środa, 21 maja 2014

Deszczowy Dom w Mamelkowie:)

Witajcie:))
Dzień przed powrotem do UK osobiście zdążyłam odebrać przesyłkę specjalną od Jareckiej z Deszczowego Domu:))))) Tak, tak - to ten prezent niespodzianka w mini konkursie na tytuł pewnego posta.
Teraz już jestem szczęśliwą posiadaczką przecudnej poszeweczki na podusię:))) Ilekroć na nią spoglądam nie mogę wyjść z podziwu jak misternie ją Jarecka wykonała!


Nawet metka made by Deszczowy Dom. WOW!!!


Tył zapinany na maleńkie guziczki.


A to już pożegnanie z PL. Czyli deser w ogródku u Babci Tereni + bańkowe szaleństwa z Tatusiem:)))


Miłego dnia:)) Pa!

sobota, 17 maja 2014

Dwa dni pełne wrażeń:))

Witajcie:)))
Jesteśmy w Polsce na urlopie. Wybraliśmy się do pobliskiej groty solnej, w Regionalnym Centrum Onkologii. Ja z Maluchami i moimi Rodzicami oraz moją Siostrą i jej wnukiem Alkiem:)


Martusia głównie siedziała mi na kolanach i zażywała relaksu a Mamelek był wszędzie:))) Dotykał każdego cieku wodnego, przechodził za leżakami bawił się z Alkiem w "solne babki".


Wychodząc "zahaczyliśmy" o centrum zabaw. Martusia była w swoim żywiole:)))


Mamelek początkowo też, ale jak się okazało, że nie może wejść "do kulek", to dostał nerwa i moi Rodzice poszli z nim na krótki spacerek na zewnątrz...


A tymczasem...
Alek i Martusia zostali. Młoda bawiła się ze świeżo poznanymi kolegami na zjeżdżalni a Oluś bawił się przed. Aż tu nagle otwierają się drzwi, wchodzi pani Ewa Kopacz i tłum fotoreporterów:))) Okazuje się, że już teraz kobiety klęczą przed nim:)))
ps. Mamelek wiedział co robi wychodząc z Dziadkami - wolał się nie wplątywać w politykę:)))


Wczoraj wracając autobusem z Siostrą od mojej przyjaciółki uczestniczyłyśmy w wypadku. Na szczęście nikomu nic się nie stało:))) Mój Anioł Stróż znów wypełnił misję wzorowo:))) I jak tu nie wierzyć w mojego farta:)))


A na koniec króciutki apel. Anstahe na swoim blogu podjęła akcję pomocy  Mikołajkowi, u którego dwa lata temu postawiono diagnozę - guz mózgu. Miał poważną operację i chemioterapię. Do tego doszła radioterapia... Skończyło się niedowładem czterokończynowym i problemami neurologicznymi. Mikuś wymaga długiej i kosztownej rehabilitacji.
7 czerwca będzie festyn, który organizują rodzice i nauczyciele ze szkoły, w której pracuje mama Mikołaja. Pragną w ten sposób zebrać fundusze na dalsze leczenie dla niego.
Anstahe prosi o przekazanie swoich prac na ten cel. Może to być coś uszyte, wydziergane, namalowane. Biżuteria, kartki, misie. Ot Wasze rękodzieło, którym wraz z sercem podzielicie się z Mikusiem:))) Wszelkie informacje wraz z adresem mailowym znajdziecie u niej na blogu anstahe.blogspot.com


To świetna akcja i moim zdaniem skierowana do wielu z nas. Nie każdy może wspomóc finansowo, ale za to możemy podarować coś co umiemy zrobić:)))

Miłego wieczoru:))) A jak Wam mijają dni? Też pełne wrażeń;)
Pa, pa:)))



czwartek, 15 maja 2014

Farciara:)

Witajcie:)))
Farciara - tak o sobie myślę:))) A dlaczego spytacie? Powodów jest całe mnóstwo. Wymienię tylko trzy ostatnie:
a) dwa tygodnie temu znalazłam na trawie 60 funtów!!! (słownie sześćdziesiąt). Wracałam pieszo z zakupów, objuczona torbami niczym styrany życiem wielbłąd. W każdej ręce trzy ciężkie wypchane siatki. Do tego dopadły mnie babskie przypadłości, więc siły tym bardziej nadwątlone. Spieszę się (bo tak już mam:) głowa lekuchno zwieszona i wzrok wbity w ziemię. Patrzę w bok i oczom nie wierzę - fioletowe dwie dyszki!!! Schylam się i jeszcze nie dowierzam, bo myślałam, że to taka kasa do zabawy. Odwracam głowę w drugą stronę - drugie dwie dyszki! Trzecich już poszukałam z premedytacją:))) Czwartych już niestety nie było:)))

b) jak już Wam wspominałam wygrałam pocieszajkę u pocopotki w jej urodzinowym candy. Oto prezent:


Musztardowy notes na wszelakie zapiski.


Biżuteria. Wisiorek z kwiatem i koralikami a do tego kolczyki. I wszystko w moich kolorach:))) Bardzo sobie cenię ręcznie robione prezenty i jeszcze raz dziękuję:)))



c) i wygrałam w Deszczowym Domu nagrodę w mini konkursie na tytuł posta:)))

I cieszę się bardzo z tych wszystkich rzeczy. A co Was ostatnio spotkało fajnego?

sobota, 10 maja 2014

Mr Ribbon aka Benjamin Button:)))

Witajcie:))                                                                                                                                                   
Pamiętacie mój post "tasiemkowe predylekcje"? Oto ciąg dalszy.
Tydzień temu wybrałam się znów do "Pasmanteryjnej krainy czarów" gdzie króluje Mr Ribbon aka Benjamin Button:)))  aby zrobić fotki specjalnie dla Was:)))
Najpierw oczywiście poczyniłam zakupy a później nieśmiało spytałam czy mogę zrobić zdjęcia. Czemu nieśmiało, spytacie? Bo kolejka była i zastanawiałam się czy Mr Ribbon nie okaże się ponurakiem bez fantazji:))) Nie okazał się i pozwolił bez cienia zdziwienia:)))

Tu zatrzymuję się najpierw:))) Od kolorów i przeróżnych wzorów umieszczonych na wstążkach może zakręcić się w głowie!







Nie przejdę obojętnie także obok guziczków pakowanych symbolicznie po kilka sztuk. Wymyślne kształty od zwykłych serduszek, gwiazdeczek po wszelakiej maści zwierzątka i widelce/grabelki kuszą mnie za każdym razem:)))



A to już guziczki sprzedawane na sztuki. Ustawione kolorami, żeby można było łatwiej się odnaleźć. Tu jest wszystko czego dusza spragniona guzików zapragnie:)))











Do tego jeszcze osobno pojemniki z kolorowymi nićmi, przy nich różne akcesoria do szycia - igły, szpilki, agrafki itp. Kawałek dalej są rzeczy niezbędne do haftowania i filcowania.


Tuż obok maluteńkie pojemniczki, kształtem przypominające laboratoryjne probówki, w których dumnie prezentują się koraliczki, cekinki i inne ozdobne "pierdolinki" do przeróżnego wykorzystania (karteczki, biżuteria i inne takie:)))                


Z drugiej strony wyłożone są motki wełny, włóczki i kordonki.
Powiem Wam, że takie "niby nic" a cieszy, że ho,ho:))) Ciekawa jestem czy umiałybyście przejść obojętnie obok Benjamina Buttona i jego raju:)))
Buziaki i miłego weekendu Wam życzę! Pa:)))

czwartek, 8 maja 2014

Oto Polska właśnie:)

Hej, hej:))

Dziś napiszę Wam troszkę o Martusinkowym zainteresowaniu geografią:)) Zdziwieni? Ja też trochę byłam jak moja córeczka, (która w grudniu skończyła trzy latka) już od kilku miesięcy interesuje się mapą Polski.


Wszystkim dookoła już się pochwaliłam, teraz przyszedł czas i na Was:))) Uwaga, uwaga - moja Martusia umie pokazać: Bydgoszcz (tu mieszka Babcia), Warszawę (tu mieszka ciocia Ela), Gdańsk (tu mieszka ciocia Basia), Szczecin, Poznań, Opole, Kraków, Łódź oraz Rosję, Litwę i Białoruś i polskie morze!
Mamusia jest dumna, bo myślę, że to całkiem sporo jak na trzylatkę.

Tu taki mały fragment jej umiejętności:))) tylko nie wiem czy się otworzy


A na koniec nowe pudełko. Tym razem na chrzciny Oliwiera:))






Pudełeczko miało być koniecznie z tym wózkiem i jest:)))








Mama Chrzestna Oliwiera była zadowolona a to najważniejsze:)))
Miłego dnia! Pa:))



niedziela, 4 maja 2014

W poszukiwaniu ideału

Witajcie:)))
Miałam nie zapeszyć, ale chyba zapeszyłam. Chciałam z wielką radością napisać Wam o... nowym domku!!! Tak, tak. To co chciałam napisać, to to że szukamy nowego "gniazdka". No, ale chciałam napisać jak już znajdziemy a tu lipa:((( Myślałam, że pójdzie nam to szybciutko a to się już ciągnie miesiąc. Oglądaliśmy już tyle domków, że spokojnie mogłabym powiedzieć, że znam co 10 mieszkańca mojego W. :))) Gdybym miała prawo jazdy, to byłabym najlepszym taksówkarzem, bo znam już prawie wszystkie ulice w naszej mieścince.

Kocham nasze "cztery kąty", ale zrobiło się nam tu zdecydowanie za ciasno. Gdy podjęliśmy decyzję o sprzedaży, to udało się od razu!!! "Nowi właściciele", powiedzieli nam później, że dłużej, to oni wybierają chleb niż zajęło im podjęcie decyzji o zakupie tego domu:))) Tak im się podobał! Dodam tylko, że domu szukali od roku!!!


Nie pozostaje mi nic innego jak zdać relacje z linii frontu. Uwaga, uwaga:
"Raport
 czyli krótki opis domów, które miały być potencjalnie nasze, ALE":

  • DOM nr 1. - Dom - ciasnota. Niewiele różnił się gabarytami od naszego. Duży pokój był duży, ale tylko z nazwy:))) Kuchnia - żal z tragedią. 
  • DOM nr 2. - Dom "nówka nie śmigana". Jeszcze nie wykończony nowiusienki z ogromniastymi pokojami i trzema łazienkami (a właściwie dwiema łazienkami z ubikacjami i jedną toaletą). Duża kuchnia z jadalnią. Miał tyci ogródek a za nim warsztat samochodowy, który mógłby umilać nam "słodkie, leniwe niedzielne popołudnia". Do tego cena... Wiadomo, nowy...
  • DOM nr 3. - Nawiedzony dom. Bez podjazdu, blisko centrum. Ponad stuletni niebieski dom. Cztery pokoje. Dużo do remontu... i jakieś dziwne uczucie, że w tym domu nie byliśmy sami. Brrr, jak pomyślę, że miałabym tam być sama z Maluchami, to bym chyba zeszła:))) MąŻ też przyznał mi rację, że czuł tam coś dziwnego. Jak widać starzy lokatorzy nie do końca się wyprowadzili:)))
  • DOM nr 4. - Dom "moja wymarzona kuchnia". Tak, tak. Kuchnia była taka, że nie chciałam z niej wyjść. Ogromna, świetnie urządzona. Z wyspą i rewelacyjnym ogromnym piecem-piekarnikiem. Oczyma wyobraźni już tam piekłam moje ukochane kruche ciasteczka:))) Niestety, dalej już było gorzej. Salon mniejszy od kuchni a trzeci pokój taki, że drzwi haczyły prawie o przeciwległą ścianę!!!
  • DOM nr 5. - Dom tramwaj. Z wagonowatymi, klaustrofobicznymi korytarzami, fajnymi pokojami, tragicznym ogródkiem wielkości mojej łazienki (czytaj nie za duży) i brakiem parkingu. Jak podjechaliśmy pod ten dom, to chyba dobre pięć minut czailiśmy się zanim wysiedliśmy z samochodu, bo obok śmigały inne auta. Gdybyśmy go kupili, to codziennie wychodząc do naszego pojazdu gralibyśmy w "rosyjską ruletkę".
  • DOM nr 6. - Dom strzelnica. Właściciel wynajmował pokoje różnym osobom. Dziwnym facetom jak mniemam po fetorze skarpetek i tym co ujrzałam w ogrodzie, ale o tym za chwilę:)) Kuchnia wielkości mojej łazienki (patrz powyżej). Dalej przejście do czegoś co kiedyś chyba było stodołą/drewutnią/szopą/składzikiem a obok ogród... Przy samych drzwiach stał stół a na nim tarcze strzelnicze z ludzkimi postaciami (tak do pasa)... Nie powiem... ciarki przeszły po plecach. Gdy opuszczaliśmy posesję MąŻ mówi do mnie: "ciekawe kto to wycenił na 155 tys. funtów?!?!" a ja na to: "jak byś miał pistolet przy głowie, to też byś tak wycenił"
To tylko te "ciekawsze" domy, które oglądaliśmy, bo tak na prawdę było ich ZNACZNIE więcej! Nie ustajemy w poszukiwaniach. Trzymajcie za nas kciuki:))) Pa, miłej niedzielki:)))



czwartek, 1 maja 2014

Praca nie jedno ma imię:)

Witajcie:))
W różnych miejscach już pracowałam. Swoim dorobkiem zawodowym mogłabym śmiało konkurować z Kobietą Pracującą z kultowego już serialu "Czterdziestolatek" a nie jak mylnie napisałam "Wojna domowa":) Część z tych prac wykonywałam tylko przez moment - podczas wakacji lub przerw semestralnych a część już oficjalnie jako "osoba dorosła" z konkretnym zawodem. Choć w zawodzie nie pracowałam nigdy (nie liczę stażu-praktyki). Są też perełki, które z uśmiechem na twarzy będę wspominać wnukom (jak się takowych dorobię:))

Kolejność przypadkowa. Pracowałam:
  • w "tzw. małej gastronomii" - robiłam hamburgery i hot-dogi podczas tzw. giełdy (wielkiego niedzielnego targowiska w maluteńkiej przyczepie kempingowej:),
  • sprzedawałam fajerwerki tuż przed "sylwestrem" (taka ze mnie wystrzałowa kobieta:)
  • w dziale kontroli i jakości przy lampach (w UK) - tak, tak - oczywiście jestem ekspertem w tej dziedzinie, dlatego też mnie tam zatrudniono;)
  • przez pół roku jako dziennikarz regionalnej "Gazety Wyborczej":)
  • w dziale kadr w pewnym ogromnym przedsiębiorstwie użyteczności publicznej,
  • w skarbcu (nie mylić z mennicą państwową); tak tylko nazywał się ten dział, ale brzmi nieźle:))) niestety złota tam nie mieli:)))
To tylko kilka z moich prac:)))
Dlaczego Wam o tym wszystkim piszę? Naszło mnie na wspomnienia jak zobaczyłam tę informację widniejącą na witrynie pewnego sklepu bardzo popularnej telefonii komórkowej w UK.


... Tak sobie pomyślałam z nutką zazdrości - WOW!!! MÓWCA - to musi być interesujący zawód:))) Ciekawe czy ma z góry ustalone przemowy czy są one takie spontaniczne "freestajlowe" płynące prosto z serca! Mogli napisać "Polski Orator" - brzmiało by jeszcze dumniej:))))

ps. jak widać korzystać z opcji "google translate" też trzeba umieć:)))

Ciekawa jestem czy Wam zdarzyło się pracować w równie wielu "magicznych miejscach" :))) Czy raczej jesteście związani z jedną konkretną pracą. Pa:))) Miłego dnia!