niedziela, 8 kwietnia 2018

Urban exploration/ miejska eksploracja:)

Witajcie:)
Dziś mój Drogi Czytelniku uchylę rąbka mojej duszy;) Uwaga, uwaga wśród moich licznych zainteresowań jest jedna, o której chciałabym dziś opowiedzieć:) Uwielbiam czytać i oglądać fotki (czasem i filmiki) o opuszczonych miejscach:))) Ot, taki ze mnie przyjemniaczek;)))
I nie mam tu na myśli miejsc tylko wybitnie nawiedzonych (bo czego jak czego ale horrorów nie cierpię i nie oglądam w ogóle!) Ale urzekają mnie miejsca, które mają swój specyficzny klimat. Nie interesują mnie totalne ruiny, tylko takie budynki, w których jeszcze widać ślady poprzednich właścicieli.


Miejska eksploracja (urban exploration), bo o niej mowa rządzi się pewnymi zasadami. Osoby decydujące się na wejście do opuszczonych budynków mogą tylko robić zdjęcia i ABSOLUTNIE nic ze sobą nie zabierać na pamiątkę. Nie mogą też niczego niszczyć ani pozostawiać w gorszym stanie niż zastali w danym miejscu. Inaczej mowa tu o zwykłych wandalach i złodziejach a nie pasjonatach.

Jeden jedyny raz i ja byłam w takim miejscu wieki temu:))) Pod koniec podstawówki (a mowa tu o ośmioletnim systemie edukacji;) wybraliśmy się w "dniu wagarowicza" z naszym panem od w-fu na wycieczkę po okolicy. Wówczas nasze całkiem nowe osiedle graniczyło z terenami, na których były pozostałości bardzo starych sadów i dosłownie kilku domostw. Jeden dom szczególnie mnie kusił, bo był w idealnym stanie. Opuszczony, ale cały. Nie ukrywam, że byłam w grupie osób, które namówiły naszego nauczyciela, byśmy tam poszli;))) Sama bym tam wówczas nie weszła, ale w grupie i z dorosłym, czemu nie? Dom był zwyczajny, ze śladami bezdomnych, którzy zdążyli się tam już rozgościć. Może właśnie wówczas narodził się mój podziw dla takich miejsc? Kto wie.

Jeśli chodzi o filmiki, to bardzo podobała mi się np. seria nakręcona przez braci (TUBE RAIDERS) o opuszczonym mieście Prypeć (Czernobyl)  TU, TU, TU, TU.

Niesamowite fotki znalazłam np. też TU. Są tu przeróżne zapomniane przez ludzi budowle - od zwykłych domów, szpitali, kościołów na pałacykach i fabrykach kończąc.

Na pewno czytaliście lub oglądaliście pamiętny kryminał Agathy Christe "Morderstwo w Orient Expressie". Czy wiedzieliście, że w PL w lubelskich Małaszewiczach utknął na zawsze skład Orient Expressu?! Tak, tak - legendarny, luksusowy skład niezwykłego pociągu dla bogaczy. Kto by nie chciał choć raz wybrać się w niezwykłą podróż taką koleją? Fotki TU.

Osobną historią są dla mnie nieczynne, zapomniane szpitale psychiatryczne. Niezwykle ciekawą opowieść znalazłam TU. Mowa tu nie tylko o jednym budynku czy kompleksie szpitalnym, lecz o całej WIOSCE SZPITALNEJ. Bangour Village Hospital, bo o niej mowa leży w Szkocji. Na rozległym terenie znajdowały się m.in. obiekty szpitalne, kościół wielowyznaniowy, sklep, farma, biblioteka, piekarnie a nawet stacja kolejowa. Wszystko to sprawia niesamowite wrażenie, bo wygląda jakby było opuszczone w popłochu... A do tego zaciekawił mnie jeden komentarz pod tą historią. Na tym wielkim terenie NIE MA cmentarza... Co robiono ze zmarłymi pacjentami? Dlaczego nie ma tam żadnego śladu po ich doczesnej wędrówce? Ktoś pisze, że cmentarz był, ale został zasypany. Jeśli to prawda, to dlaczego?! Ktoś inny sugeruje, że ciała były na bieżąco palone... Obydwie wersje ciut przerażające...

Poveglia to wyspa w pobliżu Wenecji (więcej TU). Już w XIV wieku dopada ją tragiczna historia. Wybucha epidemia dżumy na taką skalę, że nikt nie nadąża z pochówkiem zmarłych. Poveglia zostaje przemieniona w swoisty cmentarz... Mieszkańcy okolicznych miast transportują tu swoich zmarłych i bardzo często robią to w pośpiechu nie zapewniając im należytego szacunku. Do XX wieku wyspa pozostaje niezamieszkana. W 1922 roku powstaje tu... szpital psychiatryczny, w którym od samego początku pacjencji skarżą się na dziwne odgłosy i zjawy. Teren nasiąknięty krwią i ciałami zadżumionych, więc nic dziwnego, że jest nawiedzony. Ale któż uwierzy chorym psychicznie? Po pewnym czasie jednak sami pracownicy szpitala zauważają i doświadczają dziwnych rzeczy. Do tego dochodzi fakt, że jeden z lekarzy prowadzi okrutne eksperymenty medyczne... Wkrótce i on zaczyna zdradzać objawy obłąkania i ostatecznie popełnia samobójstwo skacząc z dzwonnicy...

A propos - któż uwierzy choremu psychicznie...
Historia z naszego podwórka. Pamiętam jak mniej więcej w tej samej klasie, w której wybraliśmy się na pamiętne wagary wyjechałam na weekendową oazę do Górnej Grupy. (Chyba Wam tego jeszcze nie pisałam). Spaliśmy tam w pomieszczeniach przyklasztornych, które dawniej były budynkiem... szpitala psychiatrycznego. Ja z koleżankami miałam spać na samej górze - zaadaptowanym strychu. Skromne, bardzo czyste pomieszczenie. Tuż przed pójściem spać dowiedziałam się, że dawno temu był tu ogromny pożar, który pochłonął 56 istnień ludzkich. Najcięższe przypadki, przymocowane pasami do łóżek - a co za tym idzie - bez jakichkolwiek szans na uratowanie były właśnie tu - w pomieszczeniu, w którym właśnie miałam iść spać... Do dzisiaj wspominam tamten czas - stąd być może interesują mnie historie takich szpitali...
Jakiś czas temu w internecie ktoś przypomniał tę dramatyczną historię z 1980 roku... Zaczęłam drążyć temat i znalazłam m. in. ten materiał TU. Wówczas też nie uwierzono pacjentom... A pożar zanim stał się przyczyną tej strasznej tragedii tlił się w tych murach od kilku dni...
Kto pamięta film "Ostatni dzwonek", ten powinien kojarzyć piosenkę "A my nie chcemy uciekać stąd", którą śpiewał Jacek Wójcik. To piosenka (słowa Jacek Kaczmarski, wykonanie Przemysław Gintrowski), której tematem jest dramat z Górnej Grupy...

Ostatnią rzeczą, o której dziś napiszę jest historia opuszczonego wraku "zielonego autobusu"  z Alaski.


                                        Chris McCandless in front of his 'Magic Bus' in 1992. (Photo: Wikimedia Commons)

Szczerze polecam o tym, niezwykły film "Wszystko za życie" (Into the Wild) oparty na prawdziwej historii. To opowieść  o spełnianiu marzeń i o poszukiwaniu szczęścia. (Więcej informacji w Wikipedii TU, ale dopiero jak obejrzycie film!!!)
Ten opuszczony zielony autobus jest magnesem dla wielu śmiałków do dzisiejszego dnia. Całkiem niedawno czytałam wywiad TU z Kamilem - młodym podróżnikiem, który też chciał zobaczyć to magiczne miejsce.
A oto historia Christophera McCandlessa w wielkim skrócie - chłopak w 1990 roku kończy studia i postanawia zerwać z dotychczasowym życiem.  Porzuca całkowicie rodzinę (siostrę i wiecznie skłóconych rodziców, na granicy rozwodu wpatrzonych w pieniądz jak w złotego cielca) i cywilizację. Niszczy wszystkie dokumenty, przecina karty bankomatowe, pozbywa się niemalże wszystkiego i wyrusza w podróż życia do ukochanej Alaski jako "Alexander Supertramp". W plecaku ma tylko kilka niezbędnych rzeczy, ukochane książki i dziennik, w którym zapisuje swoją codzienność. Większość trasy pokonuje na stopa poznając przeróżne osoby, którym na zawsze pozostaje w pamięci. W końcu dociera do opuszczonego autobusu, który jest schronieniem dla myśliwych i traperów. Tam rozpoczyna życie z dala od wszystkiego i wszystkich. Sam w niezwykłym i dzikim miejscu.

***
To tyle na dziś. Ale się rozpisałam, uff;)))
Miłego dnia:)

ps. a jakie są Wasze zwyczajne/niezwyczajne pasje, o których być może wszyscy nie wiedzą? 





20 komentarzy:

  1. Zaskoczyłaś mnie nieco :) Ciekawa i chyba niezbyt często spotykana pasja. Bardzo lubię muzykę z filmu Into the Wild, choć go jeszcze nie oglądałam. Nasza sesja poślubna częściowo odbyła się w takim opuszczonym domu/hotelu na Słowacj :)
    Pasją, o której nie wszyscy wiedzą, o której nie pisałam jeszcze na
    blogu, a która ostatnio zeszła na plan dalszy to kolekcjonowanie muszli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To teraz Ty mnie zaskoczyłaś tą sesją na Słowacji - wow!!! Może kiedyś pokażesz mi te fotki;))
      A film mocno polecam. Jest niesamowity!

      Usuń
    2. Widzę, że udało mi się ,,i" zjeść!
      Jasne, że pokażę. Zapraszam na kawę i ciasteczko w najbliższym czasie :)

      Usuń
    3. Dziękujemy za zaproszenie:) miło by było w końcu się spotkać "nie w biegu";)))

      Usuń
  2. Podzielam Twoją pasję, a dodatkowo napiszę, że bardzo boleję jak widzę, że takie miejsca są dewastowane. Wielokrotnie wchodziłam w takie opuszczone mury i do głowy mi nie przyszło, żeby tam coś zbroić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, Ty nawet bardziej czynnie do tego podchodzisz niż ja! Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze i ja zawitam w takie opuszczone progi;)

      Usuń
  3. Gosieńko, nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo, jeśli chodzi o zainteresowania, jesteśmy podobne. Uwielbiam takie miejsca i historie z nimi związane. Wyobrażam sobie ludzi, którzy przeżywali tam swoje życie.Krążą tam jeszcze ich myśli, radości, troski i kłopoty, które przecież od wieków się nie zmieniają.Nasze też będą krążyły i może ktoś zechce je odczytać i zrozumieć.I taka moja mała tajemnica. Lubię "zaglądać" ludziom do okien, tak wirtualnie, nie po to , aby podglądać ale dlatego, że za każdym z nich toczy się inne życie, pełne emocji, przeżyć radosnych i smutnych, ot taka zwykła ludzka codzienność, którą może kiedyś ktoś zechce poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) a ja myślałam, że wydam Wam się ciut dziwna z tymi zainteresowaniami;))) uff;))) u mnie też od razu działa wyobraźnia. Te miejsca, przedmioty mają duszę. Ktoś je używał, dotykał, potrzebował.
      A te szpitale i ich historie? Ktoś był tylko na chwilę, ktoś na dłużej. Lekarze, pielęgniarki, pacjenci...

      Usuń
  4. Mój syn jest urban explorerem, to jedno z jego rozlicznych hobby, które nieustannie mnie inspiruje, także wnętrzarsko, hi hi ( polecam Ci jednej z jego filmików, wg mnie bardzo klimatyczny, do obejrzenia, opuszczony ośrodek wypoczynkowy: https://www.youtube.com/watch?v=kMwoMVLJf8A), oczywiście marzy mu się Czarnobyl, ja, mama oczywiście scpetyczna. Ja mam inne zboczenie; cmentarze. Ale cicho sza, ok? Film "wszystko za życie" uwielbiam, ryczałam na nim jak bóbr!! Ależ mi radość dałąś tym postem! Aj low ju!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Już lubię Twojego syna:)))
      Filmik super. Dziękuję za namiary. Świetne ujęcia i idealnie dobrana muzyka. Te widoki z dachu obłędne. Mi pozostaje oglądanie takich rzeczy na kanapie;) ale dobre i to.
      Pozdrawiam - szczególnie syna;))

      Usuń
  5. No prosze! Niecodzienna pasja, ale pasuje mi do Ciebie! ;)

    Ja jestem nudna do bolu. Moja pasja kiedys, przed dziecmi, byl ogrodek. Uwielbialam kopac, sadzic, przesadzac, przycinac... Do dzis czujac zapach cieplej, swiezo skopanej gleby, mam ochote polozyc sie na ziemi i wdychac. ;) Ale od 7 lat brak mi czasu, zeby znow w to wsiaknac. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Mamcia kocha ogród - mi trochę brakuje zapału i ziemię mamy tragiczną:(( Sama glina.

      Może teraz, w nowym domku znów poczujesz wiatr w żagle i ogród Cię porwie;))) Potworki robią się coraz starsze, więc może Ci się uda:)))

      Usuń
  6. Mnie brakuje Ciebie na instagramie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niesamowitą masz pasję! a Twój post bardzo ciekawie napisałaś, czytalam jednym tchem...no cóż ja nie mam takich zwyczajnych/niezwyczajnych upodobań. Pozdrawiam cieplutko:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)to miło, że Ci się podobało:))
      Pozdrawiam serdecznie:))

      Usuń