piątek, 8 listopada 2013

"Mia familia" na Zalotach:))

Hola (czyt. Ola)!
Wczoraj wieczorem "mia familia" wróciła z wakacji. Czemu "mia familia" ? (wiem, wiem pisze się inaczej, ale nie o poprawność tutaj chodzi tylko wartość emocjonalną:)) Otóż czasami temperamentem przypominamy włoską rodzinkę. Tak też było w dniu wyjazdu:)))
Tu już grzecznie pozujemy do rodzinnej fotki. Tata ma aparat, ale to głównie mama pstrykała pamiątkowe zdjęcia.


Gdzie byliśmy? Na Zalotach:)) I nie w sensie, że na randce:)) Na próżno szukać na mapie czy wpisać to w Google. Wystarczy spytać mnie - ja przetłumaczę z Martusinego języka. Na Zalotach czyli na Lanzarote.
Przylatujących wita dzieło, które stworzył César Manrique Cabrera - hiszpański artysta, który wpłynął na obecny wygląd wyspy.

 
Mieciu oczywiście zabrał się z nami. Całkiem mu się tam podobało (choć na zdjęciu prezentuje kamienny wyraz twarzy:)))
 
 
Lans nad Oceanem Atlantyckim. (Mimo, że klimat zalicza się do łagodnych, to jednak dość mocno wieje, szczególnie wieczorami!) Trzeba było uważać, żeby Miecia podczas lansu nie zwiało:))
 
 
Na dole m.in. żółta skrzynka na listy:))
 
 
Lanzarote, to wyspa pochodzenia wulkanicznego. Nie uświadczysz na niej trawy, zwykłego zielska czy innych "normalnych" kwiatków. Jednak - jak podaje Wikipedia - jest tam ok. 500 różnych gatunków roślin i porostów!!! A część z nich nie występuje nigdzie indziej na świecie!!!

 
Żadnych wysokich budynków. Nawet hotele zbudowano tylko do pewnej kondygnacji. Odgórny nakaz.
 
 
Turkus wody w połączeniu z granatem zachwycał
 
 
Wypatrzyłam te niesamowite drzwi!!! Z bliska wyglądają jakby je ktoś przywiózł z Jerozolimy - ot, taka moja pierwsza myśl. Tym bardziej, że zostały wstawione w zwykłe szklane pomieszczenie - zupełnie nie pasujące do tych pięknych wrót, które zapewne pamiętają jakieś zamierzchłe czasy...
 
 
 
Kocia miłość tak piękna, że nie sposób było przejść obojętnie
 
 
 
 
Potrzebna była woda mineralna do przygotowania Mamelkowi mleka. Poszłam, kupiłam. A tam z grubej rury bez pardonu obrażają!!! Chciałam tylko wodę, ale żeby tak od razu pisać DEBIL, to miło nie jest:))
Mogliby choć dla równowagi mieć i "de mineralizacion INTELIGENT". Człowiek by miał wybór:)))
 

To już efekt czterech godzin spędzonych w samolocie

 
To tyle na dziś:))) Dobrej nocy. Pa, pa!
 
ps. zapomniałam napisać, że jedzenie było wyśmienite!!! Gdyby nie to, że byłam na permanentnym spacerze, to by było pięć kilo plus:))))

8 komentarzy:

  1. Witaj, widać, że było Wam tam cudownie. Troszeczkę zazdroszczę ale tylko troszeczkę. Buziolki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrzeba było takiego całkowitego resetu:)))

      Usuń
  2. Bosko!!! widać, że było bosko!!!
    ściskam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było:))) aż nie chciało się wracać:)))

      Usuń
  3. Cudny klimacik, więcej fotek po proszę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siorynka, witaj:))) większą ilością fotek to bym Was przygniotła a tego nie chcę:)))

      Usuń
  4. Wów...piękne zdjęcia,widać ze urlop się udał;-)
    Ja też troszkę zazdroszczę:-) Pozd
    Weronika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) udał się. Pełen luz i nie musiałam zmywać naczyń;)

      Usuń