sobota, 20 lipca 2019

Luxemburg w trzy dni:)

Witajcie:)
Pierwszy raz od osiemnastu lat wybrałam się na "babski wypad" :) Padło na Luksemburg! Na Booking.com znalazłyśmy świetne mieszkanko i ruszyłyśmy. Specjalne podziękowania dla J.K.M oraz J bez których ten wyjazd pozostałby nadal w sferze niespełnionych marzeń!!!

Samolotem z Londynu to tylko godzinka;))) Ten mało oblegany kierunek okazał się strzałem w dziesiątkę na weekendowy wypad.

Panie i Panowie - przedstawiam Wam stolicę Luksemburga - Luksemburg:)))
Nie będę Wam przytaczała informacji z internetu, każdy może je "wygooglować";)) Tylko nadmienię, że Stare Miasto znajduje się na liście UNESCO.


Widoki przepiękne - zobaczcie sami:)


Obeszłyśmy wszyściusieńko dookoła:) Koleżanka bardzo chciała byśmy zwiedzały na miejskich rowerach ale przekonałam ją że przecież wszędzie blisko:) Nawigacja za każdym razem pokazywała "walking distance" czyli " na pieszo" ;)) Tak że ten, moje na wierzchu;)))


Urzekły mnie budki telefoniczne w kształcie kredek:) Nie mogłam sobie odmówić fotki.


A tak śmiałkowie mogą zobaczyć Luksemburg z lotu ptaka. (Dziękuję nie skorzystam;))) Takim szklanym cudem wjeżdża się na samą górę i delektuje krajobrazem. Boidupki jak ja omijają takie atrakcje szerokim łukiem;)


Kawusię piłyśmy w artystycznej kawiarni, która przypominała mi klimatem te z mojej Bydgoszczy:)
Półki na gazetki z płyt winylowych!


Wszędzie blisko:)


Dla uwielbiających spacery miejscówka idealna:)


Luksemburczycy mają swoją katedrę Notre Dame. Piękne witraże, niezwykły dźwięk organów oraz klamki robią wrażenie.


Muzyczna fontanna upamiętniająca Hämmelsmarsch - starą tradycję luksemburską.  Korowód prowadzony przez muzyków wędrujących wraz z owcami, którzy zapraszali mieszkańców miast i wsi na lokalny targ.


A ostatniego dnia udało nam się troszkę zwiedzić muzeum:))) Pisząc troszkę mam na myśli, że ekspozycji i eksponatów jest ogrom i chyba trzeba by było im poświęcić cały dzień.

Część z obrazami.
Oto te, które podobały mi się najbardziej.


I ten niesamowity! Nie było podane, w którym roku powstał, ale autor zmarł w 1975 roku. Mocno proroczy! Przyjrzyjcie się detalom.


Część z misternie wykonanymi zegarami i meblami z drewna.


Oraz ze znaleziskami archeologicznymi.


"Chcemy pozostać sobą" - taki oto napis w języku luksemburskim widnieje na jednym z balkonów.

A w stolicy głównie króluje francuski, ale dogadacie się też bez problemu po angielsku:)


Prawdą jest też, że jest tam drogo:) Ale podobno paliwo jest tanie;)))

Bardzo dużo ekskluzywnych sklepów z cenami przyprawiającymi o zawrót głowy.
Między innymi Gucci, Louis Vitton, Louboutin, Michael Kors - i inni zapraszają;)

A tu - niech użyję mocno popularnego słowa - creepy wystawa. W rzeczy samej - przyprawiająca o lekkie ciarki na ciele;)))


Byłam, zobaczyłam, wróciłam:) Podobało się:)

To tyle na dziś. Miłego:)

czwartek, 11 lipca 2019

Pirograf w akcji:)

Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z drobiazgiem, który zrobiłam na zakończenie roku szkolnego dla jednego z nauczycieli moich dzieci.
Tak, tak - my jeszcze do 24 lipca pobieżamy do szkoły. A później wakacje!

W związku z tym, że tym razem to PAN a nie pani, to w grę nie mogły wchodzić żadne pudełeczka czy aniołki jakie robiłam w latach poprzednich;)
Pomyślałam więc o podkładce z plastra drewna - pod kubek czy szklankę:)


Drewno wiadomo - moja miłość:) A nowością są wypalane literki! Tak wiem - napis krzywy, ale taki był zamiar by przypominało to ciut napisy wyryte na ławkach czy drzewach. Myślę, że wyszło dość męsko:)

Do tego pan dostanie karteczkę (kupną tym razem:) i mam nadzieję, że będzie miał miłą pamiątkę.

Pirograf - czyli wypalarkę do drewna dostałam już jakiś czas temu od MęŻa na urodziny. Nabrała mocy urzędowej i jej w końcu użyłam;) Też całkiem dobra zabawa. Tylko uwaga - nagrzewa się momentalnie i jest mega gorąca!!!

Myślę sobie, że to nie był nasz ostatni kontakt;)))


To tyle na dziś:)))
Ps. Niech Wam będzie dobrze. Gdziekolwiek Jesteście i cokolwiek robicie:) Pa!

czwartek, 20 czerwca 2019

Takie tam duperele;)

Witajcie:)
Postanowiła dziś uraczyć Cię mój Drogi Czytelniku kilkoma ciekawostkami z mojego życia;) Nie dziękuj, dostajesz to w gratisie z upałami - hi,hi:)
Mimo, że są prawdziwe, to serwuję je oczywiście z przymrużeniem oka, więc PIN - u do konta się nie spodziewaj;)



  1. Nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktów z nowymi ludźmi:) Jednocześnie - jestem ostatnią osobą, która wkręci się do kogoś nowego na kawę lub od razu zaprosi Cię do domu. Jestem otwarta ale mocno wyznaczam swoje granice:)
  2. Uwielbiam chodzić do dentysty:))) A że odziedziczyłam w pakiecie słabe zęby, więc ilość godzin, które zaliczyłam u "zębologa" przybliża się pewnie do setki;)))
  3. Kocham polskie góry. Wygrywają jak dla mnie swoim pięknem z morzem czy oceanem. "Za dzieciaka" bywałam tam niemalże raz w roku:)
  4. Nie lubię lukrecji ani anyżu. Choć ten drugi jestem jeszcze skłonna zaakceptować w postaci małego żółtego cukiereczka;)))
  5. Nie lubię owoców morza ale uwielbiam sushi:)))) 
  6. Ptasie mleczko? Oczywiście, ale tylko Wedla ŚMIETANKOWE!
  7. Aplikacja, bez której chyba już nie umiem funkcjonować? WhatsApp:))) 
  8. Nie oglądam w ogóle telewizji a co za tym idzie - nie śledzę żadnego serialu:)) 
  9. Nie mam facebooka ani konta na instagramie i dobrze mi z tym;)
  10. Ostatnio obejrzany film, który mnie zachwycił? "Green book" oparty na prawdziwych wydarzeniach. Klimat "Nietykalnych". Jak komuś się podobało, to serdecznie polecam:))))
I to tyle na dziś:))) Paaaa:)


poniedziałek, 10 czerwca 2019

Tramwaje i stalaktyty:)

Witajcie:)
Dziś mam dla Was kilka migawek z naszego ostatniego rodzinnego wypadu pod koniec maja. Niezmiernie rzadko zdarzają się nam takie wyjazdy z powodu "niedostępności czasowej" Taty. Tym razem zupełnie przypadkowo okazało się, że ma wolny weekend więc musieliśmy to wykorzystać;)))

Na wycieczkę wybraliśmy się ze znajomymi, którzy mieli dojechać do nas nieco później. Postanowiliśmy najpierw zahaczyć o... WIOSKĘ TRAMWAJOWĄ:)))

Crich Tramway Village - bo o niej mowa, to ciekawe miejsce na rodzinny wypad. I miłe jest też to, że raz wydane pieniądze na rodzinny bilet (40funtów) pozwalają na jeszcze jeden rodzinny wstęp w ciągu dwunastu miesięcy za darmo!


Jest tam fragment starej ulicy, po której na zmianę poruszają się zabytkowe tramwaje. Do tego można obejrzeć pokaźną kolekcję tych starych maszyn w osobnym muzeum na terenie "wioski" (nazwa mocno na wyrost;)))




No nie ukrywam, że najbardziej zainteresowana tymi reliktami przeszłości byłam ja:))) Uwielbiam takie klimaty. Dlatego do samego muzeum dotarłam tylko ja, bo reszta "utknęła" na dużym placu zabaw:))))
Dobrze chociaż, że na samą przejażdżkę zabytkowym tramwajem nie musiałam nikogo namawiać.




Trasa zaskoczyła nas swoją długością a właściwie jej brakiem;) Na ostatnim przystanku - co nas mocno ubawiło - pan motorniczy przy pomocy mega długiego bambusa przekładał metalowe kształtowniki na trakcji. A do tego oparcia przesuwało się w drugą stronę i - jak siedzieliśmy na pierwszych ławkach, tak w stronę powrotną okazało się, że jedziemy jako ostatni.

Wysiedliśmy w połowie trasy, bo zauważyliśmy równoległą ścieżkę obok po której wędrowali ludzie.

Co krok czekały na nas jakieś fajne drewniane dekoracje. Tu jak widać - domino i perkusja. Była też mega "biblioteka" wydrążona w korzeniach wielkiego drzewa.

***
Nasi znajomi dotarli do nas chwilkę przed zamknięciem całej wioski. Wspólnie udaliśmy się do APARTAMENTÓW, w których mieliśmy przenocować. Jak się okazało nasze miejsca noclegowe niewiele miały wspólnego ze swoją szumną nazwą jak i ze zdjęciami, które skusiły nas do ich wynajęcia;)) Z serii - serdecznie NIE polecam. Najdroższe były chyba wypasione mikrofalówki z całego wyposażenia! Co ciekawe - nawet nie było się komu pożalić, bo owe apartamenty były całkowicie "bezzałogowe". Mailem dostaliśmy kod do głównych drzwi i szyfr do maciupeńkich skrzyneczek, w których znajdowały się nasze klucze.

Po śniadaniu ruszyliśmy w drogę. Postanowiliśmy zwiedzić jaskinię. Padło na Poole`s Cavern w Buxton Country Park. I nie uwierzycie - odkąd jesteśmy w UK - byliśmy tu chyba tylko w trzech jaskiniach i w tej już też;))) Ach ta pamięć! Kompletnie o tym zapomnieliśmy. Ale to była jeszcze era "przeddzieciowa".

Zdjęcia nie oddają klimatu a szkoda, bo było fajnie. W odróżnieniu od polskich jaskiń, które znam ta miała "normalną podłogę" czyli chodnik, co pozwalało, że nasz przewodnik przebywał tam w... sandałach;))


***
A dziś pan taksówkarz zrobił mi dzień:))) Wracaliśmy w trójkę od fryzjera - pieszy powrót nie wchodził w grę, bo tu LEJE od wczorajszego wieczoru... Bez komentarza... Ma tak być jeszcze do czwartku!

Dostałam smsa, że taksówka już jest i zaczęliśmy się szybciutko ubierać. Ale jak wiadomo z dziećmi szybciutko nabiera nowego znaczenia;))) Pan taksówkarz zadzwonił, więc wyjaśniam że już idziemy. Każdy z nas dzierży parasol, więc instruuję dzieci przed wejściem. "Zamknąć parasol i wchodzić". Dzieci te mokre parasole zaczynają kłaść na tapicerkę (na szczęście skórzaną), więc wołam
"PARASOL na dół, parasol na dół, parasol na dół!!!" Podchwycił to w lot pan kierowca (Hindus) i łamaną polszczyzną zaczyna mnie naśladować "parasol na dół, parasol na dół". Za chwilę wymyśla do tego melodię i zaczyna rapować:)))) No śmiałam się na cały głos!!! Uwielbiam takich pozytywnych ludzi.
Wytłumaczyłam mu później co to znaczy:)

***
To tyle na dziś. Miłego!
ps. Wiem, że u Was żar z nieba. "Zazdraszczam"!!!

poniedziałek, 27 maja 2019

U nas w maju:)

Witajcie:)
W związku z Komunią pewnej dziewczynki dostałam zamówienie na pudełko na tę okazję. Zastanawiałam się jakich papierów użyć.
Te w liście i białe kwiaty wydały mi się odpowiednie. Do tego wymyśliłam symboliczny różaniec z różowych koralików. Po każdej dziesiątce nawlekłam blado żółty, by je oddzielić. Kwiatki to gotowce.


Grafika z internetu plus na wierzchu gotowy napis z tekturki.



***
A w związku z tym, że i moja Martusia miała I Komunię Świętą - Anstahe (anstahe.blogspot.co.uk) czyli Danusia wysłała mojej córci - PRZEŚLICZNĄ Tildę Komunijną!!!
DZIĘKUJĘ ogromnie za przemiły gest i CUDOWNĄ pamiątkę dla mojej Martusi:)

***
Przed samą Komunią do Marty przyszła pocztą kartka  z życzeniami. Podaję jej kopertę.
- Ciekawe od kogo? - zastanawiam się głośno.
- Od Jezusa - ze spokojem odpowiada Marcel.
***
Zgłosiłam się na ochotnika, że zrobię jedną z dekoracji do kościoła. Pierwotnie chciałam wyciąć hostię z kartonu. Koleżanka poradziła mi styropian i obiecała go dostarczyć. Zwlekała z tym dość długo (m.in. dlatego, że jeden pokruszyła jej córcia na amen;) Tu nigdzie nie mogłam dostać. Pytałam po znajomych i nic. Aż razu pewnego dosłownie dwa domy dalej stał sobie nowiusi styropianik i czekał na mnie. Przygarnęłam go a jakże;) Wycięłam koło i położyłam na szafę by się nie kurzyło. Gdy zmierzyłam miejsce docelowe w kościele okazało się, że muszę przyciąć jeszcze, bo jest zbyt duże. Przycięłam, zakupiłam białe prześcieradło do obłożenia i zabrałam się do klejenia. I wiecie co się okazało?!?! No kurka człowiek się uczy całe życie;)) Styropian się topi pod wpływem kleju na gorąco! Hostia mi wyszła obśrupana okrutnie... Pożaliłam się razu pewnego Reni (z blogu tajemniczakawiarenka.blogspot.co.uk) i ona uratowała sytuację! Poprosiła męża by wymyślił jakieś koło. On wyciął je w cienkiej płycie i w dodatku zamontował z tyłu haczyk. DZIĘKUJĘ WAM BARDZO!!! Koło pomalowałam. Nakleiłam litery IHS (z nimi też był mały kłopot, bo pierwotny kolor - czyli złoty wyszedł kiepsko i ostatecznie zdecydowałam się na żółty) plus Jezusa z barankiem. To jeszcze nie był koniec historii. Pięć dni przed dekorowaniem kościoła okazało się, że nie mam dwóch zdjęć dzieci... Albo nie przysłali mi w zamówieniu, albo gdzieś przepadły. Raczej to pierwsze... W nocy na szybko zamawiałam kartki z tymi dziećmi (zamiast fotek by w ogóle móc coś powiesić). A rano poprosiłam koleżankę by mi je wywołała. Chciałam mieć pewność, że będę to miała albo w formie kartek albo zdjęć. Uff, fotki dotarły dekoracja mogła zawisnąć:)

***
To tyle na dziś:)
Miłego i słonka:) paaa


piątek, 17 maja 2019

Granatowa sześćdziesiątka:)

Witajcie:)
Wszelkie okrągłe urodziny budzą zazwyczaj ogrom emocji. Zastanawiamy się czym obdarować szanownego solenizanta:)
Koleżanki z mojej pracy (z innego działu) zamówiły dla swojej znajomej... moje domki:)
No miło mi;)
Kolory były określone. KONIECZNIE granatowy, szary i ciut brązu.
Granat nijak mi się do wizji moich domków odnosił. Ale cóż - klient nasz pan;)


Z granatem i domkami to kojarzył mi się styl marynistyczny. Pomysł odpadł w przedbiegach. Kombinowałam dalej. I z tych moich kombinacji wyszło mi takie miasteczko.
Pierwszy domek z GRANATOWYM dachem i serduszkiem, które bardzo mi się podoba


Drugi z brązowym dachem, zegarem i pękiem kluczy.


A trzeci - w kolorze jeansowym (musicie mi uwierzyć na słowo;)) z girlandą i latarenką.


Osobie zamawiającej zestaw się podobał. Mam nadzieję, że solenizantce też;)
***
Miałam się ostatnio zabrać za robienie bigosu, więc do listy zakupów dołączyłam kapustę. MąŻ przyjechał z tym:


Dla porównania łyżeczka do herbaty:))) Pytam - i jak mam z tego zrobić bigos?
- Wybrałem NAJWIĘKSZĄ!
***
Miłego dnia moi mili.
 (Danusiu, dziękuję za słowa wsparcia:*)

Paaaaaa!

wtorek, 7 maja 2019

Exploding box dla Milenki:)

Witajcie:)
Dawno nie było exploding boxu na moim blogu:) To proszę bardzo. Mała Milenka miała mieć urodzinki. Nie byle jakie, bo PIERWSZE!
Dowolność wszelaka w interpretacji zadania zaowocowała takim oto pudełeczkiem.


Ulubiony motyw girlandy, który przewija się u mnie w przeróżnych pracach. Drukarka DYMO, którą bardzo lubię za łatwość użycia i ciekawy efekt. Kolory takie mocno pastelowe sielsko-anielskie.

Tekturkowe body i skarpeta uzupełniają całość.


Kwiatek gotowy. Listki plastikowe a różowe dodatki, to tak właściwie "pręciki kwiatków":) Maleńki motylek z dziurkacza. Karteczka z "Just for you" to tag.


Każda moja praca powstaje w jednym egzemplarzu nie do powtórzenia;) Nie korzystam z wykrojników (jak widać;), więc nie mam identycznych elementów. Tylko niektóre dodatki mogą się dublować (np. naklejki) ale je też przeważnie modyfikuję. Tak, że ten - zamówień na ślub w ilości 100 identycznych sztuk Wam nie zrobię;)


Osobno wieczko od pudełka, na którym przysiadły dwa motyle:)


***
MąŻ wraca z koncertu bardzo późno. Jest noc. Cały dom śpi. Budzi mnie dziwne donośne dudnienie z kuchni. Zerkam na zegar 1.00. Zbiegam na dół w panice, bo nie mogę zdefiniować źródła hałasu. MąŻ robi schabowe...
Kurtyna.

To tyle na dziś:)) Pa:))