektury i pisała mu streszczenia. Dziadek by utrzymać całą rodzinę pracował całymi dniami. Nie miał czasu na lektury. Uczył się do egzaminów ale na kolejne książki brakowało mu sił. Dyrektor liceum gratulując Dziadkowi egzaminu dojrzałości, gratulował również Babci, wiedząc że to ona mu we wszystkim pomagała.

***
Dziadek był złotą rączką. Umiał wszystko naprawić. Śmialiśmy się, że z trzech zepsutych długopisów jest w stanie złożyć suszarkę. Kompletnie nie umiał gotować. Mówił zawsze, że codziennie modli się, by to on pierwszy umarł, bo w innym razie to on umrze z głodu.

Modlitwy zostały wysłuchane.

***
Dziadek całe życie był wysokim, postawnym mężczyzną. Z czasem i on stawał się przychylony do ziemi. Malał. Zaczął chodzić już o lasce. Trzy lata temu miał wypadek. Wybrał się jak co niedzielę do kościoła. Padało, więc zamiast laski wziął parasol. Poślizgnął się i złamał biodro. Natychmiastowa operacja. Rezygnacja w jego oczach. Przykuty do łóżka zapadł się w sobie, wychudł, zmalał jeszcze bardziej. Krótko po wypadku byliśmy akurat w PL. Widoku Dziadka nie zapomnę do końca życia. Wyglądał jakby leżał na katafalku. Z zamkniętymi oczami bez jakichkolwiek oznak życia...
Siedziałam na brzegu jego łóżka i rozmawiałam z moją ukochaną Chrzestną - jego najstarszą córką. Ciocia opowiadała właśnie o tym wypadku. W pewnym momencie ze złością powiedziała, że te wszystkie jego parasole i laski powinna mu powyrzucać! Na to Dziadek zagrzmiał tubalnym tonem:
- ELŻBIETA!!! TY MI NIC JUŻ NIE WYRZUCAJ!!!

Po tygodniu Dziadek nabrał sił i uwierzył, że jeszcze może żyć. Zaczął żmudną rehabilitację. Codziennie zmagał się ze słabościami ciała jeszcze przez dwa lata. Praktycznie cały czas jeszcze był "na chodzie".
Wówczas role się odwróciły. To dzieci przejęły opiekę nad rodzicami. Codzienność była trudna.
Egzamin z miłości zdany celująco...

***
Babci nigdy nie pamiętam płaczącej. Swój żal czy ból chowała głęboko. Zawsze była wesoła, gadatliwa i w nieustannym ruchu. Zawsze dawała nam pieniądze "na lody" i rozpieszczała słodyczami.
Wychowywali ją Dziadkowie. O Matce mówiła niewiele. Lubiła za to opowiadać o swoim ukochanym Dziadku. Czasami wspomniała też o surowej Babce. Zawsze powtarzała, że nie chce być taka jak ona.
I nigdy nie była!!!

Po śmierci Dziadka zmieniła się właściwie z dnia na dzień w zniedołężniałą wymagającą nieustannej opieki osobę.
Tę dziewięćdziesięcioośmioletnią kobietę złamał dopiero ciężar śmierci kochanego męża... Trzy miesiące po NIM odeszła i ONA...

***
Dziadek zmarł w październiku. W styczniu, tuż przed śmiercią Babci objawił jej się w sennym majaku... Ubrany był w białą komżę i w ręku trzymał koszyczek do święconki. Przyszedł po NIĄ...

***
Wkleiłam Wam ulubione zdjęcie moich Kochanych Dziadków:) Jedno z ostatnich... Roześmiani i zakochani.
Siedemdziesiąt jeden lat razem, dopóki śmierć nas nie rozłączy!


To tyle na dziś. Pa:)












niedziela, 12 sierpnia 2018

O Dobrych Duszach:)

Witajcie:)
Posiadanie bloga niewątpliwie przyczyniło się do powiększenia grona znajomych - niezwykłych osób:) Niezwykłych a do tego z pasją, bo głównie takie blogi przyciągają mnie jak magnes. Lubię osoby, które wychodzą poza schematy codziennej rutyny praca-dom, obowiązki-dom. Jedne lubią pasjami czytać książki, inne przepięknie haftują, fotografują, szyją, majsterkują, malują, dbają o swój bajeczny ogród czy piszą tak, że nie można się oderwać.
Pasja w życiu to jak przyprawy. Każdy może mieć ten sam przepis, ale potrawa wyjdzie inna;)

Mam to szczęście, że z kilkoma blogowiczkami łączy mnie coś więcej:) Jakaś chemia czy coś! No bo jak inaczej nazwać to, że łączą nas głównie wpisy/komentarze na blogach a mimo wszystko jesteśmy dla siebie mniej anonimowe niż reszta:))

I dwie z takiego zacnego grona to Danusie - Anstahe i Dusia:)))
Obydwie Dobre Duszyczki obdarowały nas podczas tych wakacji wyjątkowymi prezentami.

Pierwsze dotarły do nas misternie uszyte misiaki od Anstahe TU. Są jeszcze piękniejsze niż na fotce!!!


Anstahe pod zdjęciem misiów napisała u siebie "chłopak z dziewczyną? braciszek z siostrzyczką?"
a ja odruchowo skomentowałam - "Martusia i Mamelek;) " A Danusia odpisała - "czyli mają nowy dom" i napisała mi maila, że wyśle je do mnie! Wzruszenie i radość. DZIĘKUJEMY PIĘKNIE!!! Misiaki dziś dotarły razem z nami do UK:)) Już się zadomowiły.

A oprócz tego miałyśmy okazję znów ze sobą porozmawiać przez telefon:))) To już zaczyna być mini tradycją podczas moich urlopów w PL;)))

***
A kolejna przesyłka to już TOTALNE zaskoczenie i przemiła wzruszająca niespodzianka od Dusi TU.
Śliczne kolorowe podusie dla moich Maluchów:) Już oczywiście od razu zostały porwane do spania. A Mamelek zauważył, że jego ślimak jest podobny do kota klamkowca, którego też mamy od Dusi!!!


Dla mnie cudna serwetka z pięknym wzorem.


Oraz śliczna zawieszka:) Wszystko pięknie zrobione. A dla mnie szydełko nieustannie poza zasięgiem ogarnięcia;)
DZIĘKUJEMY BARDZO SERDECZNIE!


***
I tak oto dwie Dobre Duszyczki po raz kolejny pokazały swoje wielkie serce!!! Zostaliśmy pięknie obdarowani. A najlepsze jest w tym wszystkim to, że one tak bezinteresownie chciały nam po prostu sprawić radość!!!

To tyle na dziś. Wróciliśmy:) Tu już bez dzikich upałów. Nawet wieczorem popadało;)
Miłego dla Was:) Pa!

niedziela, 5 sierpnia 2018

Prezentowo:)

Witajcie:)
Domki nadal się produkują - co by nie było niedomówień;)))
Pierwszy raz powstały w zestawie
black & white i muszę przyznać, że nawet nie sądziłam, że wyjdą tak fajnie (skromność górą - znowu!!!!)


W ruch poszła tablicówka. Kolory niejako wymuszone sytuacją:) Moja kochana Siostra ma świeżuchno wyremontowany przedpokój właśnie w takich barwach.
Po przyjeździe okazało się, że do miętowo-szarej kuchni też pasują;) Trzeba zrobić następne!

Siostra też zażyczyła sobie bluzkę.
Ps. Chyba założymy manufakturę;)))


***
Jakiś czas temu na świecie pojawiła się mała Emily. Córka przesympatycznych Anglików, których znam od czasu Marty przedszkola:) Ich synuś chodził z moją latoroślą do jednej grupy a teraz widujemy się codziennie przed szkołą.

***
A takie trzydomkowe miasteczko poleciało do Danusi TU .
Miało być szaro i brązowo:) I jest! Stare dechy, klamereczki i zegar. Robiąc je cały czas myślałam o obdarowanej. Byłam u niej w jej pięknym i niezwykle klimatycznym domu i mam nadzieję, że moje domki się tam wpasują;)


A Danusia wysłała nam prześliczne misiaki, które pokażę jak wrócimy z wakacji:)

***
Dzieci na potęgę produkują wszelakie prace plastyczne.
Dziś Mamelek postanowił poprzyklejać je Babci do mebli;)


To tyle na dziś. Wakacje w toku. Upały sprawiły, że większość moich planów, które miałam z tyłu głowy uległy zmianie;) Ale i tak dużo się dzieje!

Buziaki:)

niedziela, 29 lipca 2018

Doczekałam się!

Witajcie:)
Mamelek z Martusią wracają ze szkoły. Robię obiad. Synuś wpada do kuchni i już zaczyna opowieści (które kończą się dopiero jak zasypia;)
Mówię do niego:
- Chodź tu szybko, nie gadaj tyle tylko daj Mamci buziaka.
Synuś daje mi buzi. Po sekundzie:
- Pomyliłem się i dałem Ci buzi w usta.
(Od samego początku uczę Maluchy, że jak buzi to tylko w policzek).
- To szybciutko pocałuj mnie w policzek. A w usta będziesz całował swoją żonę.
- TY BĘDZIESZ MOJĄ ŻONĄ! - (tak, tak, tak - w końcu padły te magiczne słowa, które chyba każda Mama słyszy od swojego synka:)))
- Przecież ja jestem Twoją Mamą i nie mogę być Twoją żoną - mówię, ale banan pozostaje na twarzy.
- Ale ja chcę, żebyś TY była moją żoną.
Na to MąŻ z pokoju u góry woła:
- A chcesz mieć takie siwe włosy jak Tatuś!!!

KURTYNA
I czar chwili prysł;)


***
-  Dzieci, idźcie do ogródka.
- Nie, bo my chcemy do Polski!

***
Obiad.
- Mamo, czy na lotnisku można mieć klej? - zagaja Mamelek.
- Raczej nie - odpowiadam automatycznie.
- A nożyczki? - pyta z nadzieją.
- Nie. Nie można - mówię z pełnym przekonaniem.
- Widzisz, mówiłem Ci - mówi do siostry i jak na komendę spod stołu wyciągają swoje małe plecaczki i zaczynają wyciągać kilka tubek kleju i nożyczki.
Dopadam do ich "bagaży" a tam tooona wszystkiego. Kilo kredek, chusteczki higieniczne, maskotki, kauczuki, długopisy, zabawki itp.
Ku ogólnemu zgorszeniu i niezadowoleniu opróżniam plecaki. Dramat wisi w powietrzu.
- I tak Was sama spakuję - odpalam (niedobra ja!)
***
Zażyczyłam sobie również namalowaną bluzkę i założyłam ją na podróż (mimo, że za bielą nie przepadam;) Cała nasza trójka wystąpiła w takich bluzkach:))

Jesteśmy już w PL - Maluchy się doczekały!!! I na reszcie skończyły się pytania typu - ile się trzeba "wyśpić" do Polski?


To tyle na dziś:) miłej niedzieli!
My się "wakacjujemy" :)
Pa!