Witajcie:)
Dziś był iście przepiękny wiosenny dzień:) Wczoraj zresztą też! Rano mgła a później piękne słonko. Tata odsypiał nocną zmianę a my wyruszyliśmy autobusem do pobliskiego miasteczka. Dla Maluchów podróż takim środkiem lokomocji to prawdziwy rarytas, bo normalnie wszędzie jeździmy autem.
Podstawowy plan wyprawy zakładał zwiedzanie muzeum:) Luuubimy to:)) Tak wiem, już o tym pisałam;) W tym muzeum byliśmy chyba pierwszy raz rok temu.
To jest takie maleńkie muzeum, w którym jest wszystkiego po trochu:) Zęby mamuta, maszyny do produkcji obuwia, urny z prochami;))
Baaardzo stare 5 funtów:) Duże, papierowe i stare.
Dla porównania - dzisiejsze - polimerowe. Małe, zielone. Wielkości nie widać, bo mocno przybliżyłam. Musicie uwierzyć mi na słowo;) Małe:)
Moje Maluchy z zapałem szukały odpowiednich eksponatów i wypełniały krzyżówkę.
Później wybraliśmy się do pobliskiej galerii sztuki (albo galeryjki, bo maleńka;)
I to co tygrysy lubią najbardziej - arkusz z zadaniami:)) Tu mieliśmy do dyspozycji fotki fragmentów obrazów i mieliśmy na tej podstawie je odnaleźć. Zabawa przednia! Z jednym nam pomogła pani, która tam pracowała;)))
Martusia ambitnie wpisywała tytuły i twórców dzieł. Mamelek tylko tytuły.
Później wybraliśmy się do ogromnego parku połączonego z placem zabaw. Po chwili ja miałam kompankę do rozmowy a Maluchy koleżankę do zabawy. A ciut później dołączył do nas kolejny rodzic i kolejna koleżanka;))) Godne podziwu jest z jaką łatwością dzieciaki nawiązują nowe znajomości. Dzieci żegnały się już jako "najlepsi przyjaciele ;)))
***
To wszystko na dziś:)) Paaaa!
Przesyłam dobrą energię:)))
sobota, 23 lutego 2019
sobota, 9 lutego 2019
Apiać od nowa:)
Witajcie:)
Zima nie sprzyja drewnianym poczynaniom. Ciekawe co Dżepetto robił w chłodne wieczory;))) Chyba, że miał jakiś osobny warsztacik, gdzie kwestie pór roku nie sprawiały problemów.
Ostatnio podczas powrotu z pracy mówię "rowerowej koleżance," że jakoś mi dziwnie. A ona - "Gosiula, bo Ty dawno domków nie robiłaś!" I wiecie, że to trafna diagnoza;))))
Problem zimą jest taki, że gwiździ zimnem i nie mam jak ciąć ani szlifować moich drewienek. Mogłam przecież wcześniej o tym pomyśleć gdy było ciepło. Mogłam. Szkopuł jednak w tym, że do moich domków podchodzę mocno indywidualnie. Robię je dla konkretnej osoby i jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, to taki kawałek drewna musi do mnie przemówić.
W piątek okazało się, że uda mi się spotkać z moją Przyjaciółką właśnie dzisiaj (dzień przed jej urodzinami). Wiedziałam, że ona żadnych imprez nie planuje ale nie chciałam tak przyjść z pustymi rękoma. Od razu pomyślałam o domkach. Na szczęście w moich zapasach miałam dwa wycięte domkowe kształty (wycięłam je z myślą o innym projekcie, ale termin się wydłużył, więc mam jeszcze sporo czasu;) Jeden nawet już był ciut pomalowany. Przeszlifowałam go mocno, bo tamten kolor do niej nie pasował;)

Tak oto znów się zabrałam za to co lubię, choć przez moment;))) Jak mi tego brakowało!!!! Serio!!!
Pierwszy z czekoladowym dachem ma na miedzianym druciku powieszone serduszko, na klamce kłódka a z boku wisi kluczyk.
Drugi, mniejszy dostał strażacką czerwień i zegar w tym samym kolorze:)
Jak to miło znów poczuć szlifierkę w ręku i móc pomalować wąskie okienka;) Tak niewiele człowiekowi potrzeba do szczęścia - hi,hi:)))
Miłego moi Drodzy:) Paaa:)
ps. Niespodziewanie zagościł temat śmierci. Marta pyta mnie jak ubrani są ludzie w niebie. Zgodnie z prawdą mówię, że nie wiem. I dodaję, że jak umrę i pójdę (jasne, jasne;) do nieba, to się dowiem. Martusia zasmucona:
- Ale Ty nie możesz umrzeć, bo masz dzieci i one będą tęskniły...
Gdy już, już niemalże popadam w głęboką zadumę Marcel pyta:
- Czy jak dorośli umrą, to dzieci mogą robić to co chcą?!
Kurtyna.
Zima nie sprzyja drewnianym poczynaniom. Ciekawe co Dżepetto robił w chłodne wieczory;))) Chyba, że miał jakiś osobny warsztacik, gdzie kwestie pór roku nie sprawiały problemów.
Ostatnio podczas powrotu z pracy mówię "rowerowej koleżance," że jakoś mi dziwnie. A ona - "Gosiula, bo Ty dawno domków nie robiłaś!" I wiecie, że to trafna diagnoza;))))
Problem zimą jest taki, że gwiździ zimnem i nie mam jak ciąć ani szlifować moich drewienek. Mogłam przecież wcześniej o tym pomyśleć gdy było ciepło. Mogłam. Szkopuł jednak w tym, że do moich domków podchodzę mocno indywidualnie. Robię je dla konkretnej osoby i jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, to taki kawałek drewna musi do mnie przemówić.
W piątek okazało się, że uda mi się spotkać z moją Przyjaciółką właśnie dzisiaj (dzień przed jej urodzinami). Wiedziałam, że ona żadnych imprez nie planuje ale nie chciałam tak przyjść z pustymi rękoma. Od razu pomyślałam o domkach. Na szczęście w moich zapasach miałam dwa wycięte domkowe kształty (wycięłam je z myślą o innym projekcie, ale termin się wydłużył, więc mam jeszcze sporo czasu;) Jeden nawet już był ciut pomalowany. Przeszlifowałam go mocno, bo tamten kolor do niej nie pasował;)
Tak oto znów się zabrałam za to co lubię, choć przez moment;))) Jak mi tego brakowało!!!! Serio!!!
Pierwszy z czekoladowym dachem ma na miedzianym druciku powieszone serduszko, na klamce kłódka a z boku wisi kluczyk.
Drugi, mniejszy dostał strażacką czerwień i zegar w tym samym kolorze:)
Jak to miło znów poczuć szlifierkę w ręku i móc pomalować wąskie okienka;) Tak niewiele człowiekowi potrzeba do szczęścia - hi,hi:)))
Miłego moi Drodzy:) Paaa:)
ps. Niespodziewanie zagościł temat śmierci. Marta pyta mnie jak ubrani są ludzie w niebie. Zgodnie z prawdą mówię, że nie wiem. I dodaję, że jak umrę i pójdę (jasne, jasne;) do nieba, to się dowiem. Martusia zasmucona:
- Ale Ty nie możesz umrzeć, bo masz dzieci i one będą tęskniły...
Gdy już, już niemalże popadam w głęboką zadumę Marcel pyta:
- Czy jak dorośli umrą, to dzieci mogą robić to co chcą?!
Kurtyna.
wtorek, 5 lutego 2019
Nic ciekawego czyli post z przymrużeniem oka;)
Witajcie:)
Dziś z przymrużeniem oka napiszę Wam dziesięć rzeczy, które lubię:)
1. Lubię kolorowe skarpetki:) ale bardzo drażnią mnie te, gdzie są tylko czubki/palce i pięty w innym kolorze. Ot taka fantazja;)
Dziś z przymrużeniem oka napiszę Wam dziesięć rzeczy, które lubię:)
1. Lubię kolorowe skarpetki:) ale bardzo drażnią mnie te, gdzie są tylko czubki/palce i pięty w innym kolorze. Ot taka fantazja;)
2. Lubię ludzi w okularach:) tzn. lubię gdy osoby krótko lub dalekowzroczne noszą okulary a nie naprzemiennie z soczewkami. U mnie musi być albo albo;)
3. Lubię ludzi z poczuciem humoru:) Może być specyficzny. Sarkazm i autoironia mile widziane;)
4. Lubię ludzi, którzy czytają książki. Nawet jak czytają kompletnie inną literaturę niż ja. (Zawsze można podyskutować;)
5. Lubię gdy ludzie w smsach czy innych wiadomościach tekstowych pamiętają o interpunkcji i użyciu wielkich liter przy zwrotach grzecznościowych:)
6. Lubię swetry. SZARE swetry:) Mam chyba do nich pewną słabość;)))
7. Lubię jeść:)
8. Lubię tatuaże, ale tylko u kogoś:) Takie nietuzinkowe.
Może nie koniecznie takie, jak ten poniżej, choć fantazji facetowi nie można odmówić;)))
(Fotka trzaśnięta jakiś czas temu na plaży w Wells-next-the-Sea).
9. Lubię parki i ogrody botaniczne:)
10. Lubię ludzi z pasją. Pasja to przyprawa życia:)
***
To tyle na dziś:)) Miłego dnia, paa!
poniedziałek, 21 stycznia 2019
Crème de la crème :)
Witajcie:)
Dziś mam dla Was lingwistyczno-obrazkowe dzieła moich dorastających Maluchów;) Głównie Synka.
Mocno wzruszający rysunek czarnego/czarnej (dziury/plamy) dla mnie od Marcela. Drogi Czytelniku nie pytaj co autor miał na myśli:))) Ja nie wiem!
(tytuł dzieła - "black For My Lovely Mum")
Laurka dla mnie po polsku! Jak na to, że mój sześcioletni synek urodzony w UK myśli i pisze głównie po angielsku, bo jest mu tak zwyczajnie prościej, to jestem mega dumna:)))) Nikogo nie pytał o pisownię. Sam z siebie napisał:)
("jesteś nij kochana na świecze")
Mamelkowy foch objawiony kartką na drzwiach od pokoju. "ECH STONT" (ech - prawidłowo each "każdy" w języku angielskim wymawiamy jak "icz" a to już niedaleko do polskiego "idź") Czyli "idź stąd" :))))
I foch Córci na Rodziców. Czegoś jej tam nie chcieliśmy dać. Już nie pamiętam czego;) Drogi Czytelniku zwróć uwagę na zacięte twarze niemiłych Rodziców:)))
***
Moja ulubiona wersja modlitwy "Zdrowaś Maryjo" według Mamelka
"Święta Maryjo, Matko Boża,
módl się za nami GRZECZNYMI
teraz i w godzinę śmierci naszej.
Amen."
***
Pozostając w temacie kościółkowym. Koleżanka przyszła do kościoła z córką (w wieku Mamelka). Dzieci jak to dzieci zaczynają się nudzić. Po komunii świętej ksiądz przygotowuje ołtarz do dalszej celebracji mszy. A mała patrząc na to co robi ksiądz pyta mamy:
- Sprzątają. Możemy już iść?
***
To tyle na dziś. Spokojnego, dobrego dnia. Pa:)
Dziś mam dla Was lingwistyczno-obrazkowe dzieła moich dorastających Maluchów;) Głównie Synka.
Mocno wzruszający rysunek czarnego/czarnej (dziury/plamy) dla mnie od Marcela. Drogi Czytelniku nie pytaj co autor miał na myśli:))) Ja nie wiem!
(tytuł dzieła - "black For My Lovely Mum")
Laurka dla mnie po polsku! Jak na to, że mój sześcioletni synek urodzony w UK myśli i pisze głównie po angielsku, bo jest mu tak zwyczajnie prościej, to jestem mega dumna:)))) Nikogo nie pytał o pisownię. Sam z siebie napisał:)
("jesteś nij kochana na świecze")
Mamelkowy foch objawiony kartką na drzwiach od pokoju. "ECH STONT" (ech - prawidłowo each "każdy" w języku angielskim wymawiamy jak "icz" a to już niedaleko do polskiego "idź") Czyli "idź stąd" :))))
I foch Córci na Rodziców. Czegoś jej tam nie chcieliśmy dać. Już nie pamiętam czego;) Drogi Czytelniku zwróć uwagę na zacięte twarze niemiłych Rodziców:)))
***
Moja ulubiona wersja modlitwy "Zdrowaś Maryjo" według Mamelka
"Święta Maryjo, Matko Boża,
módl się za nami GRZECZNYMI
teraz i w godzinę śmierci naszej.
Amen."
***
Pozostając w temacie kościółkowym. Koleżanka przyszła do kościoła z córką (w wieku Mamelka). Dzieci jak to dzieci zaczynają się nudzić. Po komunii świętej ksiądz przygotowuje ołtarz do dalszej celebracji mszy. A mała patrząc na to co robi ksiądz pyta mamy:
- Sprzątają. Możemy już iść?
***
To tyle na dziś. Spokojnego, dobrego dnia. Pa:)
poniedziałek, 7 stycznia 2019
Historia kilku rzeczy...
Witajcie:)
Moja Babcia na wiele lat przed śmiercią miała zwyczaj pytać się, co nam się u niej w domu podoba i gdy tylko coś wskazaliśmy od razu nam to chciała dać. Wykręcaliśmy się jakoś, bo najchętniej rozdałaby wszystko. Zawsze mówiłam, że wolę by długo żyła niż by mi coś miała dać. A gdy to nie pomagało dodawałam, że kiedyś tam dostanę to po niej w spadku...
I to kiedyś tam jednak nastąpiło...
Za kilka dni minie rok odkąd Babci nie ma z nami. A ciut więcej jak brakuje Dziadka...
Zostało po nich kilka rzeczy...
Każdy z rodziny ma jakieś drobiazgi, które już na zawsze będą nam o nich przypominać.
Moja Babcia na wiele lat przed śmiercią miała zwyczaj pytać się, co nam się u niej w domu podoba i gdy tylko coś wskazaliśmy od razu nam to chciała dać. Wykręcaliśmy się jakoś, bo najchętniej rozdałaby wszystko. Zawsze mówiłam, że wolę by długo żyła niż by mi coś miała dać. A gdy to nie pomagało dodawałam, że kiedyś tam dostanę to po niej w spadku...
I to kiedyś tam jednak nastąpiło...
Za kilka dni minie rok odkąd Babci nie ma z nami. A ciut więcej jak brakuje Dziadka...
Zostało po nich kilka rzeczy...
Każdy z rodziny ma jakieś drobiazgi, które już na zawsze będą nam o nich przypominać.
U Dziadków bardzo podobał mi się krzyż od zestawu kolędowego. I gdy Babcia kolejny raz spytała co bym chciała, to powiedziałam, że ten krzyż.
Jest baardzo stary i złamany pod nogami Jezusa. Moja Mamcia powiedziała, że to ona będąc małą dziewczynką niechcący go popsuła...
Z drugiej strony widać jak Dziadek go naprawił. I w takim stanie przetrwał do dziś... i jest już u mnie...
Dziadkowe modlitewniki...
Wysłużone, zniszczone od częstego użytkowania. Mam to szczęście, że urodziłam się we wierzącej rodzinie. Szczęście, bo dziś dla mnie wiara jest czymś oczywistym. Nigdy nie było u nas fanatyzmu religijnego. I to też jest szczęście.
Dziadek był kiedyś milicjantem. Trochę jednak chyba dziwnym lub niepokornym, bo mimo iż mieszkali w domu, w którym obok był komisariat, to u nich na ścianie zawsze był krzyż i obraz Świętej Rodziny. A ich dzieci przyjęły wszystkie sakramenty...
Pamiętam taką anegdotkę rodzinną jak kiedyś jakiś "Bardzo Ważny Pan" koniecznie chciał zobaczyć jak mieszka mój Dziadek. W tym celu z komisariatu udał się prosto do ich domu, gdzie akurat biegały dzieci. "Bardzo Ważny Pan" od razu zwrócił uwagę na święte obrazy wiszące w domu. Zmarszczył brew i surowo spytał najstarszą córkę Dziadka wskazując na owe obrazy co to są za lokatorzy?! Na to ciocia od razu powiedziała, że Święta Rodzina. A znasz może jeszcze jakiś wierszyk? - ciągnął za język "Bardzo Ważny Pan". Tak - i na wdechu wyrecytowała - "W Związku Radzieckim i całym kraju wszyscy Lenina bardzo kochają". Pan parsknął śmiechem i powiedział - "będą jeszcze z Ciebie ludzie"!
Babcia była krawcową-samoukiem. Dzięki niej w czasach kiedy trudno było o cokolwiek cała rodzina miała fajne, nietuzinkowe ubrania.
Babcia miała słabość do horoskopów i senników. I nie tyle do wiary w nie, co po prostu namiętnie je lubiła czytać;)
Babcia miała słabość do horoskopów i senników. I nie tyle do wiary w nie, co po prostu namiętnie je lubiła czytać;)
Chciałam mieć Dziadka zegarek. Bardzo mi na tym zależało. To taka mocno osobista pamiątka. Bałam się tylko, że może ktoś inny też będzie chciał taką pamiątkę... a okazało się, że Dziadek miał trzy zegarki;))) Mój to jest chyba ten najbardziej "jego".
Mam jego legitymację członkowską Stowarzyszenia Polaków Poszkodowanych Przez III Rzeszę Niemiecką, osełki do noży, jakieś narzędzie z drewnianą rączką, dwa pudełka po zapałkach, które służyły do przechowywania różności.
I drewniane pudełko przypominające książkę, w której mój Dziadek przechowywał swoje przybory do golenia. Wyczyściłam, oszlifowałam, przód pociągnęłam tablicówką i całość zabezpieczyłam lakierem.
To tyle na dziś. Ku pamięci. Wyryte w sercu wspomnienia pozostaną na zawsze a te kilka drobiazgów będzie nam je przypominać.
Zastanawiam się co by ktoś chciał w spadku po mnie...
Dziś mocno sentymentalnie.
Uściski dla Was i dobrego tygodnia:) Paa!
sobota, 29 grudnia 2018
Post scriptum:)
Witajcie:)
24.12.2018
Rano (dobre sobie - rano! Hi,hi była 9.50, bo dzień wcześniej poszłam spać dopiero o 3.00 (sic!) bo pichciłam) dzwonek do drzwi. Zakładam w popłochu okulary i w piżamie zbiegam na dół. Sądząc, że to listonosz boję się, że zadzwoni drugi raz i obudzi śpiącego po nocnej zmianie MęŻa. Otwieram drzwi i stoję jak zaklęta, bo przede mną stoi pani, którą mijam bardzo często na naszej ulicy. Ona z pieskiem a ja albo z Maluchami albo na rowerze jadąc do/z pracy. Praktycznie się nie znamy, ale pozdrawiamy się zawsze bardzo serdecznie. Gdy widzi mnie samą to pyta co u dzieci. I teraz stoi w progu mojego domu z czekoladkami i ciasteczkami dla Maluchów...
Wzruszenie i mega niespodziankowa radość odbiera mi na chwilę mowę. Dziękuję jej bardzo serdecznie ale sama poza słowami nie bardzo wiem co mogę jej ofiarować. W sekundzie przypominam sobie, że w torebce mam ostatnią wypisaną kartkę. Proszę by poczekała chwilę (bo nie chciała wchodzić i zawracać nam głowy) i podaję jej kartę. Pani się też ucieszyła. A ja w tej samej sekundzie gdy ona już ma kartkę w ręce uświadamiam sobie... że przecież wypisałam ją po polsku;))) Mówię to na głos a ona z rozbawieniem, że nic nie szkodzi, bo ona na pewno to przeczyta;)))
25.12.2018
Na Pierwszy dzień świętowania byliśmy umówieni ze znajomymi. Po kościele wpadłam na genialny pomysł zaproszenia jeszcze jednej rodzinki by wspólnie pokolędować:) Już od kilku lat miałam to gdzieś z tyłu głowy wspominając jeden taki przemiły wieczór gdy Mamelek miał raptem trzy miesiące. No i w moim rodzinnym domu też zawsze była tradycja śpiewania kolęd.
Sześcioro dorosłych, dwie gitary plus piątka dzieci - było baaardzo miło. A najbardziej mi się podobała w naszym wykonaniu "Gore Gwiazda Jezusowi" - góralska kolęda.
***
A teraz bez chronologii;)
Maluchy u Świętego Mikołaja:)
Kartki, które otrzymaliśmy:) Na jednym oknie.
Na drugim:)
Ręcznie robiona od Ani z bloga Wojciacho TU z cudnym haftem!!! Dziękuję pięknie jeszcze raz:)))
Ostatnie, które dostaliśmy z sercem ale już nie zmieściły się na trzech sznurach. Za wszystkie bardzo dziękujemy!!!
***
Jest jeden taki dom w naszym W. gdzie od 15 lat w grudniu rozpoczyna się świąteczny festiwal świateł;)) Przy okazji zbierają pieniądze na szczytny cel (co roku inny).
My o tym fakcie dowiedzieliśmy się dopiero w tym roku;)))
Część z tych dekoracji jest ruchoma. Zdjęcia nie oddają w pełni tego klimatu!
Dom nie jest niczym ogrodzony a wręcz zachęca świątecznymi alejkami by podejść i zrobić tam fotki. Cudo!
A to już dom bliżej nas. Tu już fotki robiłam przez bramę;)
***
To tyle u nas. A jak Wam minął ten świąteczny czas?
Miłego! Pa:)
24.12.2018
Rano (dobre sobie - rano! Hi,hi była 9.50, bo dzień wcześniej poszłam spać dopiero o 3.00 (sic!) bo pichciłam) dzwonek do drzwi. Zakładam w popłochu okulary i w piżamie zbiegam na dół. Sądząc, że to listonosz boję się, że zadzwoni drugi raz i obudzi śpiącego po nocnej zmianie MęŻa. Otwieram drzwi i stoję jak zaklęta, bo przede mną stoi pani, którą mijam bardzo często na naszej ulicy. Ona z pieskiem a ja albo z Maluchami albo na rowerze jadąc do/z pracy. Praktycznie się nie znamy, ale pozdrawiamy się zawsze bardzo serdecznie. Gdy widzi mnie samą to pyta co u dzieci. I teraz stoi w progu mojego domu z czekoladkami i ciasteczkami dla Maluchów...
Wzruszenie i mega niespodziankowa radość odbiera mi na chwilę mowę. Dziękuję jej bardzo serdecznie ale sama poza słowami nie bardzo wiem co mogę jej ofiarować. W sekundzie przypominam sobie, że w torebce mam ostatnią wypisaną kartkę. Proszę by poczekała chwilę (bo nie chciała wchodzić i zawracać nam głowy) i podaję jej kartę. Pani się też ucieszyła. A ja w tej samej sekundzie gdy ona już ma kartkę w ręce uświadamiam sobie... że przecież wypisałam ją po polsku;))) Mówię to na głos a ona z rozbawieniem, że nic nie szkodzi, bo ona na pewno to przeczyta;)))
25.12.2018
Na Pierwszy dzień świętowania byliśmy umówieni ze znajomymi. Po kościele wpadłam na genialny pomysł zaproszenia jeszcze jednej rodzinki by wspólnie pokolędować:) Już od kilku lat miałam to gdzieś z tyłu głowy wspominając jeden taki przemiły wieczór gdy Mamelek miał raptem trzy miesiące. No i w moim rodzinnym domu też zawsze była tradycja śpiewania kolęd.
Sześcioro dorosłych, dwie gitary plus piątka dzieci - było baaardzo miło. A najbardziej mi się podobała w naszym wykonaniu "Gore Gwiazda Jezusowi" - góralska kolęda.
***
A teraz bez chronologii;)
Maluchy u Świętego Mikołaja:)
Kartki, które otrzymaliśmy:) Na jednym oknie.
Na drugim:)
Ręcznie robiona od Ani z bloga Wojciacho TU z cudnym haftem!!! Dziękuję pięknie jeszcze raz:)))
Ostatnie, które dostaliśmy z sercem ale już nie zmieściły się na trzech sznurach. Za wszystkie bardzo dziękujemy!!!
***
Jest jeden taki dom w naszym W. gdzie od 15 lat w grudniu rozpoczyna się świąteczny festiwal świateł;)) Przy okazji zbierają pieniądze na szczytny cel (co roku inny).
My o tym fakcie dowiedzieliśmy się dopiero w tym roku;)))
Część z tych dekoracji jest ruchoma. Zdjęcia nie oddają w pełni tego klimatu!
Dom nie jest niczym ogrodzony a wręcz zachęca świątecznymi alejkami by podejść i zrobić tam fotki. Cudo!
A to już dom bliżej nas. Tu już fotki robiłam przez bramę;)
***
To tyle u nas. A jak Wam minął ten świąteczny czas?
Miłego! Pa:)
piątek, 21 grudnia 2018
Końcówka grudnia:)
Witajcie:)
Moi Drodzy, nadszedł czas by złożyć Wam życzenia...
Jeśli potrzebujesz blasku - niech będzie,
Jeśli potrzebujesz ciszy - niech nastanie.
Jeśli potrzebujesz miłości - podziel się opłatkiem.
Jeśli potrzebujesz szczęścia - otwórz swe serce...
Dobrych Świąt dla Was i dla Waszych bliskich.
W tym roku mniej ozdób. Nowa szopka (nieskromnie mówiąc) skradła moje serce. Drewniane figurki znalazłam w charity shop. Gwiazdka z porcelany kupiona kiedyś tam. A reszta, wiadomo;)
***
Jesienne dekoracje delikatnie zmieniły się w zimowe...
Za to choinka skrzy "na bogato" ;))) Biały cudny dzwonek (dostałam takie trzy!!!) od Reni TU Ślicznie dziękuję jeszcze raz:)))
Czerwony cudny piernik od koleżanki z pracy. Dostała paczkę takich cudeniek i się podzieliła.
A te piernikowe ślicznotki kupił MąŻ (w ramach akcji pomocy chorej dziewczynce).
***
W mojej "pracowni" powstała 1 kartka. Słownie - jedna;) Tak że ten, zaszalałam;))) Śnieżynka oczywiście wyszła spod zdolnych rąk mojej ukochanej Mamci:)))
***
Okna pomyte (od razu spadł deszcz - hi,hi) ani pół potrawy świąteczno-wigilijnej nie jest gotowa. Dom posprzątany do połowy;) Nie czuję ciśnienia. Mam luz;)
I tego luzu życzę Wam. Ściskam mocno. Pa:) Miłej krzątaniny okołoświątecznej;)
Moi Drodzy, nadszedł czas by złożyć Wam życzenia...
Jeśli potrzebujesz blasku - niech będzie,
Jeśli potrzebujesz ciszy - niech nastanie.
Jeśli potrzebujesz miłości - podziel się opłatkiem.
Jeśli potrzebujesz szczęścia - otwórz swe serce...
Dobrych Świąt dla Was i dla Waszych bliskich.
W tym roku mniej ozdób. Nowa szopka (nieskromnie mówiąc) skradła moje serce. Drewniane figurki znalazłam w charity shop. Gwiazdka z porcelany kupiona kiedyś tam. A reszta, wiadomo;)
***
Jesienne dekoracje delikatnie zmieniły się w zimowe...
Za to choinka skrzy "na bogato" ;))) Biały cudny dzwonek (dostałam takie trzy!!!) od Reni TU Ślicznie dziękuję jeszcze raz:)))
Czerwony cudny piernik od koleżanki z pracy. Dostała paczkę takich cudeniek i się podzieliła.
A te piernikowe ślicznotki kupił MąŻ (w ramach akcji pomocy chorej dziewczynce).
***
W mojej "pracowni" powstała 1 kartka. Słownie - jedna;) Tak że ten, zaszalałam;))) Śnieżynka oczywiście wyszła spod zdolnych rąk mojej ukochanej Mamci:)))
***
Okna pomyte (od razu spadł deszcz - hi,hi) ani pół potrawy świąteczno-wigilijnej nie jest gotowa. Dom posprzątany do połowy;) Nie czuję ciśnienia. Mam luz;)
I tego luzu życzę Wam. Ściskam mocno. Pa:) Miłej krzątaniny okołoświątecznej;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















