niedziela, 18 listopada 2018

Jesienne dywagacje...

Witajcie:)
Jesień sprzyja "domowaniu". Dobrze jest mieć gdzieś swoją przystań, gdzie można schronić się przed wiatrem, deszczem, przed wkurzającym dniem i przeczekać do wiosny. Niezbędne atrybuty jesiennych dni to ciepłe kapciochy, koc i herbata (taca od SCHABIKOWO:)



***
Pamiętam jak za dzieciaka wkurzało mnie jak chicagowscy patrioci wielce opowiadali o miłości do ojczyzny. Organizowali polonijne festyny, zabiegali o możliwość głosowania na nowego prezydenta RP czy odsłaniali kolejny pomnik polskiego bohatera w USA. Ale jeśli ktoś ich pytał o powrót do Polski, to każdy mówił, że TU (czytaj na obczyźnie) ma już swój dom... Nie mogłam zrozumieć jak ktoś może tak bardzo kochać swój kraj a nie chce do niego wrócić...

A teraz ja - o ironio losu - wychowana na patriotycznych apelach, znająca podniosłe wiersze o Polsce, płacząca na hymnie polski z okazji stulecia niepodległości sama jestem w potrzasku. Serce tam a dupa (przepraszam co wrażliwszych za słowo) tu.
Nie, nie oszukuję się. Nigdy TU nie poczuję się jak u siebie... ale już TAM czuję się nieswojo... Ponad trzynaście lat z dala od DOMU robi swoje... Nie zarzekam się co do naszej przyszłości. Może zostaniemy tu już na zawsze a może jednak wrócimy?
Tu mamy własny dom (kredytu hipotecznego zostało już niewiele do spłacenia), oboje pracujemy dzieci chodzą do szkoły... A tam nasi bliscy...

I tak - kocham Polskę, kocham moją Bydgoszcz ale czy jestem w stanie znów na nowo się tam zaaklimatyzować? Moja lista ZA i PRZECIW jest długa i uzupełniana od lat. Sama jestem ciekawa jak to będzie...



***
A na koniec, żeby nie było zbyt melancholijnie, to spieszę by powiadomić, że ROBÓTKA 2018 już ruszyła!!! Serdecznie zapraszam:))) Szczegóły TU

W wielkim skrócie - jest taki dom w NIEGOWIE, gdzie "dzieciaki-starszaki" odnalazły swoją nową rodzinę. Każdy z nich - czy to ze względu na wiek, chorobę czy stopień niepełnosprawności zostanie w tym domu już na zawsze. Opiekunowie robią co w ich mocy by czuli się tam dobrze, ale bywa, że  tęsknoty i smuteczki wyrywają się do prawdziwych rodzin - a tych już niestety nie ma lub nigdy nie było...  I dla tego powstała ROBÓTKA - by móc kartką czy listem przytulić do serca jakiegoś Niegowiaka:)))


***
Miłego tygodnia:) Pa:)





czwartek, 8 listopada 2018

Awokado i lekarz:)

Witajcie:)
Dotarła do mnie paczka, którą sama do siebie wysłałam z PL ;) A w niej m.in. taca, którą wygrałam w Schabikowie TU. Arletko, bardzo dziękuję:))) Taca jest duża, idealna na śniadania do łóżka (tylko nie ma komu;))) lub na popołudniowe herbatki.

Jest drewniana, niebieska i z czarnym tablicowym środkiem:)) Super!


I mam dla Was totalnie nie INSTAGRAMOWĄ fotkę mojego śniadania;) No, bo jakże to tak? Dwa różnokolorowe kubki i na jednym dziwny osad. Ano tak wygląda śniadanie bez filtra i ściemy;))) A ten dziwny płyn to herbata z mlekiem. No i kawa, bo tak jak już kiedyś pisałam - rano musi być jedno i drugie;))

Instagramowe jest być może tylko awokado. I tu ciekawa anegdotka;))) Z awokado nie było miłości od pierwszego wejrzenia! Absolutnie nie!!! Wieki temu (w erze przeddzieciowej) robiliśmy imprezkę, na której miała być wegetarianka. W pracy głośno zastanawiałam się nad menu i koleżanka życzliwie podała mi przepis na extra sałatkę z rzeczonym awokado. Narobiłam ilości przemysłowe. Dumna i blada zasiadłam do stołu i częstuję gości. Sobie też nakładam, bo lubię sprawdzać jak smakuje, to co zrobiłam. I fuj, tfu!!! Jakież to było paskudne!!! Przeprosiłam koleżankę, zabrałam szybko sałatkę ze stołu i od razu wylądowała w koszu... Uraz do awokado potężny trwał ponad dziewięć lat!!! I całkiem niedawno skusiłam się by kupić awokado. Oczywiście później o nim zapomniałam, bo wszak nie był to dla mnie produkt pierwszej potrzeby. Po długim czasie odnalazłam go w czeluściach lodówkowej szuflady, obrałam i zjadłam (z lekką taką niepewnością). PYYYYCHOTA!!! Bo wiecie co się okazało?!? Za pierwszym razem wrzuciłam do sałatki twarde jak kamień awokado. Skąd ja mogłam wiedzieć, że to musi być mięciusie;))) Tego mi koleżanka (zapewne sądząc, że to oczywista oczywistość) nie powiedziała!

***
Akcja z wczoraj. Dzwonię do lekarza. Oczywiście rejestrujesz się tu telefonicznie i na tę czynność musisz sobie zarezerwować - przy dobrych wiatrach - pół godziny w porywach do czterdziestu minut. Pani spytała czy to rutynowa wizyta, więc ja sądząc, że to pytanie pro forma, że tak. Na to ona - termin na piątego grudnia. (Pomijam już, że coś krzaczyło na linii i trzy razy pytałam ją o ten termin, bo ciągle zjadało słowa właśnie na dacie, którą podawała;)))) No to lekko wystraszona odległym terminem mówię, że to raczej pilna sprawa (no może nie ratuj życie, ale jednak). To pani stwierdziła, że skonsultuje to z lekarzem a on do mnie oddzwoni. "Kiedy?" , "jeszcze dziś rano". Wsiadłam na rower i w duchu zastanawiam się kiedy zadzwoni, bo nie mogę mieć przy sobie telefonu w pracy. Oczywiście w takiej wyjątkowej sytuacji jak ta muszą zrobić dla mnie wyjątek;) Dojeżdżam już niemalże do pracy (dzielą mnie może cztery minuty; nie pytajcie mnie o kilometry, bo przecież kierowcą nie jestem;))) I dzwoni doktorek - "Słucham w czym mogę pomóc"? Naświetlam sprawę, odpowiadam na pytania i lekarz stwierdza, że jednak chce mnie DZIŚ widzieć!!! Cudnie! Podaje mi nawet dwie godziny do wyboru (za dwadzieścia minut - "panie doktorze, ja już jestem przy pracy i muszę zawrócić!" oraz za półtorej godziny - znacznie lepiej.) Schodzę z roweru, obracam go w przeciwną stronę i zawracam. Jeszcze tylko telefon do mojej szefowej by szybko wklepała mi dzień wolny i gotowe;)))

A pani rejestratorka nie mogła tak od razu skoro i tak było miejsce;) Eh, ech;)))

To tyle u mnie. Miłego;)
Ps. A jak tam Wam jesień mija?

sobota, 3 listopada 2018

Polski przerywnik;)

Witajcie:)
Za nami kolejny wyjazd do PL. Dużo, dużo się działo. Mocno i intensywnie. Czyli przerywnik w codzienności;) Zaliczone kino, lodowisko, grota solna i impreza w klubie (dawno się tak nie uśmiałam;)))) To tylko niektóre z atrakcji.

Na specjalne zamówienie mojej siostry powstał wieżowiec, który zawiśnie u niej w przedpokoju. Poprzednie dwa domki znalazły schronienie w jej kuchni;)



Zacznę od tego, że na początku października odbyło się spotkanie klasowe z mojego liceum:)) Niestety nie dane mi było w nim uczestniczyć, bo my od dawna mieliśmy bilety kupione na  kolejny half term (czyli przerwę szkolną). Koleżanka, która wpadła na zorganizowanie całej imprezy poprosiła by osoby, nie mogące pojawić się na tej imprezie nagrały jakiś krótki filmik (który później przy wszystkich wyświetlono).

Na drugi dzień zostałam zasypana fotkami ze spotkania. Niezmiernie było miło zobaczyć te znajome twarze:))) Filmiki nieobecnych też do mnie dotarły. A wieczorem jeszcze tego samego dnia na whatsapp została utworzona specjalna grupa uczniów mojej klasy:))) I zaczęło się wspominanie... Przesyłaliśmy sobie stare fotki i aktualne zdjęcia naszych rodzin.

Z trzema osobami udało mi się spotkać!!! To były niezwykłe rozmowy. Jakby czas nigdy nie poszybował do przodu a my byśmy się widzieli ostatni raz tydzień temu. No może miesiąc;)))

I tu mam propozycję dla Was. Może i Wy porwiecie się na zorganizowanie takiego spotkania? Wspaniała sprawa! Poprzednie mieliśmy dziesięć lat temu:))) Mocno nieformalnie w pubie. Też było fajnie. A teraz - w restauracji - my już "ciut bardziej" wyrośnięci, bardziej dojrzali.

***
Udało mi się też być na sztuce teatralnej w sali widowiskowej fordońskiej  Fundacji "Wiatrak":)))
Bardzo dobre przedstawienie. Sztuka napisana tak dawno temu a nadal niezmiernie aktualna... Miłość, małżeństwo, rodzicielstwo... trudy i radości.


***
Za mną spotkania z Rodzinką i bliskimi. Dobre rozmowy twarzą w twarz i te przez telefon (dziękuję Danusiu za dobre wiadomości:)))
Wszystkie moje wyjścia były możliwe jak zawsze tylko i wyłącznie dzięki mojej kochanej Mamci, która opiekowała się moimi (niekoniecznie grzecznymi Maluchami).
Dziękuję Ci kochana z całego serca!!!

***
Jesień na dobre zawitała do UK. Trzeba było pomyśleć o zmianach w domku. W związku z tym powstał jesienny wianek. Sztuczne dodatki przeplatają się z naturalnymi. Jestem zadowolona z efektu:)


***
Miłego weekendu! Pa:)))

Beatko Ataboh czekam na odpowiedź na maila w sprawie zabawy "podaj dalej".

Ps. Lubicie takie sentymentalne spotkania?

niedziela, 28 października 2018

Podaj dalej - zapraszam do mnie:)

Witajcie:)
Dawno, dawno temu zapisałam się do niesamowicie utalentowanej Bożenki TU na zabawę "podaj dalej". Wiedziałam, że robi cuda, ale zobaczyć te cuda na żywo to dopiero coś!!! No a być w ich posiadaniu to dopiero moc:)))

Idealnie przed naszym ostatnim w tym roku wyjazdem do PL Bożenka wysłała mi maila. Długo nie musiałam czekać na przesyłkę. Oniemiałam całkowicie!!! Gdy tylko zobaczyłam ICH na blogu, wiedziałam że są świetni, ale na żywo są jeszcze lepsi:))) Panie i Panowie oto nasi bohaterowie:


Bolek i Lolek jak żywi!!! Są PRZECUDOWNI!!! A moje Maluchy tak uwielbiają tę bajkę!!!
A do tego ogrom drewnianych ślicznych magnesów, kolczyki i dwie broszki. Czuję się obdarowana po brzegi:))) Dziękuję BARDZO, BARDZO!!!


(Trochę ciężko jest przez te folijki zrobić dobre ujęcie, bo odbijają światło, ale uwierzcie mi są słodkie!)


A tak lubimy Bolka i Lolka:)


***
A teraz i ja zapraszam do wspólnej zabawy. Dwie pierwsze osoby (posiadające bloga i piszące dość regularnie;) które wyrażą chęć kontynuacji tej zabawy otrzymają ode mnie niespodzianki. Na wysłanie prezentu mam rok. Po otrzymaniu przesyłki osoby te informują o tym na własnym blogu i same ogłaszają zabawę!

Wszystkiego dobrego i czekam na chętnych:) Pa!

Edit: chętni odnalezieni:) Zabawa zamknięta. Dziękuję dziewczyny:)



niedziela, 14 października 2018

You made my day:)))

Witajcie:)

Dziś kolejne domki. Trzy z nich powstały jako odrębne zamówienie... jako dekoracja do kuchni:) Znajomej tak podobały się moje domki, że bardzo je chciała mieć. Problem w tym, że dom ma urządzony nowocześnie i domki nijak by się w ten klimat wpisywały. Myślała, myślała i wymyśliła. Stwierdziła, że do kuchni będą idealne. Stąd kolorystyka podporządkowana kuchennym dodatkom. Brąz, beż, miedź i oliwkowa zieleń.


Miedziano-brązowy dostał zegar, pęk kluczy i latarnię. Uwierzcie mi, ta miedź jest cuudna, tylko nijak się to da pokazać na fotkach. Musicie uwierzyć na słowo lub dać się porwać własnej wyobraźni;)))


Oliwkowa zieleń przygarnęła miedź w postaci dachu. Do tego żółta girlanda i stara kłódka. Miałam unikać niebieskiego, ale tu skusiłam się na okna w tym kolorze.


Ostatni dostał komin (mam nadzieję, że lokatorzy palą węglem;) i sznur z klamerkami.


Wszystkie kolorystycznie tworzą spójną całość. Mogą wisieć razem lub osobno. Znajoma była bardzo zadowolona, więc udało się zaliczyć zadanie:)))

***
Ten domek powstał na urodziny pewnej wyjątkowej osoby. Dołączyły do reszty domków, które już u niej goszczą:)


***
Poprzednia niedziela.
Po kościele mieliśmy umówioną wizytę by zbadać Marcie wzrok. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne i nie musi nosić okularów. Trochę to wszystko trwało, więc zaproponowałam byśmy poszli coś zjeść "na mieście". Padło na nasz ulubiony pub (jak go czule nazywam "dla starych dziadków", bo przewaga seniorów jest tu mocno odczuwalna;)) Ja w nowym szampańsko różowym swetrze, białej bluzce i czarnej spódniczce ciut się wyróżniam.

Scena I (damska toaleta)
Przed posiłkiem poszłam z córcią do toalety. W takich miejscach woli asystę mamy;) Gadamy sobie aż tu nagle ktoś puka do naszej kabiny. Nie w drzwi tylko w boczną ściankę. Zdębiałam lekko. A po chwili słyszę zakłopotany głos "przepraszam, skończył mi się papier czy mogłabym trochę poprosić?" I pani wsunęła w szparę między kabinami proszącą dłoń...

Scena II (przy stoliku)
Po powrocie z toalety zdejmuję kurtkę, zostawiam zaplątaną wokół szyi chustę i zamyślam się nad menu. Tym razem zmiana i chłopaki poszli do toalety. Ja zostałam z córką na posterunku. Bardzo blisko mnie siedzi TYPOWO angielska rodzinka, lekko rozluźniona, w nieco większym rozmiarze. Pan krzesełkiem lekko posuwa się w moją stronę. To ja z kolei się odsuwam. Po chwili pan zagaja: "przepraszam, ma pani przy chuście metkę". Łapię się odruchowo we wskazane miejsce a w głowie tysiące myśli. Przecież tę cholerną metkę odcinałam dwa tygodnie temu zaraz po zakupach. I ręką macam wielgachną cenę... od swetra, który kupiłam dzień wcześniej! Pąsowieję i krztuszę się ze śmiechu. A pan dodaje "dobra cena!".
Bo sweter kupiłam na wyprzedaży:) Przeceniony z 15 na 7,99 funtów;))))

Wychodząc po obiedzie, jeszcze raz podziękowałam za zwrócenie mi uwagi i rzuciłam: "You made my day:) "

KURTYNA!

Ps. Miłej niedzieli! Pa:)

sobota, 29 września 2018

LEGO storage head DIY / LEGO pojemnik głowa DIY

Witajcie:)
Często Wam piszę, że coś u mnie odleżało swoje i nabrało mocy urzędowej. Tak było i tym razem. Kilka miesięcy temu u niezwykle kreatywnej Arlety w SCHABIKOWIE TU dojrzałam świetny pomysł na wykorzystanie plastikowego pudła po odżywce.

Tak się akurat złożyło, że mnie właśnie  naszło i "odgapione" żółte pudełko mam i ja:)


Kultowe klocki LEGO goszczą zapewne w każdym domu gdzie są dzieci. Nic dziwnego, bo to świetna zabawa dla dużych i małych. W tej kwestii nie stanowimy wyjątku i też mamy te klocki. Zestawy są różne. Małe, duże. Tradycyjne i te bardziej "dziewczyńskie". 

Za nami kolejne urodziny a co za tym idzie - kolejne zestawy dołączyły do naszej LEGO rodziny:) Niektóre oryginalne opakowania posiadamy nadal, inne zaginęły w odmętach codzienności;) A klocki oczywiście pozostały.

Jak je sensownie pochować? Jak sprawić by nie walały się po kątach? Gdzie znaleźć dla nich miejsce by nie nadepnąć gołą stopą wchodząc w nocy do dziecięcego pokoju?

Można oczywiście KUPIĆ taki oryginalny LEGO pojemnik. Można też skorzystać z pomysłu Arlety i zrobić go samemu:)


Wystarczy puste opakowanie po odżywce, żółta farba w spray`u czarny permanentny marker i biały korektor.
Odklejamy wszelkie naklejki i myjemy puszkę. Suchą malujemy (potrzeba kilku warstw). Najlepiej na drugi dzień - by mieć pewność, że nie uszkodzimy żółtej powierzchni - ołówkiem delikatnie malujemy twarz. Następnie poprawiamy permanentnym markerem a białe kropki robimy korektorem:)

I tyle:)


A na koniec wklejam urodzinowy tort, bo o urodzinach wspomniałam, to żeby nie było;)


Miłego! Pa:)

Ps. Jak Wam się podoba takie pudełko?

niedziela, 16 września 2018

Sweet guitar DIY :)

Witajcie:)
Dziś przychodzę do Was z małym tutorialem:) Otóż trafił mi się w domu Slash Karwowski i musiałam przemyśleć strategię prezentową;)

Slash Karwowski ?! O co chodzi?!?! - spytasz Zacny Czytelniku. Już wyjaśniam. Ci co są tu już ze mną długo, to doskonale wiedzą, że mam MęŻa gitarzystę (stąd Slash - nawet za młodu miał podobną fryzurę;))) No i była raczyła stuknąć mu CZTERDZIECHA - stąd Karwowski - najbardziej znany czterdziestolatek;)))

No i wymyśliłam, że jako dodatek do prezentu dostanie gitarę:) Na prawdziwą godną męskiej uwagi mnie nie stać, to postanowiłam zrobić ją sama.

Panie i Panowie:) Słodka gitara na czterdziechę! Od razu uprzedzam - pomysł znaleziony w necie, ale w oryginale były raffaello (też mnie nie stać;)


Materiały i narzędzia:

  • dwie tektury długości gitary (u mnie karton po szafce do butów;)
  • duuuużo cukierków (u nas 6 paczek cukierków "Michałków", dwie princessy i trochę krówek)
  • bibuła
  • klej na gorąco (+ wkłady )
  • nożyk budowlany
  • nożyczki
  • dwie listewki
  • minimum 2,5 h
Do tektury przykładamy prawdziwą gitarę by odrysować kształt. Geniusze i artyści malują na oko;) Następnie wycinamy nożykiem budowlanym (najlepiej nowym by był bardzo ostry).



Następnie zabieramy się za przyklejanie (klejem na gorąco) cukierków. Proponuję zacząć od gryfu i później przy brzegach. W środku kleimy princessy i krówki - to mostek i przystawki;)

Całość okazuje się tak ciężka, że przy próbie podniesienia gitary cały gryf Wam się składa w pół. Spokojnie. U mnie było dokładnie tak samo:) Odwracamy wówczas naszą gitarę na plecki i przyklejamy listewki (również klejem na gorąco).


 Teraz w kilkunastu miejscach przyklejamy warstwowo kilka tekturek (ok 5 x 5 cm). Nasze "tekturowe kopczyki" muszą być wysokości listewek. (Tekturki te będą niczym naklejki dystansowe 3D przy wykonywaniu karteczek okolicznościowych). Następnie wycinamy w tekturze kształt gitary jeszcze raz i naklejamy ją na wierzch. Wszystko ładnie pięknie, ale boki prezentują się "niewyjściowo". I tu przybywa w sukurs wspomniana wyżej bibuła. Oklejamy ją dookoła łącząc dwa brzegi tektur. I uważamy przy tym cholernie (sic!), bo ja się przy tym poparzyłam pięćset razy!!!


Całość zawijamy w celofan i dekorujemy kokardą:) Finito!


To tyle na dziś, miłego dnia:)

Jak Wam się podoba taki dodatek do prezentu?