wtorek, 7 kwietnia 2020

Wielkanocne produkcje:)

Witajcie:)
Powstał jeszcze jeden domek. W podobnym klimacie co te z zeszłego wpisu. Jak to dobrze, że D. przywiózł mi jakiś czas temu zapas takich deseczek:)

Domek w różu, złocie i szarościach. Jajeczka, piórka, kwiatki i motylki. No i oczywiście gniazdko:)


Powstały też dwie karteczki. Zrobiłam je chyba już w lutym, bo miałam w planach zrobić ich więcej... Sytuacja jest jaka jest - czyli w tym roku nie wysyłamy kartek, to i zaprzestałam ich produkcji...

A te dwie będą na przyszły rok.
Tu króluje niebieski, żółty i pomarańczowy. Zajączek, bazie i jajeczka.


Tu - z kolei - fiolety, granaty i zieleń oraz zajączkowa para. Gotowe elementy mam z zeszłorocznej kolekcji z Empiku:)


***
Ściskam mocno i pozdrawiam. Osobne ciepłe myśli kieruję do tych wszystkich, którzy muszą chodzić do pracy. Dużo zdrowia i wytrwałości.



piątek, 3 kwietnia 2020

Domki z gniazdkiem:)

Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z kolejnymi domkami w klimacie WIELKANOCNYM.
Kilka słonecznych dni pozwoliły mi na to bym mogła znów wyjść z piłą i szlifierką do ogródka. Koleżanka poprosiła mnie o dwa domki. Jeden pastelowy a jeden w niebieskościach. Trzeci powstał w ramach niespodzianki:)


Niespodzianką był sam domek. Ja poprosiłam tylko o ulubione kolory. Szary, zielony i czerwony. Tego ostatniego nie uwzględniłam, bo wiem że dotyczy głównie ubrań;)


Sizal, piórko, nakrapiane złotem styropianowe jajeczka, krepa, motyl oraz brzozowe gałązki. I oczywiście klej na gorąco:)))


Tu królują naturalne kolory, biel i pudrowy róż.


Ktoś dostrzeże te dwa maciupeńkie motylki?


Dla miłośniczki niebieskości. Dla kontrastu kropla żółtego.
Do zdjęć pozowały również pisanki od Dusi TU.


Kwiatek dziergany przez moją Mamcię na szydełku:)




Praca przy domkach to doskonała odskocznia od niecodziennej codzienności...
***
ps. Zaczęłam czytać "Początek" Dana Brown`a a tam motto - słowa Josepha Cambella:
 "Musimy zrezygnować z planów na życie, żeby przeżyć to, co naprawdę nas czeka."

...jakież to prawdziwe...

Uściski. Przesyłam mnóstwo dobrej energii:)))
                          



poniedziałek, 23 marca 2020

Uśmiechnij się:)

Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z naszymi pierdołkami na poprawę nastroju. Czasy są jakie są, ale trochę humoru nie zaszkodzi by poprawić odporność:)

Mam nadzieję, że jeszcze tu tego nie pokazywałam;)

W Polskiej Sobotniej Szkole Mamelek miał uzupełnić drzewo genealogiczne. A że chwilowo był z siostrą na wojennej ścieżce - to voilà
Portret Marty powala urodą:)


Moje Maluchy pytały mnie kiedyś jak to jest z wiekiem dzieci, które się rodzą. Odpowiedziałam, że najpierw mają kilka godzin, dni, tygodni itd. Ostatnio zafascynowały się "Plastusiowym Pamiętnikiem" - i o to kartka z pamiętnika... Oczywiście z kleksem z kałamarza;)))


A to córcia przyniosła z Polskiej Sobotniej Szkoły:))) Szczerość dzieci jest powalająca!


Sprzątam łazienkę. Dzieci mają szlaban na słodycze (bo dzień wcześniej same spałaszowały nadprogramową ilość). Mamelek wręcza mi to:


I nie. Nie głodzę dzieci:) To jego "jestem głodny" dotyczy słodkości!

***
Dzieci bardzo chciały kupić opaski na oczy do spania. Powiedziałam im, że nie potrzebujemy kupować, bo mamy je w domu. Muszę je tylko znaleźć. One poszły spać. Rano ja poszłam do pracy a jak wróciłam, to w ich pokoju znalazłam to:)


***
A na koniec muszę się "pochwalić" własnym wyczynem;) Wyprałam zasłony w sypialni. To są a właściwie były zasłony "blackout" nieprzepuszczające światła. I tak, prałam je już kilka razy i wszystko było ok. Tym razem jednak nie:)))
Dodam, że świeżo odkurzyłam dywan!!! A tu śnieg!!! Najpierw sądziłam,  że w bębnie zaplątała się chusteczka higieniczna... Prawda okazała się być bardziej bolesna. Zdrapywałam szczątki tej gumowatej materii DWIE godziny. Efekt nie powala, ale chwilowo lepszy nie będzie;)))


Tak że ten, ciut jaśniej jest teraz;)))


To tyle na dziś. Trzymajcie się zdrowo i nie dajcie się ponurym nastrojom! Zostańcie w domu i bądźcie dla siebie mili. Ściskam mocno i pamiętajcie o bliskich.
Buziaki:*

sobota, 14 marca 2020

Flamingo and fox DIY:)

Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z kostiumami moich dzieci, z okazji "Book day".
Marcel zażyczył sobie liska a dla Marty wybrałam flaminga, który chodził mi po głowie od zeszłego roku;)


Pamiętacie sukienkę Björk z łabędziem, która wzbudziła niesamowitą sensację? To ona była zalążkiem naszego flaminga. Różne inne podobne klimaty podpatrzone w internecie, ale summa summarum nasz strój jest i tak zupełnie inny. Dlaczego spytasz Drogi Czytelniku? Otóż dlatego, że powstał z tego co było pod ręką + różowego boa kupionego specjalnie na tę okoliczność.


Bazą jest spódniczka, którą już raz wykorzystałam - przy okazji kostiumu Wiosennej Wróżki:) Oczywiście klejem na gorąco przyczepiłam do niej piórka. Do bluzeczki przykleiłam SZALIK by przykryć aplikację. Tu mała podpowiedź - gdyby kiedyś coś - uwaga jak kleisz, bo ja zrobiłam niemalże na styk i ledwo wcisnęłam na moją szczupluteńką córcię;) Z szalika również powstała szyja i głowa flaminga. Szyłam ręcznie, ale poszło szybciutko. Pracę umilałam słuchając słuchowisk kryminalnych z YT;)


Szyja jest doczepiona na stałe, ale ruchoma co umożliwiło ubranie kostiumu. Dziób i oko z filcu:) Na całej długości dokleiłam pióra oczywiście parząc sobie niemiłosiernie paluchy:( Początkowo chciałam doszyć to boa, ale nie udało mi się.
No i w pasie też jest przyklejone boa. Cały dom jak dno klatki dla papugi - tonął w piórach;)))
Flaminga wypchałam wypełnieniem do poduszek a pod szyję przymocowałam biały tiul by była bardziej widoczna głowa.


Strój lisa - to maska, ogon, pomarańczowe rajstopy i tułów. Brzuch to puchate wypełnienie poduszki:)
Ogon uszyłam z filcu, który podarowała mi Renia z bloga Tajemnicza Kawiarenka (Dziękuję Ci bardzo!!!)



Ogon też uszyty ręcznie. Polar jest cudownym materiałem do szycia! Na wierzch przyszyłam biały filc. Marcel najbardziej był zachwycony ogonem!!!
***
To tyle na dziś. Przesyłam uściski i buziaki. Mimo, że w UK nie ogłoszono oficjalnie kwarantanny - to siedzimy na dupkach w domu co i Wam radzę.
I kochani - nie dajmy się zwariować tysiącem niesprawdzonych informacji przesyłanych przez wszelkie dostępne środki przekazu (Messengery, Whatsappy, Facebooki czy smsy). Konkretnych informacji szukajcie na stronach rządowych.
Dużo zdrowia i siły na ten czas:*

środa, 4 marca 2020

Znów gdzieś:)

Witajcie:)
Znów tyle się działo, że nie ma kiedy o tym napisać;)
W telegraficznym skrócie bardzo wybiórczo zdam Wam dzisiaj relację.
Jakiś czas temu wybraliśmy się ponownie do Coventry do Muzeum Transportu.




Jakież było nasze zdziwienie, gdy na miejscu okazało się, że wstęp jest płatny. Z darmowej wizyty przejść na bilet rodzinny za 35 funtów, to całkiem sporo... Co prawda możemy ten bilet wykorzystać przez cały rok tyle razy ile nam się żywnie spodoba... ale nie oszukujmy się. Pewnie tam w przeciągu 365 dni nie trafimy;)

Tak czy siak i tak lubię to muzeum i nie żałuję, że znów tam pojechaliśmy:)
Bardzo dużo ekspozycji i ciekawych faktów.

***
W minioną niedzielę wybraliśmy się do Birmingham do dworku Aston Hall. Był tzw. dzień otwarty czyli wstęp darmowy;) Tak, że ten - równowaga w przyrodzie została zachowana.



W środku bardzo ładnie, tylko niestety proszono by fotki robić tylko do użytku własnego. A najlepsza zabawa dla naszych dzieci to była zabawa w szukanego w ogrodzie i pobliskim parku:)
***
Chciałam napisać coś jeszcze ale nie mogę wgrać więcej zdjęć (uroki publikacji postów z telefonu;)
Nie będę walczyć z wiatrakami.
Przesyłam uściski z OCZYWIŚCIE że deszczowej Anglii:)

poniedziałek, 17 lutego 2020

Muzeum, sześć palców i nadzieja:)

Witajcie:)
W sobotę wybraliśmy się do Londynu by odwiedzić Muzeum Historii Naturalnej. Mamelek wybierał muzeum:) Byliśmy tam trzy lata temu i już Wam o nim pisałam. To miejsce jest niesamowite!



Najwięcej fotek natrzaskałam minerałom:)
Kolor też najbardziej skusił mnie jeden, choć wybór był olbrzymi!







Niestety mojego zachwytu nie podzielała tym razem młodsza część ekipy;) Najbardziej zmęczona była Martusia a Mamelek wyrwał focha, bo nie chciałam mu nic kupić w sklepiku muzeum. W sumie to nawet chciałam i nawet z nim tam weszłam ale ceny mnie powaliły;)

Pogoda i tak była jak zwykle deszczowa. Miałam nadzieję, że skoro wyjście w plener odpada, to takie muzeum będzie ciekawą alternatywą. Nadzieja umiera ostatnia;)
***
Siedzimy w kościele. Mamelek w pewnym momencie mówi do mnie.
- Dobrze, że nie urodziłem się z czymś dziwnym.
- ?
- No, że na przykład nie mam sześciu palców.
- Dobrze - utwierdzam go w przekonaniu.
Po chwili dodaje.
- Ale może być coś dobrego, że ktoś się urodził z sześcioma palcami!
- ?
- Nie może pokazać "middle finger" !

(middle finger - środkowy palec czyli - angielskie f..k you a nasze p...l się)
***
Walentynki

Mój synek jakiś czas temu zakochał się w koleżance z klasy Elli. Spytałam go kiedyś rano, która to jej mama. Niestety to jedna z tych, która jakoś niespecjalnie przypadła mi do gustu, bo nawet się nie potrafi z resztą przywitać. Mówię więc lekko żartobliwym tonem:
- Nie lubię jej mamy. Znajdź sobie inną dziewczynę.
Tego samego dnia przychodzę go odebrać z zajęć a on do mnie.
- Już mam inną dziewczynę. Amelię!

Amelii mamę lubię:)))
Tak że ten. Synuś ma nową dziewczynę.
***
Dwa tygodnie przed Dniem Zakochanych
zaproponowałam moim dzieciom robienie "Walentynek". Mamelek stwierdził, że kupi czekoladę i ją przyklei do kartki.
Poradziłam mu by zrobił pudełeczko, do którego schowa słodkości i prezent. Z wielkim zapałem zabrał się do dzieła. Przeżywał strasznie i odliczał kiedy wręczy swojej dziewczynie prezent. Wszystkich w klasie w WIELKIM SEKRECIE powiadomił o swoich planach.

Dzień przed Walentynkami spytał mnie czy można się całować w szkole.

W Dzień Zakochanych mówi do mnie po śniadaniu:
- Dziś muszę długo myć zęby, bo Amelia da mi buzi!

Niestety Amelia tego dnia była chora...
***
To tyle na dziś. Miłego dla Was:*

niedziela, 9 lutego 2020

Mięso i książki:)

Witajcie:)
Zacznę od akcji, która rozbawiła mnie do łez;)
Moja Siostra ma w pracy koleżankę mocno "rzucającą mięsem". Jak się okazuje w domu jest podobnie. Poszła z rodzinką na zakupy (m.in. z trzyletnim synkiem). By mały się nie nudził poszli z nim do bawialni. Synuś bawi się bawi. Nagle z oczu stracił rodziców i na cały głos woła:
- Gdzie jesteście CH*UJE!!?!?
Zawstydzona mama dobiega do dziecka i mówi:
- KIJE, kije chciałeś powiedzieć!
- Nie. CH*UJE !- odparł zdecydowanie synek.

Kurtyna.
***
Kolejne dwie części Chyłki za mną. "Umorzenie" i "Wyrok". Czytam już tylko z uprzejmości, bo fantazja autora wykracza poza moje ramy;)  Chyba się już z panem "Mrozem" pożegnam;)

Ale jeden tekścik dobry. O ile dobrze pamiętam z "Wyroku".
" W gruncie rzeczy jesteś dość tępa. Nie wylałabyś wody z kalosza, nawet gdyby instrukcję, jak to zrobić, umieszczono na podeszwie."


***
Za to serdecznie polecam "Uniesienie" Stephena Kinga.
W liceum zaczytywałam się jego horrorami. Uwielbiałam. Bałam się jak cholera, ale czytałam:) Później mi przeszło.
Zupełnie przez przypadek trafiła do mych rąk ta książka. Uspokajam. To absolutnie nie jest horror. Czyta się to szybciutko (mi zajęło jakąś godzinkę).

Facet zaczyna tracić na wadze. Pół kilograma dziennie a mimo to jego ciało absolutnie się nie zmienia! Jak to wytłumaczyć? A do tego małomiasteczkowe uprzedzenia.

Castle Rock - to miejsce, w którym dzieją się dziwne rzeczy...

(Jest serial pod tym samym tytułem - CASTLE ROCK. Pierwszy sezon za mną. Też polecam:)

Kiedyś pisałam, że nie oglądam TV i seriali. I jest tak nadal:) Wyjątek robię tylko, gdy mam możliwość obejrzenia już CAŁEGO serialu w dowolnym dla mnie czasie. Zazwyczaj zarywam pół nocy i cięgiem oglądam całość;))


***
Moje dzieci poznały już dużo marek samochodów i z radością rozpoznają je na ulicy. Wracamy ze szkoły i Mamelek woła:
- O Mamo, patrz SCENIC!
- Tak, brawo.
Po chwili dodaje:
- To tak samo się nazywa jak to co się zakłada na cycusie!!!
***
To tyle na dziś. Miłego dla Was:)